czwartek, 23 lutego 2017

RECENZENCKI Zgubić się w Nieznanym, o "Podróźowaniu z Beniaminem" Martina Vopenki

Muszę Wam coś wyznać: pokochałam ebooki! <3 Ostatnio czytam wszędzie, na czymkolwiek się da, czasem nawet po kilka zdań, ale to co zrobiła ze mną powieść Martina Vopenki jest najlepszą rekomendacją jaką autor może usłyszeć od recenzenta. Czytałam w korku w samochodzie, czytałam w środku nocy, czasami o zaskakujących godzinach..., czytałam w dziwnych miejscach, w kolejce do kasy, w kinie na reklamach przed seansem, w łazience, w piwnicy, ech... Podróżowałam z tą książką, tak jak Dawid, bohater podróżował ze swoim synem Beniaminem.



Podróż

Po śmierci swojej żony, Dawid postanawia zabrać swojego ośmioletniego syna Beniamina w podróż. Chce tym samym uciec od gęstej atmosfery po pogrzebie, na którym byli tylko we dwoje, bo nie chcieli płaczu i lamentu rodziny. Ma to być też sposób na zacieśnienie relacji z synem, która wcześniej była bardzo wybiórcza, a właściwie sprowadzała się do zarabiania na potrzeby dziecka. Jako że warunki finansowe pozwalają im na trip bez ustalenia celu, ojciec postanawia nadać tej podróży nieco magicznego znaczenia i używa w tym celi zaczarowanej formuły:

" Dlatego napisałem list: "Drogi Beniaminie, uroczyście ci oznajmiam, że zostałeś wybrany do wypełnienia wielkiego i trudnego zadania - masz wyruszyć z tatą zgubić się w Nieznane. Nikt dobrze nie wie, którędy w Nieznane dotrzesz. Możesz go szukać w niezbadanej dali, ale nie jest również wykluczone, że Nieznane ukryte jest całkiem niedaleko, że jest wszędzie wokół nas. Wyrusz z tatą w podróż i przekonaj się sam". List poprzypalałem na rogach świeczką i po kryjomu wsunąłem Beniaminowi w nocy pod poduszkę."                                                                                        (s. 42)

Wyruszają z Czech najpierw za pobliską granicę. Odwiedzają Niemcy, Austrię, docierają do Włoch, płyną na Korfu, stąd do Bułgarii, Rumunii, by na powrót znaleźć się w Pradze. Im dłużej podróż trwa, tym bardziej okazuje się jak bardzo była im potrzebna...

Relacja ojca z synem

 Martin Vopenka w bardzo prosty sposób mówi o trudnych sprawach. W tej powieści mamy zawarte skomplikowane relacje rodzinne. Zaczynając od związku narratora z żoną, która w żadnym wypadku nie spełniała jego oczekiwań. Poprzez relacje z synem, która tak naprawdę zostaje zbudowana dopiero podczas podróży, gdzie oboje uczą się ze sobą żyć, poznają swoje zachowania, oczekiwania i nabierają do siebie zaufania. Mamy tutaj też zawiłą relację z resztą spowinowaconych i znajomych. Niby jak w każdej pokoleniowej rodzinie relacje z dziadkami skupiają się na wnukach, tak tutaj okazuje się, że gdzieś głębiej tkwi problem. 

" - Tato, tato zobacz, tu, na tym domu, mają serce! - zawołał nagle Beniamin z entuzjazmem.
   - Aha - udałem zaskoczenie.
   Przez chwilę milczał. Właściwie to przez całkiem długą chwilę.
  - To chyba znaczy, że tam mieszkają dobrzy ludzie. którzy kochają innych prawda, tato? - zapytał w końcu. 
  - Tego nie wiem, Beniaminie - musiałem zepsuć mu radość - Obawiam się, że to serce umieścili tam tylko po to, żeby przyciągnąć ludzi i zarobić pieniądze. Namalowane albo świecące serce jeszcze nie znaczy, że ktoś naprawdę kocha innych. Musisz być ostrożny i nie pozwolić się zbajerować. To ważne, abyś zrozumiał, kto rzeczywiście ma dobre serce, a kto oferuje jedynie jakieś oszustwo."                                                                (s. 55/56)


 Odkrywanie pragnień

Podczas podróży ojciec i syn zmniejszają dystans do siebie. Jest im ze sobą coraz lepiej, ale ojciec cały czas nie może się odnaleźć. Szuka spełnienia w najbardziej zwierzęcym instynkcie i postanawia skupić się na zaspokajaniu potrzeby bliskości seksualnej. Poprzez fragmenty powieści opisujące jak mota się sam ze sobą, ponieważ teraz jest odpowiedzialny nie tylko za swoje działania, ale także za swoje dziecko, przejawia się obraz człowieka zagubionego, a także pokazana zostaje najważniejsza potrzeba człowieka, potrzeba bliskości. Kiedy ma się obok siebie drugą, miłą sobie osobę, wszystko od razu inaczej wygląda. Ojciec zaraz po zaspokojeniu popada w wyrzuty sumienia, że myślał tylko o sobie, kiedy to jest odpowiedzialny za los dziecka. Ojciec coraz bardziej uświadamia sobie sytuację w jakiej się znalazł i zaczyna dostrzegać miłość rodzicielską, która do tej pory była dla niego tak oczywista, że zapominał o osobie syna, skupiając się na samej rodzinie jako całości.

Zgubienie się w Nieznanym

Finał powieści jest zaskakujący. Przez większość powieści autor przekazuje relację z trasy, ale od momentu, kiedy podróż ma się ku końcowi, do zakończenia i powrotu do domu mamy emocjonalny rollercoaster. Muszę przyznać, że na początku ciężko było mi się wgryźć w opowieść. Wiało trochę nudą, bo co może nowego wnieść książka o tym jak to ojciec i syn jadą sobie bez celu przed siebie. Ni to reportaż z drogi, ni to emocjonująca relacja z trasy, aż tu nagle bach! Ostatnie 120 stron pokazuje po co jest cała powieść. Żeby nie spojler-ować, nie chcę pisać co się wydarzyło, najlepiej sami przeczytajcie, możecie się tylko domyślać, ale poza rozwojem sytuacji i tym, że znamy zakończenie, całość ładunku emocjonalnego skacze jak na trampolinie. Mamy wloty i upadki, psychologiczna warstwa jest skrojona na miarę, a epilog stawia kropkę nad i. Mariusz Szczygieł, który jest pomysłodawcą całej serii Stehlik powiedział, że to jest najpiękniejsza powieść o relacji ojca z synem. Patrząc na całokształt nie można się z tym nie zgodzić. Jedynym zarzutem w stronę autora jest delikatne popadanie w banał i oczywistość, mam tutaj na myśli symbolikę dat 6 grudnia, 24 grudnia, ale właśnie o symboliczne przedstawienie tutaj chodzi. 

"-Taką podróżą może być całe nasze życie - odpowiedziałem mu obrazowo, choć wiedziałem, że zrozumie to jako konkretne odniesienie do tej jednej podróży. Dla mnie w tej chwili było najważniejsze, żeby nie zniszczyć jego wyobrażeń i zarazem nie kłamać. - Jeżeli tylko będziemy chcieli, to ta podróż będzie trwała całe nasze życie."       (s. 110)

Polecam tę czeską powieść, z pewnością dostarczy wielu emocjonalnych wzruszeń, uniesień, przemyśleń. Za e book recenzencki dziękuję Wydawnictwu Dowody na Istnienie

 
 
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz