WEEKEND Z KSIĄŻKĄ / Aga Sarzyńska "Barszalona"

Ostatni weekend spędziłam w Barcelonie. Co prawda nie dosłownie, a za sprawą książki Agi Sarzyńskiej, ale dzięki tej lekturze poczułam klimat tamtego miejsca. Dodatkowe smaku lekturze dokładają aktualne wydarzenia na świecie i w polityce. Chcecie wiedzieć więcej, zapraszam do czytana dalej. 


Matylda to młoda polka, która zaraz po swoich osiemnastych urodzinach porzuciła ojczyznę i średnio co kilka lat zmienia miejsce zamieszkania. Mieszkała już w krajach w Afryce, Azji, obecnie znów powróciła na rodzimy ląd i zamieszkuje Barcelonę, a dokładnie jej nieturystyczną dzielnicę Raval. Utrzymuje się z udzielania lekcji angielskiego, ale o swoim stylu bycia pisze freelancer. Tak ogólnie można powiedzieć to, o czym jest książka zatytułowana "Barszalona". 

Barcelona o poranku. Ten cudowny moment, kiedy imprezowicze już poszli spać, a turyści jeszcze nie rozpoczęli barbarzyńskiej inwazji na La Ramblę. Moment, kiedy można usłyszeć własne kroki. Czas, który nie należy do nikogo. Mijam prostytutki na Sant Pau. (...) Raval to mekka imigrantów próbujących przetrwać w tym szalonym mieście.                                                                                                                        s.33

Matylda

Dziewczyna, główna bohaterka prezentuje typ człowieka jaki obecnie jest dość popularny. To połączenie obieżyświata, człowieka wolnego, nieprzynależącego do jednego miejsca, ale przedstawia się dumnie jako polka. Nie chce się przywiązywać, dlatego też nie wiąże swojej przyszłości z jednym krajem, czy nawet jednym domem, czy jednym mężczyzną. Dzięki takiemu podejściu może zwiedzać świat, w pełni go chłonąć i poznawać od środka. Matylda opowiada o swoich przyjaciołach, o znajomych i osobach z otoczenia, przez co mamy obraz miasta parareporterski. Poznajemy prostytutki, restauratorów, dilerów, starszą panią, której grozi eksmisja, chłopaków liczących na zabawę, a do tego zbieranina imigrantów z najróżniejszych krajów świata. Rozstrzał pomiędzy bohaterami jest spory, toteż można się przyjrzeć szerzej kulturze i społeczeństwu.

 Przynajmniej raz w tygodniu słyszę od odwiedzających Barcelonę turystów: "Ale ci zazdroszczę!", "Och, jak bardzo chciałabym tu mieszkać!", "jesteś szczęściarą!" i tym podobne zachwyty nad najpiękniejszym w Europie miastem z cegieł i betonu. Zwiedzając świat, z reguły skupiamy się na pięciogwiazdkowych widokach z folderów turystycznych. Ja jestem częścią tej "bez-gwiazdkowej" Barcelony. Brzydkiej, samotnej, z widokiem na rynsztok.                                                                                                   s. 194

Raval

Dzielnica w której mieszka, to tak zwana szara strefa. Tutaj nie ma turystów, tutaj rozgrywa się życie prawdziwych Katalończyków. Jest to też dzielnica czerwonych latarni. W kamienicy, gdzie Matylda wynajmuje mieszkanie mieszczą się dwie agencje towarzyskie, a pod domem jest pełno prostytutek. To obraz Barcelony, miasta popularnego turystycznie jakiego nie znamy. Takich opowieści nie usłyszymy od kogoś, kto pojaechał na wycieczkę do Hiszpanii z bura podróży. To życie za zasłoną i pod przykrywą nazywaną przemysłem turystycznym. Tutaj życie toczy się w swoim tempie, a ludzie żyjący codziennością muszą sobie radzić z trudami życia stawiając czoła wyzwaniom każdego dnia. 


 Spacerując po Ravalu można poczuć się jak turysta na wycieczce z cyklu" Jeśli dziś środa to jesteśmy w Paryżu", z tą różnicą, że zamiast europy zwiedzamy bardziej egzotyczne szerokości geograficzne. Na przykład ulica, przy której mieszka mój znajomy to Chiny, żyjące w pięknej symbiozie z Pakistanem. Dziesięć minut spaceru i jestem w Maroku. Za darmo i bez jet lagu. Przechodzę na drugą stronę i na ulicy Robador jestem już bliżej Nigerii czy Senegalu, które graniczą z Rumunią.                                           s. 27

Proza czy reportaż?

"Barszalona" jest opowieścią fikcyjną. Ale po przeczytaniu stopki o autorce nie sposób nie doszukać się podobieństw Matyldy do Agi Sarzyńskiej. Dlatego też gatunek jaki przedstawia ta książka to proza reporterska lub reportaż fabularyzowany. Tak ja bym to zakwalifikowała. Mnie się podoba taki sposób patrzenia i opisywania rzeczywistości. Daje prawdziwe wrażenie życia toczącego się gdzieś obok, teraz i w tej chwili. Poza tym, obraz Barcelony takiej jaka jest poza pozorem turystycznych atrakcji jest niesamowicie matowy i szorstki.  

Czyżby życie w Barcelonie było cięższe niż w Indiach, gdzie miesięczny dochód na jednego mieszkańca wynosi mniej niż kosztuje obiad w Hiszpanii? Na twarzy Hindusa widać całe jego życie, każda zmarszczka ma swoją historię. Twarz przechodnia w Barcelonie pokazuje ilość wypitego alkoholu w życiu, wypalonych, czy stoczonych blantów.                                                                                                                         s. 39

Podsumowując, jest to bardzo ciekawy koncept zapisu tego, co na własnej skórze doświadczyła autorka mieszkając ponad dwa lata w Hiszpanii. Polecam, zwłaszcza teraz, kiedy Katalonia chce oddzielić się od reszty Hiszpanii i zdobyć autonomiczność. Tutaj wątek nacjonalizacji jest również przedstawiony. Poza tym, można się dowiedzieć wiele kulturowych i społecznych ciekawostek z życia w tamtej części europy. Polecam Waszej uwadze. 

------------------
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu 
 

  

Komentarze

  1. Bardzo chętnie przeczytam tą książkę,tym bardziej,że byłam w Barcelonie.To piękne miasto.Zapisuje tytuł.
    Pozdrawiam.
    czytanestrony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty