wtorek, 31 stycznia 2017

RECENZENCKI WTOREK "Tak to już jest"

Do czego prowadzi obsesja pragnienia, posiadania, doznawania? Czy łatwo jest ujarzmić dzikość ludzką, dzikość społeczną, dzikość serca, uczuć, marzeń? Tego dowiecie się sięgając po "Pragnienie" Richarda Flanagana wydaną przez Wydawnictwo Literackie.
 

Lady Jane, żona brytyjskiego odkrywcy, który zniknął z całą wyprawą w poszukiwaniu Przejścia Północno - Zachodniego na Arktyce zwraca się z prośbą, a właściwie błaganiem o pomoc w ocaleniu wizerunku męża oskarżonego o kanibalizm do Charlesa Dickensa. Ten znajdujący się u szczytu sławy pisarz zagłębia się w życiorys sir Johna Franklina, pisze sztukę inspirowaną wydarzeniami z życia tej rodziny. Tym samym otwierają się mu oczy na swoje własne obsesje, toksyczne relacje i tłumione pragnienia.

 " - A zatem ta kochana mała nie ma matki, ojca ani żadnej rodziny?
    - Ma rodzinę szanowna pani, ale nie bliską. Tubylcy podchodzą do tych spraw w sposób bardziej swobodny, a jednocześnie bardziej skomplikowany niż my. Dla nas rodzina jest jak szur, dla nich zaś koronka"     (s. 73/74)

Za sprawą Lady Jane poznajemy historię pewnej Aborygeńskiej dziewczynki, nazywanej przez towarzystwo dzikuską. Mathinna zachwyca swoją energicznością, naturalnością i innością. Pani postanawia ją adoptować, tym samym zaspokoić swoje pragnienie posiadania dziecka, a także przeprowadzenia eksperymentu naukowego, chce zmienić dziką, nieokrzesaną dziewczynkę w dziecko z jej sfer. Czy to się uda? Jak to wszystko wpłynie na osieroconą dziewczynkę? Czy lady Jane zrozumie istotę człowieczeństwa? O tym przekonacie się czytając książkę Richarda Flanagana.


Wydana po raz pierwszy w 2008 roku powieść autora "Ścieżek północy", które zostały nagrodzone Bookerem, wychodzi na polskim rynku i z pewnością zyska przychylność czytelników. Pięknie zazębione dwie historie, do tego smaczek w postaci Charlesa Dickensa, wszystko w klimacie wiktoriańskiej Anglii z egzotyczną Australią z czasów Aborygenów. Zapraszam do przeniesienia się w rok 1840. 


Historia Mathinny, aborygeńskiej dziewczynki, którą poznajemy gdy ma lat siedem, a z końcem książki ma lat siedemnaście jest opowieścią tragiczną. Jej losy, to czego musiała doświadczyć, bo będą dzikuską prędzej czy później musiała poddać się ucywilizowaniu, wszystko to jest przykładem pragnienia ludzi do osiągnięcia władzy nad wszystkim dookoła. Od zarania dziejów człowiek pragnął podporządkować sobie otoczenie, tak by służyło mu do jego celów. Wynaturzenie przyniosło rozwój cywilizacji, ale i upadek duszy, uczuć, tradycji. Richard Flanagan w epicki sposób uświadamia nam jak bardzo barbarzyńscy potrafimy być, my ludzie.


Na uwagę zasługuje nie tylko sama opowieść, która nie pozostawia czytelnika obojętnym, skłania do refleksji, ale do tego jest napisana i skonstruowana w wyjątkowy sposób. Przeplatanie się losów lady Jane, Mthinny i Dickensa daje ogląd na całą sytuację z trzech wymiarów. Możemy śledzić jednego bohatera, współodczuwać z nim jego rozterki, doznawać wielu emocjonalnych wzlotów i upadków nie tracą niczego z pozostałych wątków. Jest to świetna konstrukcja filmowa, tylko czekać jak wytwórnie zechcą zekranizować tę książkę.

" - Mamy w życiu tylko kilka chwil (...) takich jak chwila radości  i zadziwienia drugim człowiekiem. Niektórzy powiedzieliby, że jest to chwila piękna czy transcendencji. (...) Albo, że taka chwila obejmuje wszystkie wzniosłe odczucia. Potem człowiek dochodzi do pewnego wieku i pojmuje, że ta jedna chwila (...) to było pani życie. Że takie chwile są wszystkim, całym światem. Z uporem myślimy jednak, że będą one miały wartość tylko wtedy, jeśli uda nam się sprawić, aby trwały wiecznie. Powinniśmy żyć dla takich chwil, jesteśmy jednak tak zaabsorbowani pogonią za czymś innym, za przyszłością i za kotwicami, które ściągają nas w dół, że czasem nawet nie widzimy tych chwil takimi jakimi są"   (s. 169) 

Mnie urzekła nie tyle samą opowieścią, co elementami konstrukcji. Przemycone zostały tutaj wydarzenia historyczne bez zbędnego patosu. Nic tutaj nie jest przedstawiane z glorii i chwale, ale właśnie od najciekawszej strony, od zaplecza. Bo wszyscy wiemy, że nie rzadko za pięknymi fasadami, kryją się mroczne zaułki. Nie przypadkowo na zdjęcia do tego postu umieściłam czarnego łabędzia. Jego symboliczne i mitologiczne znaczenie w całej powieści jest esencją tej książki. Ale żeby dowiedzieć się o co dokładnie mi chodzi, musicie sięgnąć do tej książki. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

3 komentarze:

  1. Wciąż jestem po wrażeniem tej książki! Tyle ważnych wątków zawartych w tym tytule. Niebywała!

    Zapraszam także na moje wrażenia polekturowe: http://kulturalnykogel-mogel.blogspot.com/2017/01/pragnienie-richard-flanagan.html#more

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam ostatnio o tej książce i bardzo mnie zainteresowała. Mam ją na uwadze.
    gabRysiek recenzuje

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacyjna książka, wywarła na mnie ogromne wrażenie. Pisałam pracę magisterską o współczesnej literaturze australijskiej, a konkretniej o tym, jak współcześni pisarze australijscy "przepisują" historię swojego kraju, przepracowują ją i na nowo odkrywają. Tej książki Flanagan jeszcze wtedy nie napisał, ale jego "Księga ryb Williama Goulda" też wspaniale wpisuje się w ten temat :)

    OdpowiedzUsuń