środa, 30 listopada 2016

WTORKI Z REPORTAŻEM #9 Wyspa

Słysząc słowo wyspa, zwykle przywołujemy obraz sielankowego wypoczynku, gdzieś gdzie jest ciepło, niebo przejrzyście błękitne, woda krystalicznie bezbarwna, dookoła palmy, wygodne leżaki, kolorowe drinki z parasolkami i wesoła muzyka. Niestety ten obraz nie zawsze jest zgodny z prawdą. Dziś opowiem Wam o Lampedusie, wyspie opodal Włoch, gdzie oprócz sielankowego wypoczynku, codziennie rozgrywają się ludzkie dramaty i walka na śmierć i życie.





Lampedusa jest znakiem wodnym. Jak Wenecja albo Sycylia. (...)
Mogłyby nie istnieć. Byłyby wtedy abstrakcyjnym obrazem oderwanym od artysty i jego zamiaru. Archaiczną grafiką, która zagęszcza cały świat - widziany i domyślny, historyczny i symboliczny. Pojedyncze życia - nasze i cudze - bratersko powiązane ze sobą i z nami, którzy patrzymy"                               (s. 7)






Lampedusa, to wyspa należąca terytorialnie do Włoch, tutaj obok plaż wypoczynkowych dla turystów rozgrywają się codziennie ludzkie dramaty. Wszystko za sprawą położenia wyspy. Jest ona najbliżej wysuniętym punktem Europy od wybrzeża Afryki. Lampedusa jest miejscem, gdzie każdej nocy przypływają łodzie emigrantów uciekających przed wojną, dramatem życia, w pogoni za lepszym życiem. Uciekają przez morze na łodziach zupełnie  nie przystosowanych do takich transportów, niejednokrotnie godzą się na zaryzykowanie życia, by tylko uciec.

Jarosław Mikołajewski w reportażu o emigrantach pokazuje to co jest pomijane we wszystkich debatach, rozmowach, negocjacjach dotyczących przyjmowania bądź nie przyjmowania uchodźców w Europie, mianowicie człowieczeństwo. Wszędzie mówi się o liczbach, numerach, jednostkach osobowych, ale nie widzi się głównego problemu jakim jest dramat człowieka ratującego swoje życie. 

Opowieść o tej małej wyspie, którą da się obejść na piechotę w ciągu jednego dnia jest opowieścią o ludziach ogromnego serca. Tutaj istnieje niepisana umowa milczenia. Oficjalnie nikt nic nie wie, natomiast rzeczywiście grono ludzi zaangażowanych jest w ratowanie transportów jakim udaje się dotrzeć tutaj. 

"Wielki przypływ" to ogromny reportaż zamknięty w maleńkiej książce. Sposób przekazania tego wszystkiego jest niesamowicie wylewny, dyskretny i przejmujący. Dramat ludzi uciekających i ogromne serca ludzi, którzy ryzykują wszystko by uratować choć jedną osobę. Dla nich nie liczy się kto jest z jakiego kraju, kto ile ma lat, oni ratują wszystkich. 

Po tragedii w październiku 2013 roku, kiedy zginęła cała załoga łodzi, trzysta sześćdziesięcioro sześcioro ludzi, świat zwrócił uwagę na skalę zjawiska, ale teraz mało kto już o tym pamięta. Ja po tej książce nie mogę się otrząsnąć. Ogrom uczuć jakie tam targają czytelnikiem jest potężny. Dawka emocji jest niewyobrażalna. Już na zawsze pozostanie we mnie obraz lekarza, który ratuje ludzi w dzień w szpitalu, a nocą chodzi na pomost, bo znów widać transport... jak sam powiedział, jest też lekarzem, który widział najwięcej umarłych ludzi w życiu... oby nikt z nas nie musiał nigdy takiego widoku doświadczyć...

Skala zjawiska intryguje mnie od początku, nie rozumiem i nie zrozumiem nigdy przesłanek mówiących o braku szacunku do ludzi uciekających przed wojną. Pomoc ze strony świata jest zerowa, problem wojny w Syrii jest zamiatany pod dywan, nie próbuje się zażegnać konflikt, tylko gdzieś upchnąć ludzi, którzy chcą po prostu normalnie żyć tak jak my. Nie rozumiem jak to się stało, że nie potrafimy pomyśleć co muszą czuć ci ludzie, którzy zostawili wszystko co do tej pory było dla nich ostoją bezpieczeństwa i decydują się na morderczą podróż przez wodę. Jak szybko świat zapomniał jaki dramat rozgrywał się zaledwie 70 lat temu...

Polecam wszystkim, absolutnie wszystkim reportaż Jarosława Mikołajewskiego. "Wielki przypływ" to tytuł tak dobrze odzwierciedlający problematykę, że nie sposób przejść obok obojętnie. Lektura obowiązkowa!

Recenzja powstała we współpracy recenzenckiej z wydawnictwem Dowody na Istnienie
 



1 komentarz:

  1. Wyspa musi być piękna!! I chętnie sięgnę po książkę-to uwielbiam w blogach, można natrafić na ciekawe pozycje :)

    OdpowiedzUsuń