sobota, 27 sierpnia 2016

WAKACJE Z KSIAŻKĄ #9 Siedem lat później...

Nadszedł czas na ostatni wpis z cyklu wakacyjnego, to ostatni piątek, a właściwie weekend wakacji. Dziś za sprawą książki, która jest zapisem rozmowy, chcę wam zaproponować podróż w czasie. "Siedem lat później" Doroty Wellman i Janusza Leona Wiśniewskiego.

Nie wiem jak wy, ale ja znam dobrze obie osoby z okładki. Dorota Wellman skradła serca wielu widzów w programie śniadaniowym, ale dla mnie jest również wielbicielką i miłośniczką literatury. Zwróciła moją uwagę, gdy podczas rozmów o książkach w cyklu "Książki na weekend" rozmawiał z Anną Dziewit-Meller o książkach. Wtedy zobaczyłam jak bardzo kocha książki, a cóż jest piękniejszego niż miłość do literatury? :-) Janusz Leon Wiśniewski zagościł w moim literackim świecie 15 lat temu, kiedy wyszła "S@motność w sieci". Wiem, że autor nie lubi tej metki, bo to jest taka sama szufladka jak kojarzyć aktora tylko z jedną rolą w serialu, ale nie sposób nie wspomnieć o tej książce, skoro to od niej zaczęła się dla mnie epoka Wiśniewskiego. Pamiętam, że uderzył mnie ogrom zjawisk po tej książce. Wyszło nawet drugie wydanie z listami od czytelników do autora po przeczytaniu tej książki, było to wydarzenie kulturalno-życiowe. Książka trafiła w czasy, gdzie dopiero zaczynały się rodzić znajomości internetowe, teraz to trochę abstrakcja, bo każdy z każdym komunikuje się w sieci, ale 15 lat temu było to coś niesamowicie emocjonalnego, był dreszczyk emocji, pamiętam jak czekało się z zapartym tchem, wpatrując się w ekran monitora i migające trzy kropeczki, oznaczające - rozmówca pisze wiadomość. 

Dorota i Janusz przyjaźnią się od dawna. Już kiedyś, dokładnie siedem lat temu zapisali swoje rozmowy i wydali w formie książki. Teraz spotkali się ponownie. Co się zmieniło po siedmiu latach, jak teraz patrzą na siebie i to gdzie doszli, o czym marzą i czego się boją, o tym wszystkim jest ta książka.

Lubię bardzo oglądać wywiady z pisarzami. Zupełnie inaczej czyta się później ich książki. Zwraca się uwagę na stronę wewnętrzną zapisanych słów, a nie tylko na sucho podaną historię. Dlatego też bardzo dobrze czytało się tę rozmowę. Wejście w świat wewnętrzny jakiejś osoby, to możliwość poznania jej myśli, choć trochę wyobrażenia sobie co czuje, co by zrobiła w jakiejś sytuacji, daje to możliwość wyczucia wrażliwości na pewne aspekty, a także zrozumienia wyborów czy zachowań. 

Dorota Wellman zachowuje się tutaj jak na rasową dziennikarkę przystało. Ciągnie za język, krótkimi pytaniami potrafi wydobyć z człowieka naprawdę wiele. Za to Janusz L. Wiśniewski poddaje się rozmowie i daje z siebie wyciągnąć wiele informacji. Można go tutaj poznać od każdej strony.

Jedynym do czego się tutaj przyczepię to jednostronność wypowiedzi, nie jest to stuprocentowa rozmowa dwójki przyjaciół, ale klasyczny wywiad.  O Dorocie Wellman nie dowiemy się zbyt wiele poza tym, że kocha literaturę i ma wiele sympatii do Janusza Wiśniewskiego. Ten zaś opowiada co się zmieniło u niego przez te siedem lat, jak odczuwa upływający czas, jak zmienia się odbiór jego książek, zdradza co jeszcze zamierza osiągnąć i jakie ma plany dla siebie na przyszłość tę dalszą i tę bliską.

Polecam wszystkim, którzy nie tylko sympatyzują z autorami, ale także wszystkim, którzy chcą poznać pisarza od jego nabardziej intymnej strony. 

Razem z książką jest również bardzo fajna akcja internetowa - SIEDEM LAT PÓŹNIEJ. Wystarczy zrobić sobie zdjęcie z kartką na będzie hasło: #spotkaniepolatach #siedemlatpóźniej , następnie udostępni się to zdjęcie w mediach społecznościowych na facebooku czy instagramie i oznaczy się znajomych z którymi chciało by się spotkać za siedem lat. Zachęcam do wzięcia udziału, szczegóły na stronie LINK DO WYDARZENIA Spotkanie po latach:
http://bit.ly/SpotkaniePoLatach

Z A P R A S Z A M !

środa, 24 sierpnia 2016

LATO Z REPORTAŻEM #9 Co ma do przekazania saudyjska księżniczka?

Podróżujemy przez dalekie kraje, ale jakoś ostatnio wiele książek, które mnie w jakiś sposób zaciekawiają dotyczy tematyki Arabskiej, Emiratów Arabskich, petrodolarów i dalekowschodniej kultury.
Dziś chcę wam przekazać to, co ma nam do powiedzenia księżniczka saudyjska w książce "Sekrety księżniczki" Jean Sasson. Premiera wydawnicza znak.com.pl będzie 14 września. Dziękuję wydawnictwu za zaufanie i możliwość czytania przedpremierowo.


"Sekrety księżniczki" są kontynuacją "Łez księżniczki" tej samej autorki. Na początku, przyznaję, nie było mi łatwo wejść w kontekst wypowiedzi, ponieważ narratorka, sama saudyjska księżniczka nawiązuje i mówi w sposób zrozumiały tylko dla osób znających część pierwszą. Ja nie czytałam "Łez księżniczki", ale po tej lekturze już zakupiłam pierwszą książkę, bo jest to mocna lektura.

Gdybym miała określić gatunkowo tę pozycję, to jest to na pewno non fiction, ponieważ wydarzenia opisywane są bardzo świeże i aktualnie się dziejące. Ale jest to też forma krzyku duszy, fabularyzowane zapiski dziennikowe, sprawy, o których trzeba głośno powiedzieć. Sama narratorka Sułtana Al Su'ud mówi, że w kulturze arabskiej podstawową cechą jest umieć milczeć i nie wyjawiać sekretów, ale dla dobra świata i świadomości musiała powiedzieć o tych sprawach.

Poznajemy tutaj wycinek rodzinnych spraw dotyczących działalności charytatywnej na rzecz ochrony kobiet na świecie, jakimi zajmuje się Sułtana i jej córki. Zważając na możliwości finansowe jakimi dysponuje rodzina królewska, bo do takiej należy księżniczka, angażuje się w pomoc kobietom, które doświadczyły okrucieństwa. 

Problem, który mnie szczególnie zaniepokoił i pokazał ogrom różnic kulturowych to dziecięce żony. W krajach arabskich nie ma ograniczenia wiekowego co do zawierania małżeństw, dlatego często zdarza się, że czterdziestolatek poślubia dziewięcioletnią dziewczynkę, która musi podjąć wszelkie obowiązki, również cielesne w stosunku do męża. To jakie spustoszenie w psychice takiego dziecka, nieprzygotowanego na dorosłe życie, sieje jest niewyobrażalne dla nas. Mnie to ogromnie smuci, ale buduje fakt, że takie osoby jak saudyjska księżniczka podjęły próbę zmiany utartych zachowań w tradycji arabskiej.

Momentem, w którym na dobre wsiąknęłam w lekturę tej książki był list od córki przebywającej w obozie dla uchodźców z Syrii. Młoda księżniczka Maha pomagała dzieciom, których świat runął i to dosłownie. Przy tej okazji pokazano również problem jakim jest państwo islamskie, a także wyjaśniono w czym jest problem. 

Dla mnie ta książka była trudną, ale bardzo wartościową lekturą, może nie należy do literatury wielkich lotów, ale ma do przekazania wiele ważnych spraw. Między innymi to, że my ludzie zachodu nie jesteśmy w stu procentach zrozumieć kultury arabskiej, dla nas zawsze będzie ona budziła jakiś strach, bunt, nigdy tak do końca się z tym nie oswoimy i nie wynika to z ksenofobii, czy rasizmu, ale z różnic kulturowych, które dzielą nasze zachowania od tamtych zachowań. Kolejnym aspektem jest chociażby ogrom bogactwa. Księżniczka nie mówi na miejsce zamieszkania dom, ale pałac, a ma ich sześć. Są to sprawy nie do przełknięcia tak ot. Ale ważny jest też sposób wykorzystywania możliwości finansowych, chociażby udostępnienie w skromnym geście kilku samochodów z prywatnymi kierowcami lekarce, by mogła swobodnie udzielać pomocy, ponieważ w Arabii kobiety nie mogą prowadzić samochodów.

Na końcu książki mamy bardzo pomocne wyjaśnienia, po pierwsze słowniczek, po drugie krótkie opisy sytuacji w krajach wschodnich i wydarzenia aktualne przedstawione chronologicznie. 

Lektura tej książki nie należy do lekkich i przyjemnych, ale ja nie wystrzegam się trudnych tematów, bo zamiatanie przemilczeniem nie sprawi, że ich nie ma. Warto jest dowiadywać się tego, co się dzieje na świecie, a także patrzeć na wydarzenia z różnych punktów widzenia. Bo czytanie poszerza horyzonty!

piątek, 19 sierpnia 2016

WAKACJE Z KSIĄŻKĄ #8 W Polsce też może być Paryż

Dzisiejsze polecenie jest książko-poradnikiem. A jako, że temat macierzyństwa nie jest mi obcy to chętnie polecę książkę, która pomogła mi zrozumieć pewne sprawy. Dziś na regał wskakuje "W Paryżu dzieci nie grymaszą" Pameli Druckerman.


Dlaczego ta książka mnie w ogóle zainteresowała. Powód jest prosty, jak to każda matka lubię poczytać co? jak? dlaczego?. Poleciła mi ją Natalia z bloga Świat Tomskiego - POLECAM! Żałuję, że nie odkryłam jej przy pierwszej ciąży, ale cóż. Od razu mówię, nie jest to taki klasyczny poradnik mówiący tak rób, a tak nie rób. Jest to fabularyzowana opowieść o macierzyństwie we Francji. Jak się okazuje różnice pomiędzy matkami francuskimi a amerykańskimi, w tym także i polskimi jest znacząca.

Ja uświadomiłam sobie dzięki Druckerman kilka ważnych elementów, zobaczyłam błędy jakie popełniłam, tak nie wstydzę się przyznać, żę jako matka popełniłam błędy i tym samym odniosłam w penwnych sferach porażkę. Na szczęście udało mi się również pewne sprawy naprostować. Chodzi mi głównie o kwestie spania dziecka, temat długi i szeroki, a także jedzenia. 

Jest to książka nie tylko dla kobiet w ciąży, nie tylko dla matek, ale również, a nawet by powiedziała, że przede wszystkim dla każdego kto choć raz zdenerwował się na jakiekolwiek zachowanie matek z dziećmi, został zirytowany zachowaniem dzieci w miejscach publicznych lub nie rozumie zjawisk panujących np. w parkach i przy placach zabaw. 

Szczerze i gorąco polecam, nie tylko na wakacje, ale jest to humorystyczna opowieść o macierzyństwie, rzecz dająca do myślenia w kwestiach macierzyństwa, a także fantastyczny poadnik.
P O L E C A M!

wtorek, 16 sierpnia 2016

LATO Z REPORTAŻEM #8 zderzenia polsko-obce

Temat obcego, innego, przybysza, nieznanego jest obecny w mediach od dłuższego czasu. Nie sposób nie znaleźć odnośników w literaturze. Dziś polecam reportaże Marty Mazuś "KRÓL KEBABÓW".


Autorka znów zaskoczyła mnie zjawiskiem. Oczywiście, że zauważalne chyba dla każdego jest pojawienie się dookoła obcych twarzy. Napływ ludzi wschodu, targarzy i Wietnamczyków sprzedających rozmaite towary na bazarkach to nie jest nowe zjawisko, ale zaplecze tego wszystkiego nie jest już tak dobrze znane. 

Przyznam szczerze, że nie zastanawiałam się nigdy skąd ci ludzie biorą towar, w jaki sposób zatrudniają ludzi do swoich sklepów, jak rozwinęła się siatka biznesowa, bo to, że często są to biznesmeni umiejętnie lawirujący pomiędzy przepisami polskiego prawa tego nie da się ukryć.  Tutaj pojawia się też miejsce w Polsce, gdzie jest centrum towarowe - Wólka Kosowska. 

Marta Mazuś podjęła nie tylko temat handlu, ale zaczęła rozmawiać z obcokrajowcami z mniejszości narodowych mieszkającymi w naszym kraju. Otwiera w ten sposób oczy, które choć patrzą nie widzą tego co dzieje się tuż obok. 

Dla mnie ten zestaw historii jest naprawdę pouczający. Ja przeczytałam tę książkę w zeszłym roku, ale odświeżyłam ją niedawno, ponieważ nabrzmiewają głosy w sprawie uchodźców, ataków, nagonka na obcość trwa w najlepsze, a mało kto widzi w tych ludziach ludzi. 

Reportażem z tego zbioru, który mnie szczególnie zaciekawił jest historia Cygana - tak sama o nim pisze autorka, proszę mnie nie hejtować za używanie słów obraźliwych, o pseudonimie Drago, który mieszka w Andrychowie, mieście w województwie małopolskim, niedaleko Wadowic. Jest to rzut beretem obok mojego miejsca zamieszkania, jestem tam średnio raz na dwa tygodnie, to też szczególnie teraz patrzę na to co tam zastaję. Wojny Cyganów w tym miejscu to nie nowość. Konflikt na tle rasowym wybucha tam co kilka lat. Jest to dosyć specyficzne miejsce bo łączy środowisko kibicowskie, a obok jest ogromna ilość Romów mieszkających tam od lat, a jak wiadomo te dwie kultury nie mają ze sobą po drodze.

Inny, obcy zawsze budził i będzie budził w ludziach poczucie zagrożenia, strach przed nieznanym. Aby się otworzyć na ludzi trzeba wyjść poza strefę komfortu, a w dzisiejszej kulturze życia nie jest to takie proste, ponieważ wszystko jest hermetyczne, strzeżone, zabezpieczone. Obcy nie są mile widziani nie tylko jeśli mają inny kolor skóry, czy kształt oczu.

Jeśli chcecie zastanowić się na tymi zagadnieniami to polecam książkę Marty Mazuś. Jeśli nie zastanawialiście się nigdy nad tym co pod skórą mają ludzie sprzedający wam codziennie kebaby na ulicy to warto się na chwilę zatrzymać, odwrócić oczy i pomyśleć. Zobaczmy w ludziach ludzi!

piątek, 12 sierpnia 2016

WAKACJE Z KSIĄŻKĄ #7 W Stumilowym Lesie...

Lubicie Kubusia Puchatka? Ja lubię, ba nawet kocham! Te nieporadny miś o niewielkim rozumku ma szczęście do przyjaciół, którzy ratują go z opresji i prowadzą przez życie. Jednym z przewodników jest Krzyś. Ale czy zastanawialiście się kiedyś jak dalej potoczyło się życie tego małego chłopca? Przedstawiam książkę, którą dopiero mam zamiar przeczytać, ale która mam wrażenie idealnie nadaje się na polecenie na wakacje.


Jak można przeczytać na stronie lubimyczytać.pl:
"Zamykasz oczy i świat znika… A może jesteś tylko bohaterem czyjejś bajki? Życie Christophera Robina Milne’a, syna człowieka, który dał światu Kubusia Puchatka nie jest bajką. Był maltretowany przez sławnego ojca, walczył na frontach II wojny światowej. Obecnie prowadzi księgarnię, w której z założenia nie sprzedaje książek ojca. Wszystko się zmienia, gdy przypadkowo znajduje plakat z Kubusiem Puchatkiem, będący zaproszeniem na wiec protestacyjny w Paryżu w roku 1968. Znany całemu światu jako uroczy chłopiec z bujnymi włosami i wymyślonymi przyjaciółmi, dorosły Christopher stoczy walkę o zdefiniowanie siebie i swojego życia w cieniu ojcowskiego mitu. Douglas Lain łączy poezję z polityką, baśniowość z przemocą, prawdę z fikcją. Paryż 1968 z Wall Street 2012 oraz Kubusiem Puchatkiem."

Mnie te słowa zaintrygowały, poza tym ta okładka... po prostu muszę to przeczytać. Recenzja wkrótce! POLECAM i Wam!

wtorek, 9 sierpnia 2016

LATO Z REPORTAŻEM #7 ZEA

W ramach podróży wakacyjnych zapraszam wraz z Aleksandrą Chrobak na odwiedzenie ZEA, czyli Emiratów Arabskich, a konkretnie Abu Zabi, gdzie autorka spędziła kilka lat.


Aleksandra Chrobak zawarła w swojej książce, która moim zdaniem nie jest stuprocentowym reportażem, ale raczej wspomnieniami i spostrzeżeniami spisanymi podczas mieszkania w chyba najbardziej kontrastowym i najbardziej zaszufladkowanym w stereotypy europejskiego myślenia kraju, jakim są Zjednoczone Emiraty Arabskie. 

Do tej pory, kiedy słyszałam Arabia, Emiraty, Dubaj, zawsze wyobrażałam sobie bogato zdobione tradycyjne stroje, kobiety zasupłane w abaje, z małą szparką na oczy, z mężczyznami rządzącymi wszystkim, oczywiście przed oczy podchodzą wieżowce zbudowane za petrodolary. Ale okazuje się, że jeak wszystko niepoznane ma pod spodem wiele warstw. Aleksandra Chrobak pokazuje to czego sama doświadczyła i co sama zauważyła.

Tytułowe "Beduinki na Instagramie" są jednym z takich zachowań, które nam nie mieszczą się w normach europejskich. Bo kto rozumie kulturę innego kraju, odmienną w każdym aspekcie, choć niejednokrotnie kryje w sobie prawdy mające podłoże w tradycji? Kobiety na całym świecie mają potrzebę bliskości, adorowania, bycia traktowaną jak księżniczka. W Emiratach jest to dosyć specyficznie okazywane. Kobiety w Emiratach mogą korzystać ze wszystkich dobrodziejstw zachodniej kultury (noszą torebki, byty najmodniejszych projektantów), ale tylko na warunkach ustalanych przez męża, brata, ojca. Instagram jest narzędziem ułatwiającym komunikację pomiędzy dwoma osobami, które chcą po prostu ze sobą porozmawiać, czy nawiązać jakąś relację. Podobnie jak galeria handlowa. To miejsce, gdzie mężczyźni idą na łowy i to dosłownie. Polują na partnerki czasem na potrzebę chwili, a czasem na życie. Takie zachowanie w naszej kulturze byłoby postrzegane za dosyć dziwne. Ale w miejscu gdzie normalne kontakty pomiędzy kobietą, a mężczyzną są zakazane jest to forma naginania kulturowych obyczajów do zmieniających się czasów.

Czytając książkę Aleksandry Chrobak uświadomiłam sobie jak ważnym jest stwierdzeniem jest powiedzenie "twarzą w twarz". W kulturze zachodniej rozmowa z patrzeniem w oczy, a także rozczytywaniem z gestykulacji twarzy jest czymś normalnym. Ciekawym doświadczeniem podzieliła się autorka opisując jak rozmawia się z kobietą zakrytą od stóp do głów, gdzie za czarnym materiałem słyszy się tylko głos, którego nie można dopasować do twarzy, wieku, osoby.

"Beduinki..." są przewodnikiem pełnym podpowiedzi jak się poruszać po świecie Emiratów. Jest tam bardzo dużo uwag i opisów w jaki sposób czytać znaki krajobrazu, czy symbole ubioru, które dla naszej kultury nic nie znaczą. Jest to bardzo egzotyczne, a zarazem praktyczne, ponieważ my nie rozróżniamy różnicy pomiędzy nikabem a hidżabem.

Chciałam jeszcze zwrócić uwagę na piękne acz symboliczne zdjęcie na okładce. Jest na nim przedstawiona autorka, która stoi na tle Białego Pałacu/Meczetu Szejka Zajeda, który doprowadził kraj do wielkiego bogactwa rozdając majątek zgromadzony w pałacu narodowi. Jak otrzymałam książkę do recenzji stwierdziłam, piękna okładka. Ale kiedy przeczytałam książkę otworzyła mi się szufladka symboliki tej grafiki. Czarna suknia kobiety jest otoczona bielą Pałacu, a biały kolor to kolor zarezerwowany szczególnie dla mężczyzn. Jest nawet takie zdjęcie w środku, bo książka jest opatrzona ilustracjami obrazującymi życie w ZEA, gdzie kobieta w czarnej sukni i mężczyzna w białej szacie stoją obok siebie z telefonami w rękach. Wracając do zdjęcia okładkowego, jak również do opowieści o polowaniu na kobiety w galeriach handlowych to zdjęcie nabiera innego, symbolicznego znaczenia. 

Polecam opowieść o kraju dla nas nieznanym, innym, zasłoniętym. Bo warto poznawać literaturą!

Za książkę dziękuję wydawnictwu ZNAK.

sobota, 6 sierpnia 2016

WAKACJE Z KSIĄŻKĄ #6 "W Texasie wszystko jest większe..."

Kto z was lubi zagadki? Ja bardzo. A jeśli są to zagadki kryminalne w książkach to tym bardziej. Zapraszam na lekki kryminał Ricka Riordana (p.s. tak, to ten od Percy'ego Jacksona ) "Big Red Tequila"


Tress Navarre, główny bohater wyrusza śladem morderstwa z przeszłości w rodzinne strony. Dziesięć lat temu w niewyjaśnionych okolicznościach zginął jego ojciec, który pełnił funkcję zastępy szeryfa. Tress postanawia dojść prawdy. Przeprowadza się wraz z kotem o cudnym imieniu Robert Johnson do San Antonio w Texasie. Tam czekają na niego duchy przeszłości... Okazuje się, że nie ma tutaj zbyt wielu przyjaciół, a sprawa morderstwa z przeszłości nadal śmierdzi. Dochodzi do serii dziwnych zdarzeń, sam Tress uchodzi z życiem tylko dzięki swojej przebiegłości. Nagle zaginęła jego dawna dziewczyna. Jej rodzice odsuwają go od sprawy. Tress chce dowiedzieć się prawdy o śmierci ojca, to co się wydarzyło dziesięć lat temu nadal ma swoje dalsze ciągi. Okazuje się, że nic nie wygląda tak jak by się mogło wydawać, a ojciec, stróż prawa miał kilka innych spraw za uszami. Jakich, tego dowiecie się czytając tę książkę. Co kryje kominek w domku rodzinnym, czy Liliann żyje, kim jest Dann, a także co z tym wszystkim ma wspólnego chlebek bananowy? Wszystko rozwikła się w starej cementownii...

Jest to świetny kryminał, który zaskakuje zwrotnością akcji. Nagle okazuje się, że bohater mający jakieś znaczenie znika, miejsce akcji przenosi się w zupełnie inne rejony, a sprawy oczywiste przybierają inny obrót za sprawą tajemnic z przeszłości.

Napisałam w zajawce, że jest to lekki kryminał, ponieważ nie ma tutaj rzeki krwi i obrzydliwych zbrodni, jest za to zagadka kryminalna i wątki przeszłości mające ciąg dalszy w teraźniejszości. Ja właśnie takie kryminały lubię, ponieważ czytam je dla rozrywki pomiędzy cięższymi tematami. Podoba mi się również styl autora, jego śmieszne porównania nadają lekkości wydarzeniom, a podział książki na mniejsze rozdziały pozwala oderwać się i w łatwy sposób wrócić w czytane miejsce. Polecam, na wakacje gorący klimat Texasu jak znalazł!

wtorek, 2 sierpnia 2016

LATO Z REPORTAŻEM #6 Basrero humano/ludzki śmietnik

Dziś przypominam reportaże z Ameryki Łacińskiej. Podróże wakacyjne sprzyjają podróżom, poznawaniu świata, ale zachęcam do wyjścia poza kurorty o zobaczenia świata dookoła.



Szymon Opryszek, Maria Hawranek, "Tańczymy już tylko w zaduszki"

Ludzie, ich historie, ich życie, ich codzienność. Mówi się, że wszędzie ludzie tacy sami, a jednak życie bywa inne od tego co nam się wydaje. Kiedy słyszymy nazwy jakichś krajów, zwłaszcza tych odległych, bardzo często oceniamy je po stereotypach i prostych skojarzeniowych obrazkach. Meksyk – kolorowe sombrero, serenady grane przez ulicznych grajków. Peru – Machu Picchu. Kolumbia- telenowele i życie wyidealizowanych bohaterów znanych z ekranów TV. Tymczasem Maria Hawranek i Szymon Opryszek udowadniają, że obok kolorowej otoczki toczy się normalne życie zwykłych ludzi, bardzo często podszyte osobistymi dramatami. O ludziach, o życiu traktują w reportażach z Ameryki Łacińskiej „Tańczymy już tylko w Zaduszki” (Premiera 29.02.2015)

Przekrój przez różnorodność postaci jest szeroki. Odwiedzamy miasteczko ludzi, którzy po 40 roku życia zapadają na Altz
heimera. Choruje średnio co druga osoba w rodzinie, do tej pory nie odnaleziono przyczyny. W kolejnej lokalizacji spotykamy ekowioskę, w której rządzą kobiety. Są po przejściach, bardzo dramatycznych, ale teraz są już silne i wyzwolone. Zostajemy oprowadzeni po domu i okolicy gdzie mieszkał Gabriel Garcia Marques. Odwiedzamy kopalnię złota, gdzie pracujący tam ludzie mają swoje za uszami, mimo to nie mają wyjścia i muszą podjąć nielegalną i niebezpieczną pracę przy wydobyciu złota.

Całość historii mnie osobiście przytłacza smutnym wydźwiękiem dramatów ludzkich. Ale z drugiej strony bardzo cenię reporterski sposób na przekazywanie sytuacji zastanych. Oni docierają do sedna. Pokazują tok przyczynowo – skutkowy. Dzięki temu można zaobserwować determinanty jakie mają wpływ na ludzki los. Tak jak to było w przypadku opisanej historii życia policjantki nazywanej Mewa. Młoda, 28 letnia dziewczyna, matka czwórki dzieci mogłaby obdarować życiorysem kilka osób.

Sposób opisywania historii ludzkich jest bardzo przygnębiający i melancholijny. Wiele tutaj dramatów, ale takie jest właśnie życie. Zaskakujące, nieprzewidywalne i  rzadko przypomina obrazki znane z ekranów seriali telewizyjnych. Najlepiej obrazują to słowa ojca wspomnianej wcześnie Mewy, powiedział jej kiedyś: „ Mogę dać ci tysiąc i jedną radę, ale nie mogę niestety dać ci recepty na życie”(s. 133)
„ Tańczymy już tylko w Zaduszki”. Reportaże z Ameryki Łacińskiej Marii Hawranek i Szymona Opryszka, absolwentów UJ, reportażystów i blogerów polecam szczególnie osobom, które kojarzą te kraje jedynie z folderów biur podróży i reklam telewizyjnych. To także ciekawy zbiór nieznanych tradycji i lokalnych zwyczajów, jak tytułowe Zaduszki, czy obrzędy związane ze świnką morską.
Zapraszam do lektury. Warto poznawać świat takim jaki jest. Takim jaki spotykają go i widzą reportażyści. Warto podróżować, jeśli nie można fizycznie to za pomocą książek i relacji. A opisywane tutaj reportaże to najlepszy sposób na interesującą, choć smutną podróż. Polecam.