RECENZJA / "Bone Gap" Laura Ruby

Kim naprawdę jesteśmy i czy kukurydza potrafi mówić? Dlaczego ludzie znikają? Wreszcie, jak rozpoznać prozopagnozję i co wspólnego ma z tą chorobą królowa pszczół?



 Bone Gap to mała mieścina w Stanach Zjednoczonych, tam wszyscy się znają, wszystko o sobie wiedzą, a jeśli nie wiedzą, to sobie dopowiedzą. Na obrzeżach, wśród pól kukurydzy mieszkają w domu - trochę na odludziu - Finn i Sean. Bracia zostali porzuceni przez matkę, która to po śmierci ich ojca znalazła sobie nowego partnera, ale on nie chciał zaakceptować dzieci, więc ona po prostu zostawiła synów, aby sobie sami radzili. Finn ma 17 lat, a Sean 23. Pewnego dnia, w stodole Finn znajduje Rozę, czyli Różę. Przerażona dziewczyna wygląda jakby ktoś ją pobił. Jest cała poobijana i roztrzęsiona, chłopaki pozwalają jej zamieszkać razem z nimi i dają czas na dojście do siebie. nie pytają co się stało, aż dziewczyna pewnego dnia sama zaczyna opowiadać. Nazywa się Róża, jest z Polski, wyjechała do Ameryki, by wykorzystać szansę na lepsze życie, ale spotkało ją coś zupełnie odwrotnego. Pewnego dnia, tak jak nagle się pojawiła, tak nagle zniknęła. Co się z nią stało? Czy bracia ją odnajdą? Czy grozi jej jakieś niebezpieczeństwo?

- Każdy ma jakąś opowieść - powiedziała pani Logan rozmarzonym, nieobecnym głosem. - Każdy ma swoje tajemnice.                                                                       s. 43
Po tym wstępnie o fabule pewnie sobie pomyślicie - kolejna przygodówka, a do tego jeszcze młodzieżowa. Nic bardziej mylnego! Książka jest bardzo dobrze rozplanowania, podzielona i napisana, przez co czyta się ją z zapartym tchem. Ale to nie wszystko, bo pod warstwą fabularną dostajemy to co najlepsze w powieściach, czyli drugie dno. Książka porusza bardzo ważne tematy młodzieżowe. Jest tutaj wątek akceptacji siebie, jak i społecznego wykluczenia i postrzegania kogoś jak odludka, bo jest inny niż wszyscy, a tym samym staje się kozłem ofiarnym. Mamy tutaj wątek miłosny, który przez to, że się pojawia pokazuje czym jest choroba o nazwie prozopagozja. Do tego wszystkiego na dokładkę jest wątek Rozy, czyli imigrantki z Polski, a co za tym idzie mit o poszukiwaniu lepszego życia, Ameryka postrzegana jako Ziemia Obiecana, rozczarowania, rozterki i wiele innych ważnych spraw sprytnie schowanych pod warstwą przygodową, bo losy bohaterów śledzi się z ogromną ciekawością. Kult piękna, który prowadzi do zgubnych decyzji, małomiasteczkowość, mity miejskie, czyli wierzenia ludowe bez potwierdzenia naukowego przekazywane drogą ustną - ogrom ciekawych i wartościowych wątków w tak małej objętościowo książce. 

Róża wychowała się w Polsce, w miasteczku tak małym, że nie miało nazwy. Mieszkańcy miasteczka nazywali je "tutaj", a wszystko poza nim "tam". "po co ktokolwiek miał "tam" jechać? - mówili. - Co? Źle nam "tutaj" czy jak?"           s.98

Jeżeli to wszystko was jeszcze nie przekonało do sięgnięcia po tę powieść, to dodam jeszcze, że realizm magiczny w czystej postaci z jakim tutaj mamy do czynienia podszyty jest pszczołami, których obserwacja pokazuje pewne ludzkie cechy, ale tez pozwala na zauważenie tego, co dla większości jest niezauważalne, czyli na skupieniu się na tym co w środku a nie na zewnątrz. Mamy tutaj gadającą, a właściwie śpiewającą kukurydzę, czyli zielone liście z okładki. A to wszystko w pięknym wydaniu. bo chyba każdy z nas, książkolubnych stworzeń zwraca uwagę na spójne z treścią szaty graficzne książek, które jednocześnie nie są dosłowne i oczywiste. 

Polecam ten tytuł waszej uwadze!

--------------------
Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję Domowi Wydawniczemu REBIS


Komentarze

Popularne posty