wtorek, 16 maja 2017

/ RECENZYJNY WTOREK/ Czereśnie zawsze muszą być dwie

Jest po 1:00 w nocy, a ja właśnie przed chwilą skończyłam czytać tę książkę... Muszę, po prostu muszę Wam o niej opowiedzieć, TERAZ! Zapraszam na opowieść o czereśniach.


" Wszyscy chodzimy w labiryncie poplątanych życiowych dróg. W zależności od tego, w którą ścieżkę skręcimy, nasza droga zakończy się w tym lub innym miejscu. Niezależnie od tego, czy wybór drogi życiowej będzie nasza decyzją, czy podejmiemy ją pod wpływem wiatru napędzanego przez los.
Wiatr przeznaczenia bywa czasem zbyt silny, by się mu przeciwstawić."             (s. 428)
 Zosia Krasnopolska jest młodą dziewczyną z ambicjami. Kiedy za wagarowanie otrzymuje karę prac społecznych w jej życiu pojawia się staruszka, pani Stefania, którą ma odwiedzać i jej pomagać. Zosia nawet się nie spodziewa, że to wydarzenie odmieni jej życie już na zawsze.

Dziewczyna na co dzień mieszkająca w Gdańsku, otrzymuje w spadku zapuszczoną Willę w Rudzie Pabianickiej pod Łodzią. Czy stary, nadający się do kapitalnego remontu dom może nadawać się do zamieszkania? Czy Zosia podejmie się wyzwania jakie rzucił jej los? Wszystko wskazuje na to, że w tej historii jest więcej nieodkrytych kart, niż mogłoby się pozornie wydawać.

Przewodnikiem po Rudzie, opiekunem domu i jak się później okaże, ważną osobą dla Zosi staje się pan Andrzej. To on przekaże dziewczynie skrywane sekrety z przed 70 lat. Tylko on zna całą prawdę o domu i pani Stefanii. Kiedy Zosia zaczyna poznawać kolejne elementy tej układanki niespodziewanie, jak za dotknięciem magicznej różdżki odmienia także swoje życie. Wszystko zaczyna nabierać głębszego sensu.

"Miałam wrażenie, że rozsypała mi się wieża z klocków, którą do tej pory budowałam i muszę zbudować ją zupełnie na nowo. Niektóre klocki odpadły i poleciały gdzieś daleko. Na tyle daleko, że zabrał je ktoś inny i już nie mogę ich użyć. Do kogoś innego one również pasują. Muszę się nauczyć budować swoją wieżę bez nich. Zupełnie inną niż ta poprzednia, ale moją własną. Muszę znaleźć inne klocki i dopasować je do mojego życia."                                                                                                                   (s. 130)

Stary dom skrywający historię kilku pokoleń. Miłość, zazdrość, tajemnice, duchy przeszłości i wizja przyszłości. A to wszystko zaklęte w prostym zdaniu: "Czereśnie zawsze muszą być dwie". Magdalena Witkiewicz stworzyła piękną, ciepłą choć nie pozbawioną tragicznych elementów opowieść o pewnym domu, który ma swoje tajemnice. Pozornie nic nie znaczące przedmioty, ludzie spotkani przypadkowo, historia z przed lat łącza się w wieńcu uplecionym z marzeń, pragnień, w których centrum jest największa potrzeba człowieka, potrzeba bliskości, miłości, bycia z kimś i dla kogoś.

Magdalena Witkiewicz tym tytułem skradła moje serce. Moja ukochana babcia, która była dla mnie przyjaciółką i powierniczką od najmłodszych lat, podobnie jak pani Stefania dla Zosi, zawsze potarzała, że drzewa czereśni muszą być posadzone parzyście, po dwie obok siebie, bo inaczej jedno drzewo zachoruje z tęsknoty, uschnie, lub nie wyda owoców. Nie wiem na ile to zaklinanie rzeczywistości i wierzenia magiczne przekazywane w wiejskich środowiskach były prawdziwe, ale fakty są takie, że kiedy wycięliśmy jedno drzewo czereśni zniszczone podczas burzy, to sąsiadujące obok niego od tamtej pory ma robaczywe owoce. W okół mojego domu do tej pory rosną cztery drzewa czereśni...

Ech, zrobiło się sentymentalnie... Bo Pani Magda w historii Zosi przywołała moje najpiękniejsze wspomnienia. Książka jest wręcz wciągająca. To się czyta jednym tchem, a stopniowanie napięcia opowieści pana Andrzej nie pozwala przestać myśleć, co było dalej. Choć w pewnym momencie całej opowieści domyśliłam się kim jest pan Andrzej, to całość pozostawia w sercu takie ciepło i piękno, a także nadzieję, że wszystko co nas spotyka, ma jakiś sens. Czy w to uwierzymy, czy nie to już sprawa indywidualna.

"Czereśnie zawsze muszą być dwie" są opowieścią nadającą się na film. To się czyta i człowiek ma przed oczami gotowe obrazy, bardzo często wyobrażałam sobie jak wygląda dom, okolica. Rekonstrukcja zdarzeń po prostu sama się wyświetla jak na migawkach. To musi zostać sfilmowane!

To było moje pierwsze poznanie z Magdaleną Witkiewicz. Zbierałam się już do kilku książek, ale jakoś nigdy do tej pory nie poczułam do tytułu tego, co do "Czereśni...". Wiedziałam, że to jest książka dla mnie. I nie pomyliłam się. Dziękuję za nią, za tę opowieść, za konstrukcję, za czarne świece, czerwoną sukienkę, strych i to co Zosia nazywała magią. Autorka, jak i książka skradły moje serce i zapisały ślad w mojej duszy! Dziękuję za to. Nie zdarza się to często, mam takich kilka książek, ta zostaje dopisana do listy "books of my life". Zdecydowanie ODKRYCIE ROKU 2017.

Chyba nie muszę dodawać, że warto i że musicie ją przeczytać! Piękna, sentymentalna opowieść, rozciągnięta na kilka pokoleń i miejsc. Cudownie skonstruowana, trzymająca za serce, nie pozwalająca się oderwać. Zapomniałam wspomnieć, że oprócz historii i tajemnicy domu w Rudzie Pabianickiej poznajemy również rozgrywające się równolegle życie Zosi. Jej rozterki, wybory, decyzje, we wszystkim tym uczestniczymy i śledzimy na gorąco. Te elementy sprawiają, że w książce każdy, za równo młodszy jak i starszy czytelnik znajdzie coś dla siebie. Ja chętnie dałabym tę książkę do przeczytania mojej babci, gdyby jeszcze żyłą...

Polecam z całego serducha!


... po klawiaturze płyną łzy wzruszenia...

...kap

...kap

...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz