wtorek, 20 czerwca 2017

RECENZYJNY WTOREK / "Czerwone dziewczyny" Kazuki Sakuraba

Jaki wpływ na nasze życie mają wydarzenia z przeszłości? Czy historia rodziny jest też automatycznie naszą historią? Ile skrywają przed nami przodkowie? Czego można dowiedzieć się o sobie, rozgrzebując sprawy z przeszłości? Tego i o wiele więcej dowiecie się po przeczytaniu książki Kazukiego Sakuraby "Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów".


Przedstawiona historia dotyczy losów trzech pokoleń kobiet z rodziny Akakuchibów, szlachetnego rodu z czerwonego pałacu na wzniesieniu. Babka - Manyo, matka - Kemari i córka - Toko, to silne i wyjątkowo uparte charaktery. Pierwsza z nich, choć trafiła do rodziny z przypadku, była porzuconym dzieckiem ludzi z gór, czyli robotników pracujących w należącej do rodziny fabryce stali. Druga, Kemari, córka buntowniczka, dziedziczka rodu, przywódczyni młodocianego gangu motorowego, a później rysowniczka mangi. Trzecia, najmłodsza, jest zarazem narratorką całej opowieści.
 
" Z początku uważała to za irytujące, odkryła jednak, że jej wspomnienia z czasów młodości wyostrzały się, gdy mówiła o nich własnej córce (...), W ten oto sposób dorastałam, figlując w przeszłości babki i matki".                                                 s. 332

Książka Sakuraby jest sagą rodzinną, w której jak to podczas śledzenia losów rodzinnych, możemy odkrywać kolejne tajemnice przeszłości. W tej historii nic nie jest takie jak pozornie wygląda. Każde wydarzenie determinowane jest wcześniejszymi wyborami. Poza tym, bardzo ważny jest tutaj element magiczny, w postaci jasnowidzącej babki Manyo. Jej wizje są niejednokrotnie tak straszne i nierealne, że zdają się być tylko sennymi wizjami, jednak jak się później okazuje, wydarzenia mające miejsce naprawdę zostały już wcześniej przewidziane przez seniorkę rodu. Jakby tego było jeszcze mało, na łożu śmierci babka wyznaje wnuczce, że:
" (...) Dawno temu, zabiłam kogoś, ale nikt o tym nie wie. (...) Nie zrobiłam tego jednak z nienawiści."                                                                                                              s.372    

Muszę przyznać, że czytając opis z tyłu okładki spodziewałam się trochę innej książki. Spory nacisk położony jest na kwestię morderstwa z przed lat, które jak się okazuje na ostatnich stronach książki jest dosyć dramatycznym wydarzeniem. Jednak dla mnie, po przeczytaniu całości ważniejsze są tutaj relacje rodzinne, powiązania familijne, tradycje kulturowe, obraz Japonii zmieniającej się na przestrzeni 50-ciu lat przedstawionych w powieści. Wszystko to jest bardzo ciekawą konstrukcją, zwłaszcza, że opowieść toczy się z punktu widzenia najmłodszej z rodu, czyli Toko, która odkrywa przed nami to, czego sama zdołała się dowiedzieć. 

"Przyszłość Toko Akakuchiby zaczyna się dziś. Podobnie jak twoja. I właśnie dlatego liczę, że w tej przyszłości kraina, gdzie wszyscy się urodziliśmy, będzie tym samym osobliwym, tajemniczym i pięknym światem co zawsze."                                     s. 483
--------------------------------------------------
Polecam tę książkę z całego serca wszystkim. Sądzę, że spodoba się większości z kilku powodów:

- narrator wszechwiedzący w postaci współczesnej dziewczyny powoduje, że mamy aktualny obraz wydarzeń z przeszłości, a tym samym nie nudzimy się czytając dawne dzieje,

-  rozciągnięcie fabuły na przestrzeni 50-ciu lat powoduje umieszczenie wątków fabularnych, które zainteresują ludzi w różnym wieku, znajdzie tutaj coś dla siebie i babcia, i matka, i córka, a nawet wnuczka,

- książka porusza prawdy uniwersalne, szeroko jest tutaj przedstawione życie w rodzinie, relacje międzypokoleniowe, miłość rodziców do dzieci, młodzieńczy bunt, dorastanie i problemy dorosłości, 

- rzuca się w oczy kwestia tłumaczenia, bo jest to tłumaczenie tłumaczenia, czyli z oryginału na angielski i z angielskiego na polski, ale ja czytając nie skupiłam się na wspomnianych np. przez Asię z kanału na YouTubie TU CZY TAM (pozdrawiam serdecznie !) błędach w tłumaczeniu, na pierwszy plan wybiła się opowieść o Manyo, a później to już popłynęłam...,

- wątek kryminalny, który odkrywamy dopiero na końcu, jest tutaj bardzo sprytnie schowany w całej opowieści, a otoczka jaka wokoło została upleciona powoduje, że książka zaciekawia czytelnika, i bardzo łatwo jest wejść w historię, 

- pomimo opowieści, gdzie bohaterkami są same kobiety, mężczyźni również znajdą coś dla siebie, jest tutaj bardzo charakterystycznie opisana historia przemysłu Japonii, kwestie rozwoju gospodarczego,a także tło społeczno - obyczajowe,

- jak to bywa z książkami opisującymi inne kultury, mamy tutaj przemycone zwyczaje Japońskiego rytuału parzenia herbaty, zwyczaje dotyczące zamążpójścia, czy wyboru kandydatki na żonę, w książce pachnie również od dań i przypraw.

Zachęcam do przeczytania, a może już znacie tę książkę? Dajcie znać w komentarzach.

--------------- 
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki "Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów" Kazukiego Sakuraby dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.


piątek, 9 czerwca 2017

WTK 2017 / Spotkania na Warszawskich Targach Książki

Kochani, Targi Książki są już dawno za nami, ale u mnie był ostatnio bardzo zabiegany czas (dzień po Targach wyjeżdżałam na rodzinne wakacje, wróciłam 6 czerwca i do teraz odchorowujemy zmianę klimatu...ech), ale już nadrabiam zaległości. 

Do Warszawy pojechałam razem z Agnieszką z Różowych recenzji.
Kochana! Dziękuję raz jeszcze za.. ty wiesz za co! Za wszystko :-)
Na WTK byłam po raz drugi. I chociaż mogłam być tylko w piątek to było po prostu super!  

W tym miejscu chcę podziękować wszystkim osobom, które spotkałam. Wspaniała Emilka z Weź nie czytaj, Paweł z P42, Zuza Kulturalna szafa, Ola z Book Z Tobą, jesteście mega!




A teraz zobaczcie jakich autorów spotkałam!

 Joanna Jurgała - Jureczka
 Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński
 Agnieszka Lis

Dziękuję również Panu Mariuszowi Szczygłowi, za miłą pogawędkę :-) Panie Mariuszu to zaszczyt móc z Panem porozmawiać twarzą w twarz. p.s. genialna koszula jak zawsze!

Podsumowując, było krótko, ale intensywnie. Nie dotarłam na spotkanie z Charlotte Link, bo czas się skurczył, ale nie żałuję tego bardzo. Za to reszta planu poszła sprawnie. 

Jak dla mnie promocje na Targach są względne. To znaczy jeśli się porówna do księgarni internetowych to jest różnica, ale wiecie, jak mogę wziąć książkę w rękę i od razu ją zabrać do domu, a do tego zapłacić kilka złotych więcej to dlaczego nie. Np. za książkę "Deniwelacja" Remigiusza Mroza kosztuje ok 25 zł, plus przesyłka 7-9 zł, a ja kupiłam na Targach za 31 zł. Raz na jakiś czas, w takie święto książki można sobie pozwolić na małe przemyślane szaleństwo. A co kupiłam, zobaczycie w następnym wpisie :-0

Dajcie znać, czy Wy byliście i co kupiliście. :-)