czwartek, 19 maja 2016

Każdy z nas jest trochę „Kwasowym Wandalem”


                                                               "Krivoklat" Jacek Dehnel

Wyobraź sobie, że pewnego dnia odkrywasz, że masz w życiu jakiś cel. Szczególny rodzaj zadania do wykonania. Misja do spełnienia, ale nie jakieś polecenie, tylko odgórnie nadane wyzwanie. Gdy to odkrywasz cieszysz się, że nareszcie wiesz, po co to wszystko. Ale szybko okazuje się, żę z normalnego człowieka robią z ciebie wariata. A każde zachowanie jest analizowane przez „specjalistów” i dopisuje się tobie jakieś drugie dno wszystkiego. „Krivoklat” Jacka Dehnela jest właśnie o takim człowieku.

Tytułowy bohater o austriackim nazwisku Krivoklat, w momencie gdy go poznajemy jest pacjentem zakładu chorych psychicznie, gdzie trafił po wielokrotnym zniszczeniu współczesnych dzieł sztuki, wyrządzając tym samym straty liczone w milionach euro. Szybko okazuje się jednak, że to normalny człowiek, tylko zagubiony po traumatycznych doświadczeniach życia. Chce zwrócić na siebie uwagę, chce zaistnieć, w końcu specjalnie chce trafić do zakładu chorych psychicznie, by manipulować lekarzami.
Konstrukcja bohatera jest bardzo ciekawa. Z jednej strony dostajemy zabawnego wariata, który wzbudza litość, ponieważ chcemy rozwiązać zagadkę, dlaczego oblewa obrazy znakomitych współczesnych malarzy dzewięćdziesięciosześcioprocentowym kwasem. Postać wydaje się być bardzo ograniczona i kontrolowana, tak przynajmniej stereotypowo myślimy o pacjentach szpitali dla chorych psychicznie. Szybko jednak orientujemy się, że autor pokazuje jego psychikę od środka. Poznajemy sposób mówienia, myślenia, bycia poprzez pierwszoosobową narrację i zauważamy, że to Krivoklat ma nad wszystkim kontrolę, a nie wszyscy nad nim. Bawi się w sprytnego manipulatora. Widzimy jego ciągi myślowe, gdy rozważa jak korzystnie wybrnąć z wandalicznego wybryku oblania kolejnego arcydzieła. Sposób konstruowania postaci jest bardzo zabawny. Wielokrotnie uśmiechnęłam się do zdań, jakie wypowiada narrator.

Jak na pierwsze spotkanie z Jackiem Dehnele jestem zaskoczona niuansami konstrukcyjnymi. Książka jest też bardzo ciekawie pomyślana. Nie posiada żadnego, ale to żadnego akapitu, czy odcięcia w tekście. Jest to lany blok tekstu. Taki sposób pisania sprawia wrażenie jakby wszystko co znajduje się na ponad dwustu stronach było jednym ciągiem myślowym. Dialogi są opowiedziane przez narratora. Wszystko sprawia wrażenie, jakby było pomyślane i powiedziane na jednym wdechu, jakby wyrzucano z siebie słowa. Działa jak mechanizm w nakręconej zabawce, którą jak się nakręci, to zatrzymuje się dopiero gdy mechanizm się zatrzyma.
Taki sposób wypowiedzi daje wrażenie jakby bohater był normalnym człowiekiem, to znaczy zdrowym psychicznie, tylko kreował siebie na wariata. Autor próbuje udowodnić nam, że się jednak mylimy, że pomimo śmieszności, Krivoklat ma jednak trochę nie wszystko poukładane na swoim miejscu w psychice, że działa nie impulsywnie, ale przemyślanie i z zamiarem. A to jest już zupełnie inny wymiar klasyfikacji czynów popełnionych.

Moją uwagę przyciągnął również język i stylistyka budowania zdań. Jak już wcześniej wspomniałam opisy i wielokrotne powtórzenia tych samych fraz dają humorystyczny wydźwięk, ale pokazują też dramatyzm psychicznych zawirowań bohatera.

W książce Jacka Dehnela jest też zawarty wspaniały katalog dzieł najwybitniejszych malarzy, artystów współczesnych i klasycznych. Możemy też poznać ciekawe miejsca, muzea, wystawy, wydarzenia kulturalne. Przez opisy przygotowań do kolejnych wypraw Krivoklata w celu oblania kolejnego arcydzieła dziewięćdziesięciosześcioprocentowym kwasem poznajemy historię sztuki. Ja jestem zachwycona tym zabiegiem literackim. Bardzo podobają mi się takie przemycania ciekawych zjawisk, czy pasji do książek.


„Krivoklat” Jacka Dehnela jest bardzo zabawną, ale z wydźwiękiem czarnego humoru książką, którą mogę polecić. Kolejny raz proza polska udowadnia, że inteligenci i ludzie obyci to często „wariaci z wyboru”.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz