wtorek, 21 marca 2017

RECENZYJNY WTOREK "Araf" Elif Shafak

Zmęczyła mnie ta książka... oj bardzo. Mam tutaj na myśli zmęczenie psychiczne i zmęczenie materiałem. Bo to nie jest taka sobie prosta, łatwa i przyjemna lektura na jeden, dwa wieczory... Elif Shafak dotyka w niej duszy... ale od początku.


"książka jest drabiną, którą trzeba odrzucić, gdy już zdołamy się na nią wspiąć"                                                                                                                                (s. 409)

Multikulturowość

Poznajemy piątkę studentów, którzy przybywają do "lepszego świata", do Ameryki, aby zdobyć nie tylko wykształcenie, ale też pewność siebie i dowartościowanie kulturowe. Omer pochodzi z Istambułu, robi doktorat z nauk politycznych, szybko adaptuje się w nowym miejscu i zakochuje się w Gail - biseksualnej intelektualistce o skłonnościach samobójczych. Gail jest Amerykanką, która we własnym kraju i we własnej skórze czuje się nie na miejscu. Abed jest biotechnologiem, którego martwi sposób prowadzenia się Omera. Piyu to Hiszpan, który ma zostać dentystą wbrew lękowi przed ostrymi narzędziami aktualnie jest w związku z  niestabilną emocjonalnie dziewczyną - Alegre.

 " Tak więc ostatniego dnia czerwca 2002 Omer zasnął zadowolony, że znalazł fajny dom w fajnej dzielnicy z trzema współlokatorami, z których każdy pilnuje własnego nosa. I gdy mijały kolejne dni i noce, stopniowo budził się w innej rzeczywistości, gdzie był cudzoziemcem w Ameryce, który mieszka z wyjątkowo gadatliwym Marokańczykiem i wyjątkowo obsesyjnym Hiszpanem, a nie wspominając o wyjątkowo wygłodniałym psie w mocno ruderowatym domu w Somerville co rano obtłukiwanym pobijakami i młotkami. A wszystko za siedemset pięćdziesiąt dolarów miesięcznie plus opłaty."                                                                                                                 (s. 116)

 

 Przynależność

Przez pozornie prostą opowieść o garstce studentów, autorka pokazuje problem emigrantów. Książka tym samym świetnie wpisuje się w aktualny dyskurs polityczny Europy, bo mamy aktualnie kolejną falę emigrantów z krajów egzotycznych. Choć opowieść stworzona została w 2014 roku, polskiego przekładu doczekała się dopiero teraz, ale jak widać jest na tyle uniwersalna, że pasuje tematycznie do kręgów zainteresowań psychologiczno-społecznych. 

Wyobcowanie

Problem przynależności kulturowej nie jest tematem łatwym. Na przykładzie studentów, tego jak każdy z nich jest osobną jednostką noszącą inny potencjał kulturowy, pokazuje co to znaczy dla człowieka wykorzenienie, przynależność, potrzeba wspólnoty, a także pielęgnacja zwyczajów i tradycji. Tutaj nie mamy ostrego ścierania się na tle rasowym, ale widać wyraźnie jakie różnice w zachowaniu, wychowaniu i przyzwyczajeniach niesie za sobą wychowanie w danej kulturze. Żaden bohater tak naprawdę nie jest "u siebie". Nawet amerykanka Gail nie czuje się dobrze wśród rodaków, woli towarzystwo chłopaków z innych krajów, czuje się zagubiona i wreszcie nie wytrzymuje...

" Żeby się dowiedzieć po turecku, która jest godzina, trzeba kogoś zapytać, czy ma zegarek"                                                                                                                  (s. 93)

 

Miejsce na ziemi

Spodziewałam się po tej książce łatwej, płynącej opowieści, a dostałam przytłaczającą, dającą do myślenia, zwłaszcza w obliczu kryzysu migracyjnego, lekturę. Muszę szczerze przyznać, że przez pierwszą część książki, tą poznawczą, gdy przedstawiani są w poszczególnych sekwencjach tekstu bohaterowie ciężko było mi się przebić. Ale gdy wszystko zmieniło się w fabularną opowieść i losy wszystkich się splotły, wszystko obróciło się o 180 stopni. Książka pokazuje, że tak naprawdę każdy człowiek na ziemi potrzebuje zakorzenienia czy to mentalnego, kulturowego, czy lokalnego. 



Polecam książkę wszystkim, którzy szukają w lekturze drugiego dna. Którzy chcą przyjrzeć się problemom od środka. To idealna książka dla wszystkich, którzy choć raz zastanawiali się o emigracji, bo kwestie finansowe jakie kierują ludźmi to jedna strona medalu, a zderzenie z obcą kulturą to druga strona.  

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję  Wydawnictwu ZNAK 
A Pani Oli dziękuję za czujność :-)
 

2 komentarze:

  1. Ale trafiłam! :-D Książka w sam raz dla mnie. Jestem pielęgniarką, emigrantką i blogerką - prowadzę blog o http://jakpachniepiniadz.blox.pl/html opisujący pracę i życie za granicą. Zjawisko emigracji nasila się coraz bardziej, ale mimo to, wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że jest to ciężki kawałek chleba, tęsknota za rodziną i zderzenie z obcą kulturą, do której nie zawsze łatwo się przyzwyczaić. Bardzo ciekawie napisana recenzja, że ma się od razu ochotę sięgnąć po książkę. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tę książkę na liście do przeczytania, bardzo lubię takie trochę socjologiczne powieści o imigracji. Czytałam już sporo pozytywnych recenzji tej książki, a Twoja jeszcze dodatkowo mnie zachęciła :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń