piątek, 31 marca 2017

WEEKEND Z KSIĄŻKĄ

Piękne krajobrazy. Wymarzona wyprawa. Pasja, która pozwala spełniać marzenia. Siedmioro ludzi na jednej wyspie i tajemnicza śmierć między nimi. Brzmi niepokojąco pięknie. Zapraszam na recenzję "Strażników światła" Abby Geni, przygotowaną przez Agnieszkę z Różowe recenzje.

----------------------------------------

"Miranda, która jest fotografem przyrody, przeprowadza się na Wyspy Farallońskie, skalisty archipelag niedaleko wybrzeża kalifornijskiego, aby przez rok w spokoju uwieczniać na  zdjęciach dziki krajobraz. Towarzyszą jej jedynie mieszkający tam nieco ekscentryczni naukowcy, zajmujący się badaniami miejscowych gatunków ryb, szczególnie rekinów żerujących w pobliskich wodach,  oraz ptaków morskich. Niedługo po przybyciu na wyspę Miranda zostaje zaatakowana przez jednego z mieszkańców. Kilka dni później jej prześladowca  zostaje znaleziony martwy, co wygląda na nieszczęśliwy wypadek.  Z biegiem czasu kobieta przywiązuje się coraz bardziej do urokliwego krajobrazu, jednocześnie zgłębiając legendy,  w których to miejsce określano mianem " Wyspy Umarłych" Kiedy pojawiają się kolejne akty przemocy, Miranda nabiera podejrzeń co do naukowców i przestaje komukolwiek ufać."                                                                         <opis z okładki>



I znowu trafiłam na nietuzinkową książkę. "Strażnicy Światła" Abby Geni to bardzo udany debiut tej amerykańskiej autorki. Książka roku 2016 według Barnes&Noble i ciekawie skonstruowany thriller.  Autorka ma na swoim koncie wiele nagród, jest chwalona za swój zdecydowanie niesztampowy styl.

Główną bohaterką powieści jest młoda kobieta Miranda. Czytając opis z tyłu okładki wiemy już, że jest ona fotografem przyrody. Po śmierci matki, z którą z resztą bardzo ciężko jest się jej pogodzić Miranda oddaje się bez reszty swojej pasji. Jest w ciągłej podróży, zwiedziła już całą kulę ziemską. Jednak marzy o sfotografowaniu przyrody na Wyspach Farallońskich.

wikipedia.com

Wyspy Farallońskie - niewielki skalisty archipelag położony na Pacyfiku niedaleko wybrzeża kalifornijskiego. Wyspy leżą w odległości 27 mil morskich od Golden Gate i 20 mil na południe od Point Reyes. Przy dobrej pogodzie są widoczne z lądu stałego.
Źrodło informacji - Wikipedia

Jej prośba o dołączenie do grona badaczy zostaje przyjęta i Miranda wyrusza na Wyspy.  Życie na tym skalistym archipelagu wcale nie jest łatwe. Nie ma tutaj internetu, nie ma telefonu, tylko sama natura, a w dodatku wszędzie są myszy, mnóstwo mysz.  Pory roku wyznaczane są przez samą naturę. I tak w lecie dominują rekiny, które otaczają wyspę, jesień jest czasem wielorybów, zima jest zdecydowanie sezonem fok, które to w wiosennej porze ustępują miejsca ptakom. Wyspa w żaden sposób nie jest przyjazna człowiekowi. Tutaj przyroda rządzi swoimi prawami. Nigdzie indziej nie można się czuć bardziej samotnym niż na Wyspach Farallońskich. Na współczucie i sympatię pozostałych sześciu mieszkańców wyspy także nie ma co liczyć. Kiedy Miranda zostaje zaatakowana, a napastnik ginie kilka dni później nikt nie podejrzewa nawet kto jest sprawcą. Tutaj podstawową zasadą jest nie ingerowanie w życie wyspy i jej mieszkańców. Niestety atak na Mirandę i śmierć jednego z badaczy nie były ostatnimi. Kto zabija  i dlaczego? Kim są owi tytułowi Strażnicy Światła? Cała zagadka  i odpowiedzi na nurtujące nas pytania zostaje nam dawkowana powoli dopiero na ostatnich stronach powieści. A całe wyjaśnienie jest mocno zadziwiające i wręcz szokujące. 

Zagłębiając się w lekturę miałam wrażenie jakbym doskonale znała strukturę i obyczaje panujące na wyspach.  Rewelacyjnie są opisane prawa przyrody. Jedyne czego mi brakowało w tej książce to większej dynamiki akcji. Nie powiem, powieść trzyma w napięciu od pierwszych stron, jednak sięgając po nią miałam troszkę inne jej wyobrażenie. Nie do końca spełniła ona moje oczekiwania. Byłam nastawiona na mocny thriller, wartką akcję i mocno zarysowane postaci. W książce bohaterowie zdecydowanie nie są sztampowi, jednak uważam, że autorka poświęciła im zdecydowanie za mało czasu. Narracja w książce jest pierwszoosobowa, a całość jest napisana w formie relacji Mirandy ze swojego życia. Opisuje swojej nie żyjącej matce każdy dzień swojego życia.

Lekturę czyta się lekko i przyjemnie. Debiut Abby Geni uważam za udany. Książkę poleciłabym każdemu kto chce zagłębić się w mroczną stronę naszej natury, poznać lepiej przyrodę a tym samym jej prawa. 

--------------------------------------
Za egzemplarz recenzyjny dziękujemy Wydawnictwu Kobiecemu
Pozdrawiamy
A i J

wtorek, 28 marca 2017

RECENZYJNY WTOREK W pogoni za marzeniami

Och... Długo się zbierałam do tej książki, ponieważ najpierw spodziewałam się czegoś innego, po opisie wydawało mi się, że to jeszcze coś innego, wreszcie zaczęłam serię z Dziunią od trzeciej części, co w końcowym rozliczeniu nie jest ogromnym błędem. Zapraszam Was na recenzję "Wymarzonego domu Dziuni" Anny Marii Nowakowskiej, która rozpoczyna nową współpracę z wydawnictwem WaB należącym do Grupy Wydawniczej FOKSAL. Dziękuję w tym miejscu za zaufanie! 



DZIUNIA

Dziewczyna po trzydziestce, czyli jak sama siebie określa w średnim wieku :-) Jest osobą w której każda kobieta znajdzie coś z siebie. Ma męża, nie ma dzieci, mieszka w Nowych Perzach, osobliwej miejscowości, gdzie ma dom z małym gospodarstwem, nadającym się do remontu, ale jakoś tak wychodzi, że funduszy ciągle brak. Kiedy Dziunia snuje marzenia o pięknym domu nagle pojawia się cioteczka Kazia (mów mi Cassie) z Anglii, proponuje Dziuni pracę na Wyspach i wszelaką pomoc. Wszystko wygląda jak piękny sen do momentu, gdy Dziunia i jej nieudolny mąż Owca pojawiają się w Anglii.

 "Cierpię na nieuleczalną przypadłość umysłu, która w swoich objawach przypomina głupią naiwność. Gdy ktoś mnie darzy sympatią (niby kto?), nazywa tę cechę prostodusznością. Na tę wcale nie prostą duszność zostałam skazana przez jakiś wybryk połączeń nerwowych albo błąd oprogramowania - lub jedno z drugim (...) zawsze uważałam, że jeśli ludzie coś mówią (obiecują, twierdzą, opowiadają), to tak jest. (...) Osoba, która automatycznie ufa i wierzy w każde słowo, jest absurdalnie łatwą ofiarą losu, prawda? Za nic w świecie nie mogłam pojąć, jak to się robi. (...) Po co wciąż kręcić, udawać, koloryzować? Drapać się, gdzie nie swędzi, naciągać majtki przez głowę?"                                                                                                                     (s.277)

DZIUNIOWATOŚĆ

Prostota myślenia Dziuni jest cechą prostych, dobrych ludzi, ale ma też swoją słabą stronę, popycha Dziunię w manowce. Ufanie ludziom prowadzi ją w najróżniejsze sytuacje, których cwana osoba z pewnością by się wystrzegała na kilometr. I tak szybko się okazuje, że Angielski sen rozmywa się o brudne podłogi w domu ciotki, która to sprowadziła sobie Pracowitą Parę z Polski. Dziunia w zamian za mieszkanie (niewyremontowany pokój z wielkim łóżkiem przedzielonym drabiną!) w czasie wolnym od pracy ma pracować w domu. Szybko się okazało, że są służbą dla własnej rodziny, a czarę goryczy przelewa mąż ciotki Kazi, chodzący w negliży Bob. Desperacja jednak prowadzi Dziunię w nowe miejsce. Na reszcie zaczyna ogarniać tą obcą rzeczywistość w wynajmowanym domu. Od tego momentu, niby co raz bliżej marzeń o cudnym domu w Nowych Perzach, a tak naprawdę co raz dalej, bo każda nowa decyzja powoduje, że para zaczyna przesiąkać tutejszym życiem i wiąże się w nowe zobowiązania. Gdzie ich to wszystko zaprowadzi? O tym przekonacie się sięgając po "Wymarzony dom Dziuni".


ŻYCIE NA EMIGRACJI

"Wymarzony dom Dziuni" to tak naprawdę nie jest opowiastka dziewczyny o tym jaki to sobie wymarzyłam domek. To całkowicie dramatyczny obraz życia na emigracji. W żartobliwym języku kryje się tak naprawdę krzyk duszy. Bohaterka w swojej Dziuniwatej dupowatości (nie wiem czy istnieje taki słowo, na pewno w mowie potocznej) przeżywa ogromne rozdarcie pomiędzy znanym i bezpiecznym światem, a zamazanym obrazem kryjącym nową Angielską rzeczywistość. Ilość rozczarowań jest przytłaczającą, ale na szczęście "co mnie nie zabije to mnie rozśmieszy" (s. 316), jak mawia Dziunia.

 

OSOBLIWOŚCI

Spotkanie z Dziunią to dla mnie ogromne zaskoczenie. Nie znałam wcześniej tego cyklu, ani autorki - Anny Marii Nowakowskiej. Zdecydowanie jest to nowe wydarzenie na polskim rynku wydawniczym. Styl autorki, sarkastyczny, zabawny, a jednocześnie pokazujący dramatyczny  los Dziuni zasługuje na wyróżnienie. Nie spodziewałam się, że w książce o tak niepozornym tytule znajdę tyle zaskakujących mnie jako czytelnika, pozytywnych aspektów. Ogromnie polecam wszystkim, którzy są znudzeni prostymi opisami. Bo jak widać można w nieskomplikowanym języku zawrzeć skomplikowane przemyślenia na temat świata w ogóle.  

Książka zaskakuje również sposobem prowadzenia narracji i konstrukcją. Mamy tutaj narratorkę/autorkę wszechwiedzącą, przyglądającą się z boku, ale dobrze znającą Dziunię. Wypowiada się też sama Dziunia poprzez wpisy na blogu o osobliwej nazwie Dysys Ingland :-) Dla osób znających już Dziunię i jej świat autorka w pierwszej części książki przypomina w jakim miejscu jej historii jesteśmy, na końcu oględnie przedstawia co nas będzie czekało w kolejnej części. Nawet dla mnie, osoby która pierwszy raz poznała Dziunię łatwo było wejść w świat przedstawiony, a żartobliwy, uszczypliwy, sarkastyczny język tylko w tym wszystkim pomaga.

Polecam wszystkim, którzy byli na emigracji, którzy myśleli kiedyś o wyjeździe, a także tym którzy zaryzykowali i wyjechali lub zostali z jakichś powodów tu czy tam. 


-----------------------------
Za egzemplarz recenzencki dziękuję raz jeszcze wydawnictwu WaB należącemu do Grupy Wydawniczej FOKSAL  
 

piątek, 24 marca 2017

WEEKEND Z KSIĄŻKĄ "Endgame reguły gry" /POSZERZAMY HORYZONTY


Życie to gra. Gra o najwyższą nagrodę, czyli o to by być. Oczywiście w przenośnym znaczeniu. A co jeśli ktoś zaproponowałby Wam udział w rozgrywce na życie i śmierć? Zaskakująco niebezpieczne, ale i bardzo intrygujące. Zapraszam Was na kolejny wpis z cyklu /POSZERZAMY HORYZONTY/, tym razem Agnieszka przygotowała dla Was recenzję trzeciej części "Endgame. Reguły gry" Jamesa Frey'a. Zapraszam...

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
„Graj, aby zwyciężyć. Walcz, aby przetrwać.

Najsilniejsi i najsprytniejsi z Graczy dotarli do końcowej fazy Endgame. Klucz Ziemi oraz Klucz Niebios już odnaleziono, ukryty pozostał ostatni klucz do wygranej i ocalenia świata – Klucz Słońca. Zwycięzca może być tylko jeden!

Maccabee gra, by wygrać. Posiada Klucz Ziemi i Klucz Niebios. Teraz zrobi wszystko, by zdobyć Klucz Słońca. Ale w Endgame nic nie jest stałe. Maccabee musi grać ostrożnie i bacznie pilnować pleców. An Liu gra dla śmierci. Jego celem jest powstrzymanie Endgame i zagłada całego świata. Aisling porzuciła Grę i zdecydowała się walczyć po stronie życia.

Aisling, Sarah, Jago, Shari i Hilal nie dopuszczą do zakończenia Endgame. Klucz Słońca nie może zostać odnaleziony. Tych pięciu Graczy postanowiło ustanowić własne reguły Gry.

Wszystkich łączy jedno. Są gotowi umrzeć, by osiągnąć zamierzone cele. Doprowadzą sprawy do końca, ale na własnych zasadach.“


"Endgame. Reguły gry" dostałam w prezencie na imieniny świeżutko po premierze. Z częścią pierwszą "Endgame. Wezwanie" w tym czasie byłam już zaznajomiona i absolutnie w niej zakochana. Na przeczytanie czekało w kolejce "Endgame. Klucz Niebios"   i najnowsza część Endgame 3. 




O ile tom pierwszy przeczytałam szybciutko i byłam nim zafascynowana, o tyle przez tom drugi miałam ciężko przebrnąć. Być może było to spowodowane tym, iż przerwa między jednym tomem a drugim wynosiła parę miesięcy, a bohaterów serii jest wielu. Ciężko było mi sobie przypomnieć wzajemne relacje między graczami. Na całe szczęście (dla mnie) autorzy wplatają wspomnienia z tomu pierwszego i po przeczytaniu kilkudziesięciu stron wiedziałam już co wydarzyło się w poprzedniej części. Byłam bardzo ciekawa z czym przyjdzie się zmierzyć bohaterom w ostatnim tomie i jak autorzy poprowadzą dalszą grę.
James Frey oraz Nils Johnson - Shelton mają na swoim koncie wiele bestsellerowych powieści.
Jednak Endgame jest to debiut ich wspólnej twórczości, aczkolwiek spokojnie można go określić mianem multimedialnego fenomenu.


"Reguły gry" to już III, a zarazem ostatni tom serii Endgame. Można by rzec, że jest to finał zmagań graczy o życie. W grze pozostali tylko Ci, którzy byli najsprytniejsi i najsilniejsi. Do zdobycia pozostał ostatni klucz - Klucz Słońca. Klucz Ziemi i Klucz Niebios udało się zdobyć Maccabee,która zrobi wszystko, by wygrać ostatni klucz.
Jednak nie wszyscy uczestnicy dążą do jego zdobycia.  Część z nich zawiązuje swoiste sojusze, aby nie doprowadzić do zakończenia gry. Lecz są tylko pionkami w tym rozdaniu. Czy uda im się ten bunt? W poszukiwaniu klucza są zmuszeni do wędrówki po całym globie. Nie mają chwil oddechu, jednak mimo wszystko między niektórymi graczami, wbrew wszystkiemu rodzi się uczucie. Znany nam głos towarzyszący bohaterom od początku pod nazwą keppler22b, w tym tomie posunął się o krok za daleko, a gra zaczyna przybierać bardzo nieciekawy obrót. Dla kogo? Kiedy w końcu skończy się ta mordercza walka o przetrwanie?
W końcu poznamy upragnione zakończenie tej serii. Niektórzy z was będą zadowoleni z finału, innym zaś zakończenie może wydać się trochę przewidywalne. 

"Prawda jest taka, że nie ma różnicy, co mówią przepowiednie, życie jest po to, aby go doświadczać".

Nie sposób ocenić tylko jeden tom z serii. Łatwiej jest potraktować ją jako całość. Zdecydowanie pomysł napisania książki i jednocześnie stworzenie gry w realnym świecie, gdzie czytelnik nie tylko śledzi biernie losy bohaterów, ale może także wziąć czynny udział w tej grze, jest bardzo nowatorskie i zasługuje na najszczerszy podziw z mojej strony. Nie jesteśmy tylko obserwatorami w tej serii. Każdy z nas może zagrać i wygrać . Endgame to zdecydowanie fenomen na skalę globalną. Książki czyta się szybko, przeskakując od akcji do akcji. Nie ma przebarwień, jest czysta, przemyślana i konsekwentnie prowadzona fabuła. Zdania są krótkie, proste. Typowo bym rzekła żołnierski ton, który moim zdaniem idealnie wpasował się w całość akcji i serii. W końcu nie czytamy o różowych balonikach, ale o ciężkiej walce o życie i przeżycie. Warto także zwrócić uwagę na spójność wszystkich tomów serii. Każda w tej samej szacie graficznej, różniącej się jedynie barwą, Całość prezentuje się bardzo efektownie.  Nie zabrakło również cudownej grafiki wewnątrz książki obrazującej nam co ważniejsze wydarzenia z Endgame. 



Dla kogo więc ta książka, seria ? Pozwólcie ,że przytoczę słowa Game Exe znajdujące się na okładce ostatniego tomu:
"Jeśli lubicie książki, w których jest bardzo dużo akcji, to ta powieść na pewno spełni wasze oczekiwania"

Moja ocena 8/10
Tytuł: Endgame. Reguły gry.
Autor: James Frey, Nils Johnson - Shelton
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN 

Za egzemplarz recenzyjny dziękujemy Wydawnictwu SQN
 
P.s. Na facebooku -> K L I K N I J T U T A J <- do zdobycia jest egzemplarz tej właśnie książki!

wtorek, 21 marca 2017

RECENZYJNY WTOREK "Araf" Elif Shafak

Zmęczyła mnie ta książka... oj bardzo. Mam tutaj na myśli zmęczenie psychiczne i zmęczenie materiałem. Bo to nie jest taka sobie prosta, łatwa i przyjemna lektura na jeden, dwa wieczory... Elif Shafak dotyka w niej duszy... ale od początku.


"książka jest drabiną, którą trzeba odrzucić, gdy już zdołamy się na nią wspiąć"                                                                                                                                (s. 409)

Multikulturowość

Poznajemy piątkę studentów, którzy przybywają do "lepszego świata", do Ameryki, aby zdobyć nie tylko wykształcenie, ale też pewność siebie i dowartościowanie kulturowe. Omer pochodzi z Istambułu, robi doktorat z nauk politycznych, szybko adaptuje się w nowym miejscu i zakochuje się w Gail - biseksualnej intelektualistce o skłonnościach samobójczych. Gail jest Amerykanką, która we własnym kraju i we własnej skórze czuje się nie na miejscu. Abed jest biotechnologiem, którego martwi sposób prowadzenia się Omera. Piyu to Hiszpan, który ma zostać dentystą wbrew lękowi przed ostrymi narzędziami aktualnie jest w związku z  niestabilną emocjonalnie dziewczyną - Alegre.

 " Tak więc ostatniego dnia czerwca 2002 Omer zasnął zadowolony, że znalazł fajny dom w fajnej dzielnicy z trzema współlokatorami, z których każdy pilnuje własnego nosa. I gdy mijały kolejne dni i noce, stopniowo budził się w innej rzeczywistości, gdzie był cudzoziemcem w Ameryce, który mieszka z wyjątkowo gadatliwym Marokańczykiem i wyjątkowo obsesyjnym Hiszpanem, a nie wspominając o wyjątkowo wygłodniałym psie w mocno ruderowatym domu w Somerville co rano obtłukiwanym pobijakami i młotkami. A wszystko za siedemset pięćdziesiąt dolarów miesięcznie plus opłaty."                                                                                                                 (s. 116)

 

 Przynależność

Przez pozornie prostą opowieść o garstce studentów, autorka pokazuje problem emigrantów. Książka tym samym świetnie wpisuje się w aktualny dyskurs polityczny Europy, bo mamy aktualnie kolejną falę emigrantów z krajów egzotycznych. Choć opowieść stworzona została w 2014 roku, polskiego przekładu doczekała się dopiero teraz, ale jak widać jest na tyle uniwersalna, że pasuje tematycznie do kręgów zainteresowań psychologiczno-społecznych. 

Wyobcowanie

Problem przynależności kulturowej nie jest tematem łatwym. Na przykładzie studentów, tego jak każdy z nich jest osobną jednostką noszącą inny potencjał kulturowy, pokazuje co to znaczy dla człowieka wykorzenienie, przynależność, potrzeba wspólnoty, a także pielęgnacja zwyczajów i tradycji. Tutaj nie mamy ostrego ścierania się na tle rasowym, ale widać wyraźnie jakie różnice w zachowaniu, wychowaniu i przyzwyczajeniach niesie za sobą wychowanie w danej kulturze. Żaden bohater tak naprawdę nie jest "u siebie". Nawet amerykanka Gail nie czuje się dobrze wśród rodaków, woli towarzystwo chłopaków z innych krajów, czuje się zagubiona i wreszcie nie wytrzymuje...

" Żeby się dowiedzieć po turecku, która jest godzina, trzeba kogoś zapytać, czy ma zegarek"                                                                                                                  (s. 93)

 

Miejsce na ziemi

Spodziewałam się po tej książce łatwej, płynącej opowieści, a dostałam przytłaczającą, dającą do myślenia, zwłaszcza w obliczu kryzysu migracyjnego, lekturę. Muszę szczerze przyznać, że przez pierwszą część książki, tą poznawczą, gdy przedstawiani są w poszczególnych sekwencjach tekstu bohaterowie ciężko było mi się przebić. Ale gdy wszystko zmieniło się w fabularną opowieść i losy wszystkich się splotły, wszystko obróciło się o 180 stopni. Książka pokazuje, że tak naprawdę każdy człowiek na ziemi potrzebuje zakorzenienia czy to mentalnego, kulturowego, czy lokalnego. 



Polecam książkę wszystkim, którzy szukają w lekturze drugiego dna. Którzy chcą przyjrzeć się problemom od środka. To idealna książka dla wszystkich, którzy choć raz zastanawiali się o emigracji, bo kwestie finansowe jakie kierują ludźmi to jedna strona medalu, a zderzenie z obcą kulturą to druga strona.  

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję  Wydawnictwu ZNAK 
A Pani Oli dziękuję za czujność :-)
 

piątek, 17 marca 2017

WEEKEND Z KSIĄŻKĄ "Akuszer bogów" Anety Jadowskiej /poszerzamy horyzonty/

Zapraszam Was na wpis z cyklu /POSZERZAMY HORYZONTY/. Poznamy bliżej gatunki literatury, których na co dzień nie jest tutaj wiele. Wpisy w tym cyklu przygotowała dla Was Agnieszka z PASSION&BOOKS. Zobaczcie co sądzi o drugiej już części przygód Nikity.


" Wszystko, w co wierzyła, okazało się kłamstwem.
 Nie wie już, kim jest ani czemu przez większość życia karmiono
 ją bredniami. Była mistrzynią fałszywych tożsamości, a teraz na niczym
 nie zależy jej tak mocno, jak na poznaniu tej prawdziwej.

Zdradzona przez najbliższych, ścigana przez płatnych zabójców i nękana
 przez domagające się uwagi duchy przeszłości, rusza do kolebki wszystkich
 strachów – do magicznej Norwegii, gdzie wszystko się zaczęło.

Tam czekać będą na Nikitę ludożercze trolle, boskie pszczoły,
niespuszczające jej z oka kruki i tajemniczy Akuszer Bogów.
Odpowiedzi oczywiście też – ale czy takie, jakich oczekuje?

Jedno jest pewne: nie będzie to spokojna
 i sentymentalna wyprawa do źródeł."




"Akuszer Bogów" to książka na którą zdecydowanie czekałam. Ledwo skończyłam czytać   "Dziewczynę z Dzielnicy Cudów", a już swoją podróż do mnie rozpoczął tom II serii o Nikicie. Byłam bardzo ciekawa z kim lub czym przyjdzie się teraz zmierzyć bohaterce, ponieważ jak to w gatunku fantasy stworzeń wszelakiego kalibru nie brakuje.


Aneta Jadowska to jedna z moich ulubionych polskich autorek. Poznałam się z Jej twórczością poprzez serię o Dorze Wilk. I jakoś tak wyszło, że wciągnęła mnie do swojego magicznego świata.
Co może być prostszego niż prawda?
Nikita próbuje poznać prawdę o samej sobie. Przestała już wierzyć w te kłamstwa, którymi przez wiele lat karmiła ją despotyczna matka. Aby dowiedzieć się więcej o sobie i swoim pochodzeniu Nikita musi wyjechać do magicznej Norwegii, to tam przebywa Akuszer Bogów, który zna, a bynajmniej powinien znać , odpowiedzi na pytania ją nurtujące. Dziwnym zbiegiem okoliczności, kiedy Nikita zaczyna pogłębiać wiedzę o sobie ataki na jej osobę zaczynają się zagęszczać. Kto się za tym kryje? Czyżby matka tak się bała przeszłości, że postanowiła się jej pozbyć? A może ojcu udało się ją odnaleźć? Czy może komuś innemu nadepnęła na odcisk i całe te ataki nie mają nic wspólnego z tym, że próbuje rozszyfrować tajemnice przeszłości? Te pytania niezmiernie nurtują główną bohaterkę, nie ułatwiają jej tego wszędobylskie kruki, obserwujące jej poczynania. Komu one służą i czy Ci, którym zaufała naprawdę na to zasłużyli? Przy całej plejadzie stworzeń więcej lub mniej magicznych, pojawiają się także bogowie. Frigg i nawet sam Odyn, wyposażeni w, o dziwo, bardzo ludzkie charaktery. Ale czegóż może od Nikity potrzebować sam bóg, tego też przyjdzie się jej dowiedzieć i niekoniecznie będzie to powód do radości. 




" Czasami dobra motywacja potrafi utrzymać przy życiu "

W całej niebezpiecznej wyprawie do Norwegii towarzyszy bohaterce jej partner, zabójczo przystojny (co na Nikicie nadal nie robi specjalnego wrażenia) Robin. Razem ze swoją kuszą ochrania plecy swojej partnerki. Czy przy okazji i jemu uda się odkryć kim lub czym jest?



" Czasami to, czego chcemy najbardziej na świecie, odbiera nam to, czego najbardziej na świecie potrzebujemy. Chcesz prawdy i wolności. A co, jeśli nie da się ich pogodzić? ..."

W książkach Anety Jadowskiej może i się powtórzę, bohaterowie są niesamowicie dobrze wykreowani. To dojrzałe, mocne charaktery, twardo stąpające po ziemi. Każda postać ma swoje przed, ma swoje teraz.
Troszkę brakowało mi w tym tomie osoby Robina. Chciałabym, by jego postać miała troszkę więcej do opowiedzenia. Ale z Epilogu wnioskuję, że w kolejnym tomie będzie mi dane się tego doczekać. Całość napisana przyjemnym dla czytelnika piórem, dodatkowo przeplatane cudownymi rysunkami Magdaleny Babińskiej. Przez co bohaterowie są dla nas bardziej urzeczywistnieni.


Tom II serii o " Nikicie" wydany w pięknej  szacie graficznej. Okładki utrzymane w tej samej tonacji kolorystycznej, z wytłoczonymi literami. Całość po prostu wygląda rewelacyjnie.
Seria  o " Nikicie" zarówno tom I jak I tom II " Akuszer Bogów" to lektura niebywale wciągająca, niezależnie od wieku czytelnika.
Ze smutkiem odkładam " Akuszera Bogów " na półkę oczekując na ciąg dalszy.

Moja ocena: 9/10
Autor: Aneta Jadowska
Tytuł: Akuszer Bogów. ( tom 2 serii o Nikicie)
Ilość stron: 398
Wydawnictwo : Wydawnictw SQN
data premiery: 15 lutego 2017

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem SQN, któremu dziękujemy za egzemplarz recenzyjny.


 Miłego zaczytania
A i J

środa, 15 marca 2017

BONUS PREMIEROWY Najlepsze teksty Chyłki z Zordona

Z okazji dzisiejszej premiery, piątej już części przygód pary prawników, Joanny Chyłki i Kordiana Oryńskiego zatytułowanej "INWIGILACJA", zapraszam na zapowiadany BONUS, czyli najlepsze teksty Chyłki i Zordona z tej właśnie książki. 


------------------------------------------------------------------------------------------------------


----------------------------------------------------------------------------------------------------------


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------


-------------------------------------------------------------------------------------------------


-------------------------------------------------------------------------------------------------------


------------------------------------------------------------------------------------------------------


wtorek, 14 marca 2017

RECENZYJNY WTOREK Mroźne opowieści "Inwigilacja" PRZEDPREMIEROWO

To, że uwielbiam Joannę Chyłkę wiedzą chyba wszyscy mnie odwiedzający, zarówno tutaj jak i w rzeczywistości. Jeszcze nigdy na taką skalę nie zżyłam się z żadną bohaterką. Dlatego kiedy tylko pojawiła się informacja, że ukazuje się kolejny tom od razu zamówiłam przedpremierowy egzemplarz. Czekałam ponad miesiąc, przeczytałam w trzy dni, a teraz przekonajcie się, czy warto było?




INWIGILACJA

Nie wszystko wygląda na takie jakim jest.

AKTA SPRAWY: Joanna podejmuje się obrony Fahada Al-Jassama, oskarżonego o próbę zamachu terrorystycznego człowieka. Do tego jest podobno zaginionym przed laty, adoptowanym synem polaków, którzy "zgubili" dziecko na wakacjach w Egipcie. Po latach otrzymują zawiadomienie, że odnaleziono ich syna, ale zmienił tożsamość i religię. Przyznaje się do działalności związanej z islamistami. Wszystko wygląda na sprawę trudną, ale układającą się w całość, do czasu kiedy...

Po pierwsze: Wszystkie zebrane do tej pory poszlaki i dowody zostają wyzerowane, po tym jak tajemnicze osoby kradną ukochaną x-piątkę Joanny. W tym momencie do prawników, bo Oryński znów współprowadzi sprawę, dociera, że nie tylko o sprawy związane z terroryzmem tutaj chodzi. Rozpoczyna się gra. Ale tym razem to nie Joanna pociąga za sznurki.

Po drugie: relacja prawników zaczyna przypominać relację dobrze zgranego duetu. Joanna zapomina o wszystkich potknięciach Kordiana. Ten jednak zaczyna mieć przed nią coraz więcej tajemnic. W piątej części poznajemy nieco szczegółów z życia Oryńskiego, a także mamy do czynienia z próbą jego charakteru. Czy wyjdzie z twarzą z opresji? Tego dowiecie się czytając książkę.

Po trzecie: temat inwigilacji obywateli, a także wszechobecnego widma zamachu terrorystycznego dodaje charakteru całej obyczajowej, prywatnej stronie opowieści. Ma też dosyć dramatyczny wydźwięk, biorąc pod uwagę realia rzeczywistości w jakich obecnie się znajdujemy.

Po czwarte: Joanna, choć sytuacja życiowa w jakiej obecnie się znajduje nie jest dla niej korzystna, nie spuszcza z tonu, a jej charakter jakby przybrał na sile. Wychodzi naprzeciw wyzwaniom jakie stawia przed nią życie, a wszystko w jej rozpoznawalnym, specyficznym stylu.

Po piąte: Mnogość zwrotów akcji nie zawodzi. Choć można spodziewać się jakichś rozwojów wypadków, wszystko po kilku następnych stronach zostaje wywrócone do góry nogami. Jak zawsze informacja jest tutaj na wagę złota, a niezawodny magik, jakim jest Kormak (uwielbiam tego świra!), dolewa stale oliwy do ognia. Trzeba tylko uważać, by się nie poparzyć i w porę zgasić ogień. 



Remigiusz Mróz nie zawodzi, dostarcza fenomenalnej rozrywki. Czyta się to jakby oglądało się dobry serial. Nie mogłam się oderwać i bardzo cierpiałam, kiedy ze zmęczenia musiałam odłożyć książkę, by udźwignąć następnego dnia swoją codzienność w rzeczywistym świecie. Pomimo kilku rzeczy, które mi zgrzytały (mam tutaj na myśli dwa potknięcia fabularne. Pierwsze to kradzież samochodu, w którym była torebka, a kilka stron później wejście do mieszkania - ja się pytam jak, skoro wszyscy wiedzą, że kobiety noszą klucze w torebkach, a nie w spodniach, czy żakiecie???. Drugie, kiedy nagle "znikają" z książki Lipińscy, którzy opłacali prawników, Joanna sama się zastanawiała co będzie gdy nie zapłacą, a później dalej broni Fasada, choć nie ma jej już kto płacić???), piąta część Chyłki będzie jedną z moich ulubionych.

Jeśli mogę jeszcze ponarzekać, a po zaprzyjaźnieniu się z Joanną, chyba mogę, to najsłabsze jest dla mnie zakończenie, a dokładniej mówiąc część prywatna dotycząca duetu Chyłka - Oryński. Spodziewałam się dużo bardziej spektakularnego obrotu sytuacji, a jest trochę płasko. Mnie to jakoś nie poruszyło emocjonalnie na tyle, by nie móc spać i dalej żyć. Co nie zmienia faktu, że jestem ciekawa Remigiuszu jak z tego wybrniesz? Logiczne przypuszczenia już mam, bo przecież zapowiedź szóstego tomu jest w Posłowie, ale... hmm...


Polecam. Świetna rozrywka, genialne kreacje bohaterów, zwroty akcji, napięcie, gra na emocjach, wątki polityczno-społeczne. Wszystko to znajdziecie w "Inwigilacji" Remigiusza Mroza. Ja już czekam na dalsze tomy, bo choćby opowiadały o tym jak Chyłka i Oryński zakładają warzywniak, to też będę czytała. Uwielbiam. Jedno słowo, a tak wiele oddaje. 

A Wy już czytaliście? Dajcie znać w komentarzach.

J.

piątek, 10 marca 2017

WEEKEND Z KSIĄŻKĄ "Zgubna Trycizna" Katarzyny Kwiatkowskiej PRZEDPREMIEROWO!

Dziś mamy dla Was, bo wpis powstał we współpracy z Agnieszką z Qferek Moye HandMade, recenzję kryminału Katarzyny Kwiatkowskiej. Zapraszam w imieniu Agnieszki do przeniesienia się w czasie do Belle Epoque.


Zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami o twórczości Katarzyny Kwiatkowskiej, sięgnęłam po "Zgubną truciznę“. I tym oto sposobem po raz kolejny, pozostało mi przyklasnąć staremu, mądremu porzekadłu - „ Cudze chwalicie, swego nie znacie“. Książka z gatunku kryminał, a sama autorka porównywana jest do Agathy Christie.
 

DETEKTYW

Główny bohater „ Zgubnej trucizny“ to nie kto inny, jak znany już czytelnikowi z poprzednich czterech powieści - Jan Morawski, polski detektyw. Akcja książki rozgrywa się w początkach 1901 roku, w zgermanizowanym Poznaniu. Nasz bohater zostaje zaangażowany do odnalezienia znanego fałszerza banknotów. Niezmiennie w rozwikłaniu kolejnej zagadki, towarzyszy mu kamerdyner i jednocześnie przyjaciel Mateusz Małecki. Obydwaj panowie tworzą duet niczym Holmes & Watson, usiłując drogą dedukcji doprowadzić do rozwikłania sprawy, która tylko z pozoru wydaje się prosta i banalna. Nic bardziej mylnego. Intryga zdaje się rozrastać, a wraz z nią mnożą się spiski, szantaże i morderstwa. Wielu podejrzanych nie zapowiada rychłego zakończenia i rozwiązania sprawy.  Z tym wszystkim przychodzi się zmierzyć Janowi Morawskiemu oraz kamerdynerowi Mateuszowi. 

MIASTO

Na tle tych wszystkich wydarzeń poznajemy zgermanizowany Poznań. Od kuchni począwszy, poprzez ulice miasta, a na zwyczajach i etykiecie skończywszy.



Plan hotelu Bazar, w którym to zatrzymał się Jan Morawski razem ze swoim kamerdynerem Mateuszem został zamieszczony na końcu książki. Hotel ten był praktycznie samowystarczalny. W jego murach mieściły się restauracje, kawiarnie , winiarnia a nawet sklepy. W salach balowych odbywały się modne w owym czasie bale karnawałowe, na których obecność gości hotelu była obowiązkowa. Nasz bohater Jan Morawski również w nich uczestniczył, a swatki postrzegały go jako znakomitą partię na męża.  Jemu jednak osobiście niezbyt było spieszno do ożenku, ponieważ miał przed sobą ogromne wyzwanie znalezienia fałszerza.  Bale były mu o tyle na rękę, że wykorzystywał je do zbierania informacji na temat swoich ewentualnych podejrzanych.  

PODSUMOWANIE

Sięgając po „ Zgubną truciznę“ byłam nastawiona na dobry polski kryminał. Po lekturze stwierdzam, iż autorka zdecydowanie mnie zaskoczyła. W pozytywnym tego słowa znaczeniu, oczywiście. Katarzynie Kwiatkowskiej idealnie udało się stworzyć klimat i nastrój godny najlepszego kryminału. Wszystko to w akompaniamencie przyjemnego i lekkiego pióra autorki. Z niecierpliwością będę oczekiwać na dalsze losy naszego detektywa.

Książkę tą polecam zdecydowanie tym, którzy oprócz świetnego kryminału cenią sobie także zastrzyk historii przemycony na stronach powieści. 

---------------------------------------------
PREMIERA KSIĄŻKI 15 marca 2017
Za możliwość przeczytania przedpremierowo dziękujemy Wydawnictwu ZNAK 
 
Warto czytać, bo czytanie przenosi w czasie!
Agnieszka i Joanna