czwartek, 18 maja 2017

/RECENZYJNY CZWARTEK/ Do trzech razy śmiech

Wyobraźcie sobie odludny dworek-hotel, dookoła same lasy i bagna. Wewnątrz wersalski przepych i spotkanie pisarek w ramach eventu niespodzianki. W tym bajecznym otoczeniu nagle zaczynają ginąć osoby... 

źródło okładki: wydawnictwofilia.pl

"(...) Poza tym zawsze czuję się na takich zlotach jak w maglu. I właśnie tak wyobrażam sobie jeden z kręgów piekielnych. Kupa sfrustrowanych wiedźm, które nic nie robią tylko obgadują się nawzajem, albo pomstują na swoich wydawców."                                                                              (s. 22)

Róża Krull (genialna gra fonetyczno-graficzna! zapisu nazwiska) bestselerowa pisarka od ponad 15 lat zostaje zaproszona do dworku pod Krakowem na kilkudniowy event. Wraz z innymi literatkami mają wziąć udział w kolacji, sesji zdjęciowej i promowaniu literatury. Jednak jak się okazuje wszystko ma głębszy sens, a sytuacja zmienia się diametralnie z godziny na godzinę. Kiedy podczas kolacji zostaje otruta pierwsza z kobiet wstrząśnięte koleżanki próbują roztrząsnąć co mogło się stać. Ale gdy nagle ginie pomysłodawczyni całego zjazdu nikomu już nie jest do śmiechu. (Przynajmniej pozornie, bo Róża w każdej sytuacji potrafi się w duchu uśmiechnąć).

(...) mogli by już podać danie główne. Zamówiłam co prawda jadalną ziemię orzechową, bo wydawała mi się lepszym wyborem od na przykład makaronu z łososiem w aerozolu, ale obawiam się, że i tak się tym ie najem. A ty co wzięłaś?
- Karmelizowane ravioli z mątwy z aromatyzowanym tatarem z planktonu - odpowiedziała Róża. - Nauczyłam się nazwy na pamięć, żeby potem ewentualnie na pogotowiu wiedzieli czym się zatrułam.                                                               (s. 82-83) 

Aprawy się komplikują, gdy Róża odkrywa "system" działania mordercy, postanawia sama poprowadzić śledztwo, choć tak naprawdę nie ma do tego ani narzędzi, ani predyspozycji psychologicznych. Czy uda jej się dogonić mordercę? Czy ochroni kolejne potencjalne ofiary? Wreszcie czy odkryje prawdę? Tego dowiecie dosłownie czytając do ostatniego zdania.

Alek Rogoziński zaskoczył mnie bardzo i to pozytywnie, a w dodatku kilkoma rzeczami:
po pierwsze: takiego kryminału jeszcze nie czytałam,
po drugie: takiego kryminału nawet nigdy się nie spodziewałam, bo teoretycznie czy mordowanie ludzi może iść w parze z uśmiechem na twarzy czytelnika? Jak się okazuje tak!
po trzecie: ironia, groteska, humor,  uszczypliwości, wszystko to i o wiele więcej w jednej książce!
po czwarte: od pierwszych rozdziałów, a konkretnie od "Żółtych karteczek" miałam pewność, że wiem kto jest mordercą, a tutaj okazało się, że udało się mnie zaskoczyć i za to chwała!
po piąte: intryga godna filmów amerykańskich i po raz kolejny świetny patent na scenariusz filmowy!
po szóste: śmieszne dialogi, bohaterowi wyjęci z komedii i włożeni w sprawę kryminalną to zaskakująco dobre połączenie! A do tego cała plejada znanych nazwisk takich jak Magda Gessler, Katarzyna Puzyńska, Katarzyna Bonda czy Zenek Martyniuk :-)
po siódme: rewelacyjne oświadczenie, ironia i puszczenie oka do czytelnika.
Jedyne do czego mogę się przyczepić to - dlaczego tak krótko.

Świetna rozrywka, która zaskoczy czytelników. Nadaje się zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Można śledzić zagadkę kryminalną, albo uśmiechać się kącikiem ust do tekstów Róży. Co kto woli. Zadowoli co wybredniejszych czytelników, ale będzie pewne grono, któremu może się to nie spodobać. Pomieszanie emocji - śmiechu z dramatem nie jest nowością, ale jednak starsze pokolenia, mam na myśli dużo starsze pokolenia patrzące bardzo tradycyjnie na świat mogą mieć problem z oceną sytuacji. Ja to kupuję. Lubię zaskoczenia, a jeśli jest ich aż siedem to już w ogóle. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz