niedziela, 16 sierpnia 2015

"Każdy skarb ma swoją cenę"





Myśląc o bogaczach tego świata przed oczami mamy milionerów z Hollywood, gwiazdy tzw. celebrytów, biznesmenów w idealnie skrojonych garniturach, szejków arabskich, ale na końcu pomyślimy o bogatych Chińczykach. Tamtejsi ludzie przywołują raczej wyobrażenia o biednych pracownikach, nękanej pracą ludności. A tymczasem chiński przemysł, a przede wszystkim eksport jest obecnie potęgą. To z kolei generuje bogatych przedsiębiorców. Ich majątki często wynikają z obrotu i sprzedaży banalnych i niepozornych produktów jak zupki chińskie, jak kauczuk, telefony komórkowe, cukier. To właśnie azjatyccy milionerzy inwestują i wydają swoje majątki w Europie, tym samym utrzymują wielu znanych na świecie projektantów, którzy bez prywatnych majątków i indywidualnych zamówień nie byliby w stanie osiągnąć światowego sukcesu, bo zwyczajnie nie mieliby na to funduszy. Te zagadnienia są tłem w powieści Kevina Kwana „Bajecznie bogaci Azjaci”.
A o jakich majątkach mowa w książce?
Wyobraź sobie, że jedziesz z rodziną do obcego kraju, podróż trwa wiele godzin. Wcześniej oczywiście dokonujesz rezerwacji w luksusowym hotelu. Na miejscu okazuje się jednak, że portier nie chce Was zameldować, bo jesteście Chińczykami. Dzwonisz do męża, opowiadasz o absurdalnej sytuacji. Okazuje się, że on zna właściciela hotelu. Po pół godzinie rzeczony właściciel osobiście wprowadza was do hotelu i przedstawia jako… nową właścicielkę. Tak, twój nieprzyzwoicie bogaty mąż kupił dla Ciebie ten hotel.  A to dopiero początek możliwości finansowych.
Na prawie 500 stronach poznajemy rozpisaną na rozdziały historię trzech bogatych azjatyckich          rodzin zamieszkujących Singapur. Akcja toczy się wokoło ślubu bogaczy – nazywanego w Azji Ślubem Roku. Na przyjęcie zorganizowane za bagatela 40 milionów dolarów ma przylecieć ze Stanów Zjednoczonych świadek Pana Młodego – Nick. Jest on dziedzicem jednej z fortun, ale żyje do tej pory skromnie w Nowym Jorku ze swoją dziewczyną Rachel. Wszystko zmienia się, gdy pojawiają się w Azji i zaczynają odkrywać w co grają tamtejsi milionerzy. Dla dziewczyny do ogromne zaskoczenie i szok, ponieważ nie sądziła, że Nick jest aż tak zamożny.
W około tej historii rozwiniętych jest wiele zabawnych, nierealnych, niewyobrażalnych wątków zaplątanych w sieci utkane z pieniędzy. Książka zaskakuje w wielu momentach. Na początku można się pogubić w nazwiskach, zależnościach kto jest kim dla kogo. Ale po kilku rozdziałach zauważa się doskonale rozpisany scenariusz. Każdy rozdział stanowi osobny wątek, niczym scena z filmu. Z resztą książka jest gotowym materiałem na produkcję azjatycko-hollywoodzką. Pojawiają się gotowe, bardzo obrazowe opisy miejsc, strojów houte couture od największych projektantów.
Kolejnym zaskoczenie jest warstwa humorystyczna. Dla normalnego zjadacza chleba fortuna o jakiej mowa w książce jest niewyobrażalna. Dlatego też takie elementy jak nazwanie wystawnego bankietu dla 300 gości kameralną uroczystością u babci, czy pierścionka zaręczynowego z 39 karatowym brylantem prostackim podarunkiem potrafi zszokować ale i rozbawić do łez.
Azjatycki świat bogaczy został również doskonale opisany przez warstwę smakową. Różnorodny wachlarz dań, przypraw, czy smaków pozwala na wizualne wyobrażenie każdego posiłku. Poza tym, nie od dziś wiadomo, że kuchnaia azjatycka jest najbardziej aromatyczna, najbardziej różnorodna, dlatego też nie dziwi wspomniany w książce efekt „kłótni o jedzenie są sportem narodowym”jak mówi jedna z bohaterek.
Bogactwo zawsze jest czymś pożądanym. Gdy myślimy o przyszłości zawsze wyobrażamy sobie siebie bogatych, w pięknym domu ze wspaniałym samochodem i przystojnym mężem milionerem. Niestety, jak głosi cytat z książki, który stał się tytułem tej recenzji „ każdy skarb ma swoją cenę”. Dlatego też, choć pozornie fortuny opisanej w powieści można zazdrościć, jest ona okraszona wieloma dramatami rodzinnymi i osobistymi. Od Astrid odchodzi mąż, jeden z bogaczy bardziej ceni ubrania od modnych projektantów, niż własne dzieci i żonę.  Poznajemy dramat rozgrywający się za ścianami zdobionymi złotymi ornamentami. Dowiadujemy się jakie tajemnice skrywają fortuny, jakie dramaty przechodzą bohaterowie ubrani w stroje od Vitona i Chanel. W tym świecie nawet ślub musi być dobrze przemyślaną inwestycją przeliczoną na konkretne pieniądze, które zapewnią dostatnie życie i sprostają oczekiwaniom.
W ostatecznym rozrachunku piękne, wystawne życie bogaczy posiada dwie strony. Jedną kolorową, strefę sukienek od Ivesa Sainta Lourenta, jachty, domy, prywatne samoloty. Oraz drugą tę zwyczajną szarą, dramaty rodzinne, ludzkie tragedie, nawet uczucia są na sprzedaż. Gorąco polecam powieść Kevina Kwana „Bajecznie bogaci Azjaci”. Otwiera oczy na świat znany z kolorowych magazynów, telewizji. Uświadamia kilka podstawowych prawd. Pokazuje co tak naprawdę w życiu się liczy. 
 

1 komentarz:

  1. DO tej pory spotykałam się z samymi negatywnymi recenzjami tej książki, dlatego też nie zdecydowałam się na sięgnięcie po nią.
    Ale mi osobiście bogactwo nie kojarzy się z czymś porządnym, a bardziej z rozpuszczeniem i nieświadomością.

    OdpowiedzUsuń