czwartek, 31 sierpnia 2017

RECENZJA / Elżbieta Kosobucka "Mój pomysł na życie"

To jest chyba najbardziej zaskakująca książka tego roku. I to z kilku powodów. Po pierwsze jest nieoczywista. Po drugie wyzwala emocjonalne zaangażowanie. Po trzecie przeczytałam ją w 24 godziny. Zapraszam na opinię.



Melody Sawicka jest obiecującą, młodą ambitną pracownicą banku do obsługi klientów firmowych. Jak nikt inny potrafi prześwietlić, dopasować i wykreować ofertę kredytu tak, że wszyscy są zadowoleni, a prowizje zbijają kolejne zera na jej koncie. Wszystko wygląda świetnie, szef ją awansował, właśnie zamówiła wannę z hydromasażem, ma przyjaciół, ale.. no właśnie jest jedno ale. Melody jest okropnie samotna i jak się okazuje przyczyna tkwi w niej samej. 

Sytuacja ulega zmianie, kiedy pewnego roztargnionego popołudnia wjeżdża w samochód jakiegoś bogacza. Niestety okazuje się, że koszty naprawy są dużo wyższe niż jej możliwości finansowe, bo kto wydaje bagatela 32000 zł na naprawę zderzaka? Okazuje się jednak, że Paweł Barycki, właściciel ogromnej międzynarodowej firmy ma pewne plany wobec Melody. Postanawia podarować jej dług w zamian za kolację...

Co wyniknie z tego, jakby nie było biznesowego i interesownego spotkania? Czy Melody otworzy wreszcie swoje serce? Czy Paweł okaże się prawdziwym "rycerzem", czy może jednak odpuści. Wreszcie, czy poglądy Melody zniszczą jej przyszłość?

Poczułam się na tyle dobrze, że po skończeniu odkurzania wybrałam się na spacer. Ruszyłam w kierunku klifu. Minęłam molo i poszłam wzdłuż małego parku, zerkając w dół na kaczki pływające po rzeczce i dalej na tawernę pachnącą smażonymi rybami. Nie zeszłam na plażę, tylko wzdłuż drogi doszłam do ścieżki. Spojrzałam w górę na zniszczony budynek - kiedyś dom wypoczynkowy, teraz służący dzikim lokatorom. (...) Pod wpływem chwili, skręciłam ścieżką wijącą się do góry i przez wyrwę w murze weszłam na zdewastowany teren. Beton ubarwiony graffiti smucił brzydotą. Powybijane okna i gruz leżący na około. Moje kroki głucho odbijały się w pustych pomieszczeniach. Kilkadziesiąt lat temu to miejsce tętniło życiem, teraz zmarniałe tylko straszyło. Weszłam na samą górę i wyszłam na dawny taras.                                 s.224

Książka Elżbiety Kosobuckiej jest dla mnie zaskakująca. Wzbudza we mnie uczucia od sprzeciwu, no bo jak w dzisiejszych czasach uchowała się dziewczyna z poglądami Melody? Przez zrozumienie, po wyznaniu na stronie 119 powoli odkrywamy co kieruje poglądami Melody. Przez emocjonalne zaangażowanie, bo w książce wiele dzieje się obyczajowo. Znajomość z Pawłem jest tak bardzo nierzeczywista, że aż realna do spełnienia. Czasami miałam wrażenie, że czytam bajkę o współczesnym kopciuszku, ale za chwilę zostałam sprowadzona na ziemię, bo wydarza się kolejna rzecz w życiu głównej bohaterki związana z informacją o stanie zdrowia. Pomimo tego, że książka ma fabularne banały i wiele zdarzeń można przewidzieć, czyta się ją świetnie. Ja nie mogłam się oderwać, choć w mojej głowie pojawiały się miliony myśli i zdenerwowanie na głównych bohaterów.   
Muszę pogratulować autorce, bo już dawno, żadna książka tak mnie nie zaangażowała. Choć nie jest to mój ulubiony typ literatury, to jednak dałam się wciągnąć w świat wykreowany. Poza tym autorka "kupiła" mnie umiejscowieniem akcji w Gdyni Orłowie. Ja byłam tam na wakacjach, dlatego też moja opinia jej całkowicie subiektywna i jestem z tą książką emocjonalnie związana. Czytając o miejscach, gdzie bohaterowie przebywali, widziałam obrazy jakbym to ja siedziała obok nich. Ale to już taki urok miejsc, które znamy.

Serdecznie Wam polecam "Mój pomysł na życie", bo jest to bardzo przyjemna literatura obyczajowa, która z pewnością skradnie Wam popołudnie.

------------------
Za możliwość zrecenzowania egzemplarza książki dziękuję Pani Ewie z wydawnictwa Videograf, tym samym, przedstawiam Wam nowewydawnictwo współpracujące, Dziękuję za zaufanie :-)


piątek, 25 sierpnia 2017

RECENZJA / Mariusz Koperski "Po własnych śladach"

Zakopiańska powieść kryminalna. Tak o swojej książce pisze autor. Muszę przyznać, że jest to dość ciekawe połączenie, bo kto był choć raz w Zakopanem ten wie, że tamtejsza społeczność należy do bardzo specyficznych. A jeśli wśród swoich dochodzi do morderstwa zaczyna się śledztwo na szeroką społeczno-obyczajową skalę. Zapraszam razem z Oficyną artystyczną Astraia na recenzję tej intrygująco swojskiej książki. 



Zakopane. Wigilijny wieczór. Komendant Sławomir Derebas zostaje wezwany na miejsce wypadku. W dom wjeżdża rozpędzony samochód. Kierowca ginie na miejscu. Mieszkaniec uchodzi z życiem cudem. Jak się okazuje pozornie nieszczęśliwy wypadek, bo droga śliska, bo zakręt, bo zamieć, bo za duża prędkość - okazuje się, że nie wszystko jest takie oczywiste. Kierowcą pick-upa jest brat wójta, kiedyś skazany za spowodowanie wypadku, w którym dziewczyna stała się kaleką, teraz właściciel firmy komputerowej zajmującej się programowaniem. Jak się okazuje, sprawa komplikuje się o tyle, że denat został wcześniej zamordowany, a na miejscu wypadku dziwnym zbiegiem okoliczności znajduje się komisarz Tomasz Karpiel, brat owej dziewczyny, dawniej podwładny Derebasa, teraz rezydent w Warszawie.

Czy doszło do morderstwa? Co wspólnego ma komisarz Karpiel z całą tą sprawą? Czy prywatne śledztwo da rozwiązanie zagadki? Czy tajemnica z przeszłości da o sobie zapomnieć? Wreszcie, czy Cyrwus przemówi z zaświatów?

Tego dowiecie się czytając "Po własnych śladach".

Kryminał Mariusza Koperskiego jest naprawdę dobrze skonstruowaną zagadką. Ja lubię, gdy na początku czytelnik gubi się od mnogości pojawiających się postaci, by wreszcie w miarę przebiegu zdarzeń układać razem z postępującą narracją i działaniami policji odkrywać kolejne puzzle układanki. Tutaj, dodatkowym zaskoczeniem jest sam finał, wykorzystanie nowych technologi i konotacje kulturowe są naprawdę zaskakujące.

Polecam wszystkim, którzy lubią kryminały mniej krwiste. Tutaj nacisk stawiany jest na emocjonalne zaangażowanie. A dodatkowo, warto zobaczyć trochę społeczności zakopiańskiej od środka.

------------------------------
Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję serdecznie Pani Agnieszce z działu promocji Bussines&Culture, a za egzemplarz recenzyjny dziękuję wydawnictwu > astraia <

środa, 23 sierpnia 2017

RECENZJA / Magdalena Kordel "Córka wiatrów"

Czy można podczas lektury się zdenerwować, bo wszystko jest podejżanie podobne do czegoś innego, a zaraz potem być zachwyconym, bo akcja rozwija się w nieoczekiwanym kierunku? Czy można, pomimo przewidywalności zaintrygować się do tego stopnia, że chce się czytać dalej i dalej? Jak się okazuje można! Zapraszam Was dziś razem z Wydawnictwem ZNAK do zapoznania się z moją opinią na temat nowej serii Magdaleny Kordel Wilczy Dwór.



Konstancja, młoda wdowa jest właścicielką posiadłości Wilczy Dwór. Ma dobre serce dla swoich pracowników, ale jednocześnie potrafi ich trzymać krótko. Wśród nich jest starsza kobieta imieniem Pelasia ( dobry duch, medium i wiedźma w jednym!), która przepowiada wydarzenia interpretując znaki na ziemi i niebie. Pozornie spokojne życie we dworze zakłóca wizyta dawnego przyjaciela Konstancji - Jana, który przybywa z wieściami i od razu wplątuje się w aferę. Dochodzi do pojedynku, a zaraz później Konstancja jedzie na przeciw przeznaczeniu, by poznać tytułową "Córkę wiatrów". 

Czy sam zarys fabuły nie wydaje się Wam skądś znajomy? Ja po paru pierwszych rozdziałach miałam wrażenie, że już gdzieś tą historię "widziałam" (celowo nie podaję tytułów, bo nie podobieństwa są celem mojej recenzji, a rzeczy oryginalne). W pierwszym momencie powiedziałam sobie no NIE! Ale podczas drugiego podejścia do książki, której postanowiłam dać szansę okazało się, że pomimo łudzących podobieństw i nieco przewidywalnej akcji autorka potrafi zaskoczyć.

- Właśnie. Czasem warto posłuchać rad innych.                                               s. 169
Po pierwsze jeśli chodzi o zawiązanie się akcji to nie jest ona jakoś szczególnie wartka, natomiast finał i sama końcówka obiecuje, że w kolejnych częściach - bo mają być kolejne tomy, będzie wiele do odkrycia.

- Sądzę. Zawsze uważałam, że najśmielsze komedie rodzą się z dramatów. Tak się objawia pierwotność losu.                                                                                     s. 123
Po drugie doskonale skonstruowana postać Konstancji. To kobieta o delikatnym sercu i twardym rozumie. Wyważona idealnie rozwaga pozwala jej działać jak doskonały taktyk. Poza tym jej perypetie nie pozwalają pozostać obojętnymi i daję słowo, że ta bohaterka spodoba się większości kobiecej części czytelniczek.

- Dlatego po domu go nie noszę.Ale moda jest okrutną władczynią i nie wybacza nawet najmniejszych potknięć. Pozwoli Pelasia, że na rozmowę urzędową ubiorę się więc jak należy.                                                                                                                        s. 172
Po trzecie Pelasia. Jest taką dobrą duszą, prostą kobietą ale o wielkiej wiedzy ludowej. Wierzy w gusła i zabobony, ale dzięki temu jest czujna i potrafi wyciągać wnioski pomocne swojej Pani w podejmowaniu najtrudniejszych decyzji.

(...) Są takie sytuacje, w których należy użyć każdego dostępnego oręża, a naszą kobiecą bronią jest urok.                                                                                            s. 174
Po czwarte język. Przenosimy się w czasie do XIX wieku i mamy epokę, której nie sposób oddać inaczej jak obrazowością języka. Autorka bardzo rozważnie balansuje pomiędzy kiczem, historycznością, a potocznością wyrażeń. Nie brakuje tutaj również określeń już lekko zapomnianych jak zazula, czy nakastlik. Jak dla mnie, punkt dla książki. 

-Otóż to. Dobra broń użyta w odpowiednim momencie to gwarancja bezpieczeństwa.
                                                                                                                                    s. 189
Po piąte, coś dla mężczyzn. Pojedynek, męska duma,tajemnica z przeszłości i historyczność opowieści. To są klimaty, które większości męskiej części czytelników lubiących np. Sienkiewicza się z pewnością spodobają. 

- Jestem sobą. Strachu może i nie widać, ale jak każdy człowiek czasami się boję. Wiem jednak, że to ja muszę panować nad lękiem, nie na odwrót.                                s. 245

Po szóste, książka pozostawia niedosyt. tytułową bohaterkę poznajemy na samym końcu, co otwiera dopiero historię i powoduje, że książka jest jakby wstępnym rudziałem całej opowieści. 

Trzeba było przygotować się do drogi. Na zewnątrz wiał coraz mocniej wiatr, tak jakby chciał podkreślić, że to on będzie przewodził w tej podróży. W końcu wiódł ze sobą swoje dziecko.
Córkę wiatrów.                                                                                                        s. 288
          
Muszę się przyznać, że nie chętnie sięgam po powieści historyczne, ale mam słabość do dworskiego życia, do panien w sukniach z jedwabiu, do dżentelmenów kłaniających się w pół i pilnujących języka w gębie, do świata prostych zasad i skomplikowanych obyczajów. Dlatego pomimo pewnych oczywistych mankamentów polecam Wam tę książkę, bo pozwoli ocenić, czy zechcecie sięgnąć po całą serię i czytać kolejne części. Ja z pewnością tak zrobię. 

------------------------
Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie Wydawnictwu ZNAK.


autor: Magdalena Kordel

tytuł: "Córka wiatrów" tom I serii Wilczy Dwór

wydawnictwo: ZNAK

liczba stron: 400

data wydania: 12.06.2017

 -------------------------
B O N U S !
 
Odsyłam Was również do świetnego wywiadu z autorką, z którego dowiecie się m.in.:
-  co autorka myśli o tej książce,
- dlaczego jest to tak ważna i inna dla niej książka, niż poprzednie,
- jaki bohater tej części jest dla niej ważny,
- oraz ile emocjonalnego zaangażowania włożyła w jej pisanie.



Miłego zaczytania
J.

piątek, 18 sierpnia 2017

WEEKEND Z KSIĄŻKĄ / "Śmierć przewodnika rzecznego" Richard Flanagan

Kochani, po raz kolejny przychodzę do Was razem z Olą :-) Mam nadzieję, że kochacie ją tak jak ja :-) W ten weekend chcemy Wam polecić książkę Richarda Flanagana "Śmierć przewodnika rzecznego" od Wydawnictwa Literackiego. Zobaczcie, co o książce sądzi Ola.



--------------------------

Pierwsza powieść Richarda Flanagana "Śmierć przewodnika rzecznego" była też pierwszą, którą dane było mi przeczytać. Cały zamysł jest dosyć stereotypowy. Mamy umierającą osobę i wizje, które jawią jej się przed oczami w ostatnich minutach życia. Kto z nas nie słyszał takiego zdania: "gdy umierał, całe życie przeleciało mu przed oczami"... ? Ale u Flanagana te wizje to prawie 350 stron. W powieści odwiedzamy razem z umierającym Aljazem Tasmanię, Australię, Słowenię i Włochy. Poznajemy historie jego przodków, jego najbliższych, razem z nim poznajemy sekrety, które ludzie ukrywali przed nim przez lata. Książka jest drogą bohatera do pogodzenia się ze śmiercią i z decyzjami podjętymi za życia. Z upływem książki wizje Aljaza maja coraz mniej sensu, zarówno jemu, jak i nam coraz trudniej jest nadążać nad "odpływającym" umysłem bohatera.... "Śmierć przewodnika rzecznego" może być bardzo ciekawą książką dla fanów skomplikowanego i bardzo rozbudowanego języka, jakim posługuje się Flanagan. Być może, tak jak było to w moim przypadku, nie jest to idealna pierwsza książka tego autora. Jest ciężko i wielowymiarowo. To wymagająca książka - uwaga ! Możecie nieźle się zmęczyć ! :) 

A Wy znacie tego autora?
Papsy - Ola

-------------------------
Więcej o książce zobaczycie w videorecenzji na kanale Oli:
 

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękujemy WYDAWNICTWU LITERACKIEMU
Pozdrawiamy i czekajcie na kolejne recenzje w ramach współpracy międzyrecenzyjnej :-)

środa, 16 sierpnia 2017

PRZEDPREMIEROWO / "Milion odsłon Tash" Kathryn Ormsbee

Jutro premierę ma książka, której bohaterem chciałby być każdy booktuber, czy bloger. Zapraszam razem z Moondrive/Wydawnictwo Otwarte na recenzję "Milion odsłon Tash" Kathryn Ormsbee.


Tash Zelenka to 17 -letnia youtuberka, która razem ze znajomymi ze szkoły kręci internetowy serial "Nieszcześliwe rodziny". Scenariusz został zaadoptowany na podstawie powieści Lwa Tołstoja "Anna Karenina". Wszystko wydawało się iść swoim torem, aż pewnego dnia kanał na YouTubie, zatytułowany Nowalijki zyskuje ogromne rzesze fanów. Dziewczyna zaczyna być wciągana w świat internetowych statystyk, lajków, subskrypcji, pada ofiarą hejterów, nieuczciwych użytkowników sieci, ogólnie poznaje drugą stronę szklanego ekranu. Znana youtuberka, recenzentka popularnych seriali internetowych przychylnie wypowiada się na temat działalności Nowalijek, a sam serial zostaje nominowany do Złotych Tub, nagród przyznawanych vlogerom i youtuberom na miarę filmowych Oscarów. Czy Tash pojedzie na galę? Czy jej serial "Nieszczęsliwe rodziny" zdobędzie główną nagrodę? Jak dziewczyna poradzi sobie z rosnącą sławą? Co na to wszystko rodzina i przyjaciele? Tego dowiecie się czytając "Milion odsłon Tash".

Oto kolejny cenny okruch mądrości geniusza nazwiskiem Tołstoj: "Prawdziwe życie polega na drobnych zmianach". Brzmi banalnie, wiem - jak cytat wyszyty na poduszce w sieciowej restauracji. Ale nabiera głębi, kiedy się go odwróci: "Jeśli nic się nie zmienia, nie żyjesz na prawdę". A więc nie należy bać się zmian, ponieważ zmiany przypominają ci, że żyjesz, że w twoim życiu coś się dzieje.                                                               s. 145

Kathryn Ormsbee napisała rewelacyjną książkę dla młodzieży, ale także dla starszych czytelników. Przekazała prawdy uniwersalne w pozornej, ale dziejącej się tuż obok, bo w dzisiejszej rzeczywistości youtube i działania internetowe są aktywnością i rozrywką taką samą jak gra w karty, skakanie na skakance, czy rywalizacja sportowa. "Milion odsłon Tash" to tak naprawdę opowieść o poznawaniu siebie, świata, dążeniu i pogoni za marzeniami i docenianiu tego, co naprawdę w życiu ważne, czyli rodzina i przyjaźń. Pod pozorem mrzonki bycia gwiazdą i zdobycia tytułowego miliona odsłon, kryje się głębsze przesłanie. I właśnie dlatego mogę z czystym sercem polecić tę książkę.

- Jak myślisz, co jest ważniejsze: być uczciwym, czy szczęśliwym?
- Uczciwym - odpowiada bez wahania. Jakby przez całe życie przygotowywał się na tę egzystencjalną rozmowę. 
Dlaczego?
Taka jest moja filozofia jako artysty: przede wszystkim uczciwość. Nawet jeśli inni cię za to nienawidzą, musisz pozostać uczciwym aktorem. Poważnym, oddanym i autentycznym. Szczęście do tej mieszanki nie pasuje.                                                                        s. 298

Muszę przyznać, że na początku podchodziłam sceptycznie i z pewną dozą niedowierzania, że to może się udać. Internet, youtube, blogowanie, serial internetowy, Lew Tołstoj - serio? Ale w miarę czytania, wszystko okazało się być uzasadnione, a finał opowieści podnosi na duchu. Oczywiście wszyscy fani lekkich młodzieżówek również znajdą tutaj coś dla siebie. Jest miłość, przyjaźń, problemy nastolatków, rodzinne zawirowania, fascynacja, gala z czerwonym dywanem, sława i wszystko to o czym miliony nastolatków i nie tylko nastolatków na całym świecie marzą.  

-------------------------
Premiera książki 17 sierpnia 2017.
Za udostępnienie e-booka przedpremierowo dziękuję serdecznie Moondrive/ Wydawnictwu Otwartemu 

W związku z premierą książki "Milion odsłon Tash" zapraszam Was na konkurs:


Blogujesz, vlogujesz, dokumentujesz swoje ? Weź udział w konkursie #milionodslon, w którym nagrodą może być... MILION ODSŁON.

Jak wziąć udział w konkursie? Zamieść swój film:

1. na swoim kanale na Youtubie i prześlij link do niego przez aplikację konkursową
ALBO
2. na swoim kanale na Musical.ly z hashtagiem #milionodslon.
 
 Więcej informacji na fanpage'u wydawnictwa na FACEBOOKU ---> link TUTAJ.

Zapraszam!

DRUGIE URODZINY BLOGA /2/ ROZDANIE/2/KONKURS

Kochani, dziś przychodzę do Was z podziękowaniem. Choć data 16 sierpnia jest dla mnie trochę symboliczna, bo wtedy właśnie pojawił się pierwszy wpis na blogu z recenzją, link do niego znajdziecie --->T U T A J , później się rozkręcałam, dlatego tak świadomie piszę dla Was od WTK 2016, ale każdy powód jest dobry by świętować. Dlatego dziś obchodzimy 2 urodziny bloga i mam dla Was rozdanie/konkurs. 

2 lata= 2 książki. Do zdobycia zestawy ze zdjęcia poniżej. Ale najpierw kilka punktów regulaminu:

1. Udział w rozdaniu może wziąć każdy.

2. Rozdanie trwa od 16.08.2017 do 25.08.2017.

3. Wyniki podam najpóźniej do 30.08.2017.

4. Aby wygrać zestawy ze zdjęcia, należy w komentarzu wpisać numer lub tytuł wybranej przez siebie książki i KONIECZNIE adres e-mail, żebym mogła się skontaktować ze zwycięzcami.

UWAGA! Jeśli ktoś z jakichś przyczyn nie chcę podać maila, lub go nie ma, a ma konto na facebooku,  wpisuje w komentarzu numer zestawu i dopisuję FB (według wzoru: zestaw 1 FB), a pod zdjęciem na fb wpisuje biorę udział. 

EDIT: masz mail= jeden komentarz z numerem zestawu tutaj na blogu, nie podajesz maila zgłaszasz się podwójnie tutaj i na fb!

5. W skład zestawów wchodzą:
Zestaw 1 : "Margo" Tarryn Fisher, zakadka piórko
Zestaw 2 : " Zapiski nosorożca" Łukasza Orbitowskiego, zakładka magnetyczna EpikPage  oraz przypinka.

6. Wygrywają 2 osoby.

7. O wyborze zwycięzców zdecyduje "ślepy los".

8. Wysyłka nagród na terenie Polski.

9. Miło mi będzie jeśli udostępnicie konkurs znajomym.

POWODZENIA!


poniedziałek, 14 sierpnia 2017

WEEKEND Z KSIĄŻKĄ / "Nigdy nie zapomnę" Kerry Londsale - Przedpremierowo

Kochać do grobowej deski. Tak się zwykło mawiać. Ale czy można kochać i dalej? Czy nawet jeśli wszystko wskazuje na to, że już nigdy nie zobaczysz bliskiej Tobie osoby, może zdarzyć się inaczej? Zapraszam razem z Wydawnictwem ZNAK na wielkie emocje, nadzieję przeplataną obłędem i wielką miłością. Dziś premiera książki Kerry Londsale "Nigdy nie zapomnę".


W dniu naszego ślubu James, mój narzeczony, dotarł do kościoła w trumnie.
Tyle lat wyobrażałam sobie, jak będzie czekał na mnie przed ołtarzem, z uśmiechem przeznaczonym tylko dla mnie. Na tę myśl zawsze czułam przyspieszone bicie serca. A teraz zamiast iść główną nawą w stronę mojego najlepszego przyjaciela, mojej pierwszej i jedynej miłości, znalazłam się na jego pogrzebie.(...)
Po policzku spłynęła mi łza.                                                                                           s. 9

Tymi słowami zaczyna się książka, w której emocji nie brakuje do ostatnich stron. Aimee miała założyć białą suknię, miała przeżyć najpiękniejszy dzień swojego życia, ale los okazał się mieć dla niej inne plany. Zamiast ślubu odbył się pogrzeb niedoszłego pana młodego. Ale to dopiero początek emocji. Zaraz po uroczystości do zrozpaczonej i pogrążonej w żałobie po utracie ukochanego dziewczyn podchodzi tajemnicza starsza kobieta i mówi, że James wcale nie umarł, że żyje. Dziewczyna najpierw nie dopuszcza do siebie takiej możliwości, lecz gdy bieg wydarzeń wskazuje na pewne nieścisłości, okazuje się, że kobieta może mówić prawdę. Aimee postanawia sprawdzić trop prowadzący z Kalifornii, gdzie mieszka, do Meksyku. Tam dziewczyna uciekając od rozpaczy postanawia otworzyć kawiarnię. Poznaje też tajemniczego Carlosa, a we wszystkim pomaga jej brat narzeczonego Thomas.

Kim okaże się tajemnicza Lacy? Kim jest Carlos? Co wspólnego z tym wszystkim ma Thomas? Wreszcie jaką tajemnicę miał przed Aimee James? Zagadek do rozwiązania nie brakuje, a finał jest zaskakująco nieprzewidywalny.

Już dawno nie czytałam tak emocjonującej książki. Główna bohaterka, którą szargają przeróżne uczucia wydaje się być bliską osobą, przez co cała historia nabiera emocjonalnego zaangażowania czytelnika. Tutaj nic nie jest pewne i oczywiste, napięcie i akcja jest tutaj na poziomie porządnego kryminału, a jednak jest to literatura obyczajowa. Po raz kolejny przekonałam się, że za pozornym szufladkowaniem gatunkowym i zwyczajnym tytułem może kryć się wciągająca lektura.

Odłożył platynową obrączkę z powrotem do pudełka i nagle jego wzrok padł na leżącą pod spodem kopertę. Była zaadresowana do niego. o Jamesa. Rozerwał papier i wyjął list ze środka.
 Piszę te słowa świadom, że mogę nie mieć wiele czasu. Lękam się, że nadciąga dzień, w którym przypomnę sobie, kim byłem, a zapomnę kim jestem. (...) Jeśli czytam ten list i nie pamiętam, że go napisałem, wiedz jedno: JESTEM TOBĄ.                                        s. 418

"Nigdy nie zapomnę" jest debiutancką powieścią Kerry Londsale, nic dziwnego, że w samej Ameryce sprzedała się w milionach egzemplarzy, bo to naprawdę wciągająca lektura. Od pierwszych słów do końca emocje są na poziomie "high". Jest to świetna rozrywkowa książka, od której nie sposób się oderwać. Przez tę opowieść się płynie, a sama historia jest idealnym scenariuszem na film fabularny.

-------------------------------
Książkę polecam szczególnie:

- wszystkim kobietom, ponieważ jest pisana z punktu widzenia kobiety i tym samym ładunek emocjonalny jaki wypływa z historii łatwiej jest przyswajany przez płeć żeńską,

- wszystkim, którzy w literaturze szukają rozrywki, ale także wielkich emocji trzymających do samego końca opowieści, tutaj obok codziennego życia wydarza się tragedia, z którą nie jedna z nas w podobnej sytuacji nie dałaby sobie rady, nie mówiąc już o sprzecznych informacjach jakie docierają do Aimee z różnych stron, jednak hart ducha i ogromna miłość dziewczyny zwyciężają,

- wszystkim, bez podziału na wiek, a szczególnie męskiej publiczności, aby łatwiej im było zrozumieć złożoność naszych stanów emocjonalnych (dziewczyny wiecie o czym mówię/piszę :-) )

----------------------------------
Za egzemplarz recenzyjny jeszcze przed polską premierą dziękuję Wydawnictwu ZNAK
Data premiery 16 sierpnia 2017.

środa, 9 sierpnia 2017

RECENZYJNA ŚRODA / "Gorące mleko" Deborah Levy

Uwaga! Uwaga! Przychodzę z petardą i to podwójną. Po pierwsze mam dla Was recenzję świetnej książki, a po drugie i najważniejsze, tę opinię przygotowała dla Was cudowna Ola z Book z tobą. Tym samym poszerzam współpracę i do grona gości dołącza wspaniałą booktuberka. Zobaczcie co wynikło  z naszej współpracy.

-------------------------


"Gorące Mleko" Deborah Levy to piękna i odrobinę baśniowa powieść o młodej, bardzo zagubionej kobiecie. Sofia i jej matka Rose decydują się na podróż na południe Hiszpanii, gdzie Rose oddaje się w ręce lekarza, który wydaje się być ostatnią deską ratunku. Doktor Gomez ma odnaleźć przyczyny "paraliżu" nóg Rose, która tak naprawdę jest wielką hipochondryczką, uwielbia się nad sobą użalać i przede wszystkim wykorzystuje swoją córkę, żeby ta spełniała każde jej życzenie. Kobiety żyją ze sobą w chorej relacji i właśnie to może wydawać się być głównym wątkiem "Gorącego Mleka". 

Mnie najbardziej jednak ciekawiła sama Sofia. Książka była wspaniałym portretem psychologicznym, a poruszane w niej tematy antropologii, pamięci społecznej i historycznej i pamięci w ogóle bardzo mnie zaciekawiły. Zaskakująca i nietuzinkowa lektura dla wymagających czytelników! Polecam każdemu - mężczyznom o dziwo też !!!

Pozdrawiam Ola

-----------------------
Więcej o książce możecie posłuchać w wideorecenzji na kanale Oli:


Za książkę dziękujemy raz jeszcze Wydawnictwu ZNAK 
 Zapraszam Was do odwiedzania kanału Oli, subowania i na nasze fanpage na facebooku Book z tobą i Subiektywnik literacki.

Dajcie znać w komentarzach, jak Wam się podoba taka forma recenzji i co sądzicie?

Pozdrawiamy 
Joanna i Aleksandra
czyli Asia i Ola
:-)

piątek, 4 sierpnia 2017

WEEKEND Z KSIĄŻKĄ / "Życie jest piękne" Natalii Murawskiej/

Per aspera ad astra. Przez ciernie do gwiazd. Przez trudy do nieba. Naszyjnik z tym napisem dostała bohaterka na pchlim targu od staruszki. Dzięki prostym znakom odczytała swoje przeznaczenie i odkryła, że życie dzieje się tu i teraz, bo nigdy nie wiadomo, co jest za zakrętem...  Zapraszam razem z Wydawnictwem Novae Res na recenzję książki Natalii Murawskiej "Życie jest piękne".


Nel (Cornelia) i Nat (Natalie) są przyjaciółkami mieszkającymi obok. Odwiedzają się niezależnie od dnia, godziny, czy nastroju. Do Nat wchodzi się przez okno. Maja 17 lat i największym problemem dnia codziennego jest w co się ubrać do szkoły. Do czasu. Pewnego dnia mama zabiera Cornelię na badania. Inagle świat zatrzymuje się w jednym miejscu. Białaczka. Słowo, którego nikt nie chce usłyszeć, a tym bardziej nastolatka. Czy Nel będzie walczyła, czy Nat będzie obok, wreszcie, czy pomimo choroby da się normalnie żyć choć przez chwilę? Tego dowiecie się już z lektury książki.

Rozglądam się w około. Jestem w parku. Czy to nie dziwne? Mój świat się sypie, a wszyscy ludzie robią dokładnie to samo , co robili wczoraj i co będą robić jutro. W takiej chwili człowiek oczekuje jakiejś zmiany, wypatruje różnicy, czegokolwiek, bo przecież wszystko się zmieniło. Ale nie... życie toczy się dalej. Bez żadnych eksplozji, trzęsień ziemi czy katastrof.                                                                                                                 s. 16

Natalia Murawska napisała książkę młodzieżową. Ale to nie jest przesłodzona opowieść dla nastolatków o szkole i problemach dorastania. To bardzo sympatyczna historia przyjaźni, z ogromnym ciężarem choroby, tęsknotą za marzeniami, i walką o zdrowie.

- Podarował mi to na pierwszą rocznicę. Powiedział, że zawsze będę jego najjaśniejszą gwiazdą. Proszę weź go. - W pomarszczonej dłoni kobiety zauważam srebrny łańcuszek z medalikiem w kształcie gwiazdy z wygrawerowanym napisem per aspera ad astra.                                                                                                                           s. 286

Książkę polecam szczególnie:

- dedykowanej młodzieży, myślę, że każda/każdy nastolatka/nastolatek powinien czytać również o problematycznych zagadnieniach i zastanawiać się nad nimi, bo życie to nie tylko świat ze szklanego ekranu i czerwonego dywanu,

- jako lekturę na wakacje, bo opowiada historię wspaniałej, choć trudnej przyjaźni naznaczonej piętnem choroby,

- zarówno młodszym, jak i starszym czytelnikom, bo nie ma tu zbytniej naiwności, a samą fabułę porównałabym do "Gwiazd naszych wina" Johna Greena.

---------------------------
Za egzemplarz recenzyjny dziękuję raz jeszcze Wydawnictwu Novae Res