piątek, 21 lipca 2017

WEEKEND Z KSIĄŻKĄ/ "Trup na trzepaku" Konstancja Nowicka

Jak połączyć egzotyczne krajobrazy, cztery przyjaciółki, jajo Faberge, romans, kryminał i komedię? Odpowiedź jest prosta. Wystarczy... trup na trzepaku :-) Zapraszam na recenzję razem z Wydawnictwem Novae Res .


Cztery przyjaciółki, Kudłata - pani doktor z misją ratowania świata, nawet kosztem swojego zdrowia i życia prywatnego, Antonina - typowa biurwą, pani adwokat ponad stan poważna, zawsze elegancka, Szabla - instruktorka jeździectwa i Bazylia - matka polka trzech synów, zorganizowana, pokonująca przeciwności dnia w trybie generała na polu bitwy. 

Każda z nich zajmuje się czymś innym. Każda jest na innym poziomie życia społecznego, wszystkie doceniają siłę przyjaźni i zawsze ratują się wzajemnie z opresji. Pewnego dnia Kudłata spiesząc się na dyżur do szpitala znajduje przed blokiem trupa na trzepaku. Od tej pory przyjaciółki podejmują śledztwo w celu wyjaśnienia zagadki kim był ten człowiek, jak znalazł się na trzepaku i jak zginął. 

Pozornie nie ma w tej historii nic śmiesznego, ale przyjaciółki wychodzą z założenia, że nie ma tego złego... Trop prowadzi do biura podróży, więc długo nie myśląc postanawiają wybrać się na egzotyczną wycieczkę na Fuerteventurę.Zdolności negocjacyjne Szabli powodują, że zbiegiem okoliczności jedzie z nimi Bizon, właściciel biura. Ale co wycieczka ma wspólnego z trupem i gdzie w tym wszystkim jajo Faberge? Wszystkiego dowiecie się czytając książkę Konstancji Nowickiej.

Napisana ze wspaniałym poczuciem humoru, nie sposób się nie zaśmiewać czytając, lekka, przyjemna, pozytywna opowieść bez zbędnego lukru. Pokazująca, że siłą przyjaźni to coś więcej niż tylko kawa od czasu do czasu.  do tego wątek romansowy na pięknych Wyspach Kanaryjskich. Lektura idealna na wakacje. Polecam dla relaksu, rozrywki, rozluźnienia, pośmiania się i odstresowania. Nastraja wakacyjnie, podtrzymuje na duchu, ma coś z komedii, kryminału - i tutaj brawo za niebanalnie skonstruowaną zagadkę trupa, wszystkie wątki zostają wyjaśnione i powiązane ze sobą. Polecam wszystkim lubiącym nieoczywistą rozrywkę w dobrym tonie.

------------------------
Za możliwość zrecenzowania i egzemplarz konkursowy dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

piątek, 14 lipca 2017

WEEKEND Z KSIĄŻKĄ / "Terapeutka" Bernadety Prandzioch

Tajemnica z przeszłości. Makabryczne morderstwo. Porwane dzieci i groźba bezpośredniego zagrożenia własnego życia. Czy to wystarczy, by zaciekawić czytelnika? Zapraszam wraz z Domem wydawniczym Rebis na recenzję debiutanckiej powieści kryminalne Bernadety Prandzioch "Terapeutka"


Marta Szarycka jest psychoterapeutką w Katowicach. Pracuje na uczelni, gdzie prowadzi zajęcia na wydziale psychologii, a popołudniami przyjmuje w gabinecie terapeutycznym. Pewnego dnia, w ogrodzie pod oknami jej gabinetu, znalezione zostaje ciało, brutalnie zamordowanego kilkuletniego chłopca. Dla Marty zaczyna się gra pomiędzy przeszłością, a przyszłością. Coś co z pozoru może wydawać się przypadkiem, dla dziewczyny jest czytelnym sygnałem. Ktoś z nią pogrywa. Ktoś zna jej tajemnicę z przeszłości. Jaką cenę przyjdzie zapłacić za błędy młodości? Czy porwania dzieci mają związek z morderstwem? Co na to policja? Tego dowiecie się czytając "Terapeutkę".
Dokąd idą? Co ich tak nagli? Czy w tym pośpiechu potrafią dostrzec cokolwiek? Nie widzą nawet siebie nawzajem. To właśnie prawdziwe życie. Tak inne od tej przyjemnej iluzji w ciepłym wnętrzu kawiarni. Wieczny pochód w stronę nieznanych, pilnych spraw,a potem nieoczekiwany koniec. Nieprawda. Nie wierzę. Z resztą to niesprawiedliwe.Za parę chwil role się odwrócą. Ktoś zza innej, a może nawet tej samej szyby będzie przypatrywał się mnie, spieszącej dokądś.                                  (s. 51)

Bernadeta Prandzioch stworzyła trzymającą w napięciu historię dziewczyny z przeszłością, która mimowolnie i jakby przypadkiem zostaje wciągnięta w grę. Jak na debiut jest to zupełnie poprawnie rozpisana zagadka kryminalna. Postać Marty jest bardzo dobrze nakreślona, a jej skazy jakimi są rozchwianie emocjonalne i tajemnicza przeszłość powodują, że staje się ona bliższa czytelnikowi, a napięcie zostaje stopniowane poprzez zagłębienie się w intymną historię z przeszłości. Jedyne do czego można się przyczepić to brak ogromnego efektu "łał" na końcu, rozwikłanie zagadki śmierci chłopca jest wytłumaczone do końca, ale całość intrygi jest poprawna, a nie zaskakująca, czego ja osobiście oczekuję po bardzo dobrym kryminale. Tutaj jest dobrze. 

Należy również dopisać plus za umiejscowienie akcji w Katowicach. Zwykle akcja toczy się w metropoliach, lub małych miejscowościach, a tutaj mamy Katowice, miasto pomijane, umniejszane a z ogromnym potencjałem. Brawa należą się również za wybranie na bohaterkę psychoterapeutki. Podejście badawcze narratora i bohatera podczas badania zagadki kryminalnej daje całościowy obraz na sytuację zastaną. 

Polecam "Terapeutkę" Bernadety Prandzioch, jako lekturę na lato. Idealnie nada się na ciepły wieczór, ponieważ pozwala na zatopienie się w świat głównej bohaterki, dostarcza rozrywki w postaci rozwiązania zagadki kryminalne, a także porusza ważne wątki społeczno-obyczajowe, takie jak problemy psychologiczne, radzenie sobie ze stratą partnera, psychoterapia jako etap ratowania i pracy nad związkiem, oraz pogoń za karierą, rozliczenie się z przeszłością, która odezwała się tutaj niespodziewanie i w zaskakujących okolicznościach.

----------------
Za możliwość przeczytania i egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję Wydawnictwu REBIS. Tym samym ogłaszam, że jest to kolejne wydawnictwo, które zdecydowało się mi zaufać. Dziękuję tym bardziej <3

wtorek, 11 lipca 2017

WTOREK Z PRAWDZIWĄ HISTORIĄ /"Pakistańska córka" Marii Toorpakai

Czy można podążać za swoimi marzeniami wbrew wszystkim przeciwnościom? Czy dziewczyna w Pakistanie może uprawiać sport, chodzić w szortach, bez nakrycia głowy? Jak to jest czuć się nie sobą w swojej skórze? Czy można uciec talibom przed wyrokiem śmierci? O tym wszystkim przeczytacie w książce, która jest trochę biografią dziewczyny podążającej na przekór wszystkim przeciwnościom, ścigającymi ją z każdej strony, bo urodziła się w najbardziej niebezpiecznym miejscu na świecie. Zapraszam razem z Wydawnictwem SQN na recenzję "Pakistańskiej córki" Marii Toorpakai i Katheriny Holstein.


Maria Gulgatai Toorpakai

Maria urodziła się w 1999 roku, czyli dziś ma 18 lat. Jest już mistrzynią Pakistanu w squasha i jedną z kilkudziesięciu najlepszych zawodniczek tej dyscypliny na świecie. Trenuje w Toronto pod okiem mistrza świata w tej dyscyplinie, Jonathona Powera. Jej droga na szczyt wymagała ogromnego harta ducha, zważając na trudne dzieciństwo wśród Wazirów. 

 - Twoje pierwsze imię brzmi Maria, co oznacza czystość, bo okrucieństwo naszego świata jeszcze będzie próbowało cię zmienić. Inshalah, nigdy mu się nie uda. Na drugie imię daję ci Gulgatai, bo twoja różowa twarz, nawet teraz, jest mocno napięta i zdradza jedynie niewinność pąka róży. Jeszcze nie poznaliśmy wielkiego piękna, które w sobie kryjesz. I wreszcie będziesz znana jako Toorpakai, dziewczyna z włosami tak czarnymi, że zazdrościć ci ich będzie najczarniejsza noc. Mario, masz trzy imiona, ale tylko jedno życie. Żyj dobrze i z sensem. Nie lękaj się, bo jesteś moją córką.                            (s. 28)

Dżyngis - Chan


Maria od początku swojego życia była skazana na posłuszeństwo i życie w świecie, gdzie dla dziewczyn/kobiet wszystko jest haram - zabronione. W Pakistanie kobietom nie wolno niczego, łatwiej powiedzieć co jest im dozwolone. Mają zachowywać się skromnie, opiekować się domem i mężem, mają zadbać o dzieci i niczego więcej nie oczekiwać. Myślenie o chodzeniu w szortach, t-shercie, czy uprawianiu sportu wydaje się być niedorzeczne. A jednak Mari się udało. 

Dziewczyny takie jak ja, wysyłane są do wariatkowa albo po prostu kamienowane na śmierć. Jeśli któraś ma szczęście, może wrzenić się do rywalizującego klanu, żeby splamić jego krew. Jestem owocem jednego z takich karnych małżeństw. W ramach wyroku mającego przynieść hańbę obojgu, moja matka poślubiła wyklętego ojca, którego nie widziała nigdy wcześniej. Starszyzna nie przewidziała miłości, która miała się między nimi narodzić, ani siły ich odwagi i wspólnych ideałów. A już na pewno nie przewidziała mnie.                                                                                                    (s. 7) 

Dziewczyna miała szczęście dorastać w rodzinie, której poglądy znacząco odbiegały od tradycji pakistańskich plemion. Ojciec nigdy nie kwestionował wyborów swoich dzieci, szanował ich wolność, indywidualizm i poglądy. Popychał ich też w kierunku pasji jakimi się parali. Maria, aby czuć się wolna przybrała w wieku 4 lat imię Dżyngis-chan , spaliła dziewczyńskie stroje i zaczęła nosić ubrania po starszym bracie. W ten sposób mogła o wiele więcej niż dziewczynki ze wstążkami we włosach. 

Sport

Maria od początku swojego dzieciństwa nie czuła się dobrze jako dziewczynka, co widać na zdjęciach dołączonych w książce. Postura, wygląd, sposób siedzenia wskazywał na chłopięce cechy. Dlatego też jako Dżyngis-chan nie wzbudzała podejrzeń. Miała też sporo energii, ogromną siłę mięśni. Jej dni wypełniały biegi, jazda na rowerze, gra z chłopakami w piłkę. Towarzystwo w jakim się obracała zaczęło wpływać na jej zachowanie. Zaczęła swoją frustrację przelewać w agresję i biła się pokazując swoją przewagę. Ojciec postanowił popchnąć ją w stronę sportu, najpierw niefortunnie wybierając dla niej boks. Dopiero, gdy pewnego dnia trafiła na trening squasha, który jest sportem narodowym w Pakistanie pokochała rakietę od pierwszego uderzenia. 

Poczuć się sobą

"Pakistańska córka" to autobiografia z przesłaniem. Mamy tutaj do czynienia z formą terapii, przekazania światu przez opisanie swoich losów sytuacji kobiet w pakistańskich wioskach. Nie śledzimy tylko historii sportsmenki, ale ogrom kulturowych różnic, problemów z odnalezieniem siebie i swojego miejsca na ziemi. Historia Marii to również opowieść o ogromnej sile rodziny, determinacji, o poszukiwaniu swojego ja, bo w pewnym momencie Maria zgubiła siebie jako dziewczynkę i jest tutaj silnie zaznaczony wątek trans-seksualności kulturowej, bo w społecznościach wschodnich do pewnego wieku dziewczynki ubiera się jak chłopców. Opowieść Marii to także ogromna lekcja determinacji, hartu ducha i nieustępliwości w dążeniach do celu. Za takimi cechami po prostu trzeba się urodzić, tego nie można nigdzie nabyć.

---------------------------------

Polecam "Pakistańską córkę" wszystkim, ponieważ:

- opowiada o sile rodziny, sile umysłu i sile charakteru,

- przez autobiograficzną opowieść o drodze na sportowy szczyt, pokazuje jak bardzo pod górkę mają kobiety w Pakistanie, z jakimi problemami społecznymi się borykają na co dzień, oraz jakie zagrożenia czekają za nieposłuszeństwo,

- to ogromna skarbnica wiedzy społeczno-kulturowej o tamtej części świata, mamy tutaj opisane wiele zwyczajów, wytłumaczone zachowania i prawa, a także odniesienia religijne,  

- każdy znajdzie tutaj prawdy uniwersalne, które pokazują, że wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma.

-----------------------
Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i egzemplarz dziękuję Wydawnictwu SQN 
 

niedziela, 9 lipca 2017

WEEKEND Z KSIĄŻKĄ / "Grimm city Wilk"

W ten weekend czytamy "Grimm city"! Tak miał brzmieć post w piątek, ale że już niedziela, to będzie mniej więcej tak:
Kochani! Agnieszka z Różowych recenzji przeczytała dla Was książkę Jakuba Ćwieka "Grimm city. Wilk", za której możliwość zrecenzowania dziękujemy Wydawnictwu SQN! Zapraszam w jej imieniu na recenzję.

------------------------------------


Przyznaj, spodziewasz się baśni...


Miasto Grimm – ponura, spowita obłokami tłustej czerni metropolia to miejsce, gdzie o sprawiedliwość równie trudno, co o bezchmurne niebo. Zbudowane na ciele olbrzyma, napędzane jego smolistą krwią i odłamkami węglowego serca trwało w dawno ustalonym porządku. Do teraz. Na przestępczą scenę wkracza właśnie bezkompromisowo Nowy Gracz, a oficer policji Wolf zostaje brutalnie zamordowany we własnym domu. Czy te fakty się łączą? I czy czerwony płaszcz z kapturem zaobserwowany u głównej podejrzanej w sprawie zabójstwa czyni ze sprawy zbrodnię na tle religijnym?  / z okładki/




Do przeczytania tej książki zachęciła mnie zdecydowanie okładka i opis z tyłu książki.
"Przyznaj, spodziewasz się baśni..." to właśnie te słowa najbardziej mnie zaintrygowały. 

Jakub Ćwiek ma w swoim dorobku wiele książek, w 2015  roku był nominowany do Książki Roku na portalu Lubimy czytać za "Chłopcy 4. Największa z przygód".
W dziedzinie literatury Fantastyka nie ma sobie równych, stwarza świat, który wydaje się istnieć naprawdę.
"Grimm City Wilk! " to czarny i mroczny, jak okładka książki kryminał noir. Ćwiek stworzył miasto tak ponure, z całym jego smogiem i duchotą, że czytając książkę mamy wrażenie jakbyśmy sami tym zanieczyszczonym powietrzem oddychali. Opisy są tak realistyczne, że czytelnik ma wrażenie jakby żył w tym skorumpowanym i brudnym mieście. 


Zapewne po przeczytaniu tytułu książki, każdy z nas spodziewał się baśni. Przecież Grimm z tym nam się kojarzy, z baśniami, a w dodatku tajemnicza czerwona peleryna. Nic bardziej mylnego, chociaż autor nawiązuje w książce do niektórych baśni i postaci baśniowych, jest to mocny i mroczny kryminał z gatunku noir. 


" Każda opowieść zaś ma jedno nadrzędne prawo - niezależnie od poziomu skomplikowania ma jeden finał, gdzie wszystko splata się w całość."


 Akcja toczy się w mieście Grimm City w latach 30-stych. Kiedy zostaje znaleziony martwy policjant, tytułowy Wilk ( Wolf), w mieście giną taksówkarze, dochodzi do wielu samobójstw, zostajemy wciągnięci w wir akcji. Sam autor prezentuje nam brutalny i romantyczny obraz tamtych lat, kiedy rządziła gangsterka, a zwykły człowiek nie ma łatwego życia. W książce znajdziemy trochę wulgaryzmów, lecz po przeczytaniu kilku opinii o innych książkach Jakuba Ćwieka myślę, że autor troszkę się w niej ograniczył.
Lektura niezmiernie wciągająca, do tego pięknie wydana. Zawiera w swoim wnętrzu piękne ilustracje, nawiązujące do treści.
  
Pomimo tego, iż było to moje pierwsze spotkanie z Jakubem Ćwiekiem wiem, że z chęcią sięgnę po jego inne tytuły, a moja biblioteka na pewno powiększy się o jego serię "Chłopcy".


"Grimm City Wilk!" to obowiązkowa lektura dla miłośników wartkiej akcji osadzonej w początkach XX wieku. To mocny i mroczny kryminał z elementami fantastyki.

Moja ocena 8/10
Autor : Jakub Ćwiek
Tytuł: Grimm City Wilk
Ilość stron :384
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN

pozdrawiam Agnieszka.

-------------------
Za możliwość zrecenzowania książki Jakuba Ćwieka "Grimm city. Wilk" raz jeszcze serdecznie dziękujemy Wydawnictwu SQN



wtorek, 4 lipca 2017

WTOREK Z REPORTAŻEM / "Wyspy koralowe" Krzysztof Kryza

Wyruszyć w nieznane. Dotrzeć do najodleglejszego zakątka świata. Choć na chwilę żyć tu i teraz, bez zegarka, telefonu, bez pośpiechu. Brzmi bajecznie, a w dodatku jest to możliwe. Zapraszam Was na podróż po wyspach raf koralowych razem z Krzysztofem Kryzą i Wydawnictwem Novae Res.

 
 " Wszyscy, którzy podróżują, zgadzają się ze mną, że to najtrudniejszy moment z całej podróży - wyjście z domu. Odprawa na lotnisku i wreszcie poczucie, że skończył się etap przygotowań, zbierania informacji, wizy, biletu i ciułanie pieniędzy - maszyna poszła w ruch, już się nie zatrzyma".                                                                       (s. 7)

Wyspy Koralowe to znajdujące się niedaleko wybrzeży Australii i Nowej Zelandii archipelagi, gdzie oprócz kurortów wycieczkowych znaleźć można życzliwych mieszkańców i spokój. Jest to miejsce na świecie jakich wiele i jednocześnie jakich  nie sposób szukać na ślepo. Ktoś, kto nigdy nie podróżował na własną rękę, kto korzysta tylko z gotowych, oferowanych wycieczek organizowanych przez biura podróży, w takie miejsca jak opisane przez Krzysztofa Kryzę nie dotrze.

Książka "Wyspy koralowe" to zapiski z podróży, dziennik, reportaż i opowieść podróżnika w jednym. Na ponad 400 stronach znajdziemy zapis trwającej ponad pół roku podróży po maleńkich wyspach rozsianych na oceanie: Fidżi, Vanuatu, Wyspy Salomona. Krzysztof Kryza z chirurgiczną dokładnością przygląda się wszystkiemu co spotyka po drodze. Zaczynając od przygotowań i podróży na miejsce wyprawy, przez każde nawet najdrobniejsze wyjście na spacer, poszukiwanie noclegu, zwyczaje ludności, sposób życia i codzienność. Mamy tutaj obraz tego co może nas zdziwić, co jest nam znane, a także przekaz odległej kultury i życia tamtejszej ludności, oraz ogromną wiedzę historyczną tamtejszych terenów, które znamy dziś dzięki podbojom i buntom ludności.

" Lubię takie samotne wędrówki. Nie trzeba myśleć o niczym, wystarczy być tu i teraz. Nie mając ograniczeń, można wiele doświadczyć i poznać. Tym bardziej jeśli dodamy do tego trochę odwagi i otwartości w kontaktach ze spotkanymi na końcu świata ludźmi"                                                                                                              (s. 246)


---------------------------------
Reportaż Krzysztofa Kryzy szczególnie polecam:
 
- wszystkim lubiącym tak jak ja, podróżowanie z domu, dzięki opowieściom ludzi, którzy odwiedzają najdalsze zakątki świata, można choć na chwilę przenieść się w tamte miejsca, poznać nowe zwyczaje, zaczerpnąć wiedzy,
 
- osobom lubiącym czytać o podróżach w stylu "slow", tutaj zarówno w podróży, jaka jest opisana, oraz w stylu autora nie ma pośpiechu, dlatego jeśli ktoś denerwuje się czytając opisy, niech wybiera inne gatunki, lub pozycje, tutaj jest ogrom wiedzy, zapisu podróży, dygresji i obserwacji,
 
- wszystkich lubiącym podróże, osobom będącym otwartymi na poznawanie świata poza hotelami kurortów wypoczynkowych, lubiącym czytanie o innych kulturach i tradycjach.

----------------------------------
Za możliwość zrecenzowania "Wysp koralowych" Krzysztofa Kryzy raz jeszcze dziękuję Wydawnictwu Novae Res