RECENZJA / "Kolekcja nietypowych zdarzeń" Tom Hanks

Tego Pana nikomu nie trzeba przedstawiać, a jeśli z okładki książki spoglądają tajemniczo oczy, a nonszalancki uśmiech zaprasza do lektury, to cóż robić Trzeba czytać!

 
Zbiór 17 opowiadań/felietonów, to bardzo amerykańskie spojrzenie człowieka przenikającego na wskroś myśli i uczucia. Wszystkie je, co widać już z okładki, spaja maszyna do pisania. Raz jest to przedmiot, stojący gdzieś na biurku. Innym razem jest to wspomnienie, kogoś, kto używał maszyny. Jeszcze innym jest wspomniana np. w pytaniu w teleturnieju. Za każdym razem pojawia się mimochodem i łączy ze sobą opowieści, bo sama muszę przyznać, że w kolejnych wyczekiwałam momentu, gdzie będzie treść dotycząca właśnie maszyny do pisania. 
 
- Niech ta maszyna stanie się częścią pani życia. Częścią pani dnia. Nie chcę, żeby popisała pani na niej kilka razy, a potem potrzebowała miejsca na stole i zamknęła ją z powrotem w walizce, po czym postawiła na półce z tyłu szafy. (...) Maszyny do pisania muszą być używane. Tak jak żaglówka musi pływać, a samolot latać. Po co komu pianino, na którym nikt nie gra?                                                                               s. 231

Poza samym elementem spajającym jest to 17 osobnych historii, w których autor pokazuje swój sposób obserwacji świata. Mnie najbardziej spodobało się kilka, wspomnę o dwóch: "Wigilia 1953" to wspomnienie weteranów wojennych, którzy jak co roku dzwonią do siebie w wigilijny wieczór składając sobie życzenia, oraz "Niezwykły weekend", to weekend z życia 11 letniego Kenny'ego, który po rozwodzie rodziców mieszka z ojcem, ale matka ma zabrać go na dwa dni do siebie zgodnie z planem opieki po rozstaniu. 
 
Virgil skończył piwo, poszedł do przedpokoju i wyciągnął z szafy przenośną maszynę do pisania Remington. Delores kupiła ją dla Virgila zupełnie nową, kiedy była w szpitalu polowym na Long Island w stanie Nowy Jork./ Pisał na niej listy do żony swoją sprawną dłonią, aż terapeuci nauczyli go, jak on to nazywał, bezwzrokowej metody pisania pięcioma i połówką palca.                                                                               s. 43

Polecam Wam serdecznie, bo nawet jeśli nie lubicie opowiadań, to przekonacie się do nich za pośrednictwem Toma Hanksa. Ja przyznam, że na początku przeszkadzało mi wszechobecne amerykańskie wszystko, czyli nazwy, których tak naprawdę nie sposób przetłumaczyć na język polski, wtrącenia itd. Ale jak już się przyzwyczaiłam do stylu, to opowieści pochłonęły mnie całkowicie i żałowałam, że jest ich tylko 17. Polecam!

---------------------------
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera
 
 


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty