piątek, 22 czerwca 2018

RECENZJA / "Arystokratka na koniu" Evzen Bocek

Było już śmiesznie, było momentami groźnie. Była aklimatyzacja do nowego miejsca po przyjeździe z Ameryki. Był plan wyjścia z długów i ratowania rodzinnego majątku. Były przygotowania do wesela na zamku. Teraz pora na to co się działo po... a było niemniej ciekawie.

 

Maria Kostka nadal snuje opowieści o tym jak wygląda życie arystokratki na zrujnowanym finansowo zamku czeskim. Po weselu fanklubu Heleny Vondrackowej pozostał ogromny bałagan, ale to wydarzenie pomogło znacząco podreperować budżet rodzinny. Widać światełko w tunelu, a raczej w worku z pieniędzmi, którego strzeże nadal sknerowaty ojciec. Milada dwoi się i troi wymyślając co raz to nowe pomysły, by uatrakcyjnić zwiedzanie zamku Kostka, aż tu nagle pewnego dnia...

Nasz ogrodnik twierdzi, że ma ciśnienie jak żyrafa masajska. W encyklopedii zwierząt wyczytałam, że żyrafa masajska ma trzy razy wyższe ciśnienie niż człowiek, więc pan Spock prawdopodobnie wkrótce eksploduje.                                                           s.17


Jak to zwykle bywa w bajkowych opowieściach musi się coś posypać. Pewnego dnia zjawia się daleka krewna, która jest staruszką nie do końca odnajdującą się w rzeczywistości, za to świetnie pamięta dawne czasy Kostki, kiedy to zamek rozkwitał. Cioteczka wprasza się do zamku, twierdzi że ma prawo zamieszkiwać, a nikt z rodziny nie jest w stanie temu zaprzeczyć. Czy to się uda? Jak nowy członek rodziny zmieni życie na włościach? Czy to pomoże, a może wręcz przeciwnie, zaszkodzi w zwiedzaniu zamku przez turystów.

Ale gdzieby to nie było, sąd ostateczny z pewnością zaliczy nam na plus, że dbamy o zagubioną starszą panią. Może dbamy to nie jest odpowiednie słowo - ciocia większość dnia spędza w swoim pokoju, a ja czasem zaglądam, żeby sprawdzić, czy żyje.       s.110

Trzeci tom przygód arystokratki w niczym nie odbiega od dwóch poprzednich części tej opowieści.  Choć podchodziłam sceptycznie i ostrożnie do tego tytułu, bo pomyślałam ile można to ciągnąć? Czy to może jeszcze być zabawne? Czy to aby nie jest dopisywane na siłę na fali popularności całego cyklu? Ale muszę powiedzieć, że nie.  Trzeci tom w niczym nie jest gorszy, wręcz przeciwnie, ubawiłam się przednio. Czarny, makabryczny momentami, czeski humor to świetna rozrywka. Mogę wam polecić z pełną odpowiedzialnością.

----------------------------------------------

tytuł: "Arystokratka na koniu"

autor: Evzen Bocek

wydawnictwo: Stara Szkoła

liczba stron: 180

oprawa: miekka

data wydania: 26-01-2018

-------------------------------------------------------------


Za możliwość zrecenzownia całego cyklu o Arystokratce serdecznie dziękuję Wydawnictwu Stara Szkoła

                                      

wtorek, 12 czerwca 2018

RECENZJA / "Arystokratka w ukropie" Evzen Bocek

Czy można jeszcze bardziej rozbawić tą sama opowieścią? Czy można zaskoczyć? Co wspólnego ma Helena Vondraczkowa z peruką w zupie? Jeśli jeszcze nie znacie Arystokratki Marii i jej zwariowanej rodzinie, to nadrabiajcie zaległości i zobaczcie recenzję pierwszej części T U T A J <---


Po ostatnich wydarzeniach, rodzina Marii wtłacza w życie strategię ZAMKU TOTALNEGO. Rozpoczyna się sezon turystyczny i kolejne wyzwania. Rodzina nadal ma problemy finansowe, w związku z tym trzeba zadbać o turystów. Jak na złość nic nie idzie po myśli, a komizm sytuacyjny pokazuje absurd zdarzeń.

 Wprawdzie Józef potrafi przegnać swoją grupę po zamku w takim tempie, że bardziej to przypomina ewakuację przed pożarem niż zwiedzanie, ale na dziedzińcu i tak wciąż gromadzą się niezadowoleni goście domagający się natychmiastowego wpuszczenia na zamek.                                            s.40

Jeśli chcecie się pośmiać i doświadczyć niesamowitej podróży po zamku, gdzie z komina wyskakuje martwa pokojówka, gdzie dwa harty pilnują podziemi, gdzie opowieści jakie serwują nam właściciele nie zawsze mają wiele wspólnego z prawdą, to śmiało. Czeka was ubaw, czeka was niesamowita rozrywka.

Mechanik obserwował skaczący wóz z bolesnym grymasem na twarzy, a w chwili, gdy ojciec prawie wjechał w ścianę stajni, spytał, gdzie hrabia robił kurs prawa jazdy. 
- W Pakistanie - odpowiedział Józef, po czym mechanik wsiadł do swojego auta.   s.46

To o czym nie wspomniałam przy okazji recenzji pierwszej części, a co bardzo mi się spodobało, to forma zapisu powieści, jakby pamiętnikarska. Mamy daty, wydarzenia są zgodne z kalendarzem, wszystko się zgadza. Wydarzenia w "Ostatniej arystokratce" rozpoczynają się dokładnie siedem dni przed 5.12, a kończą 5.03. Druga część rozpoczyna się 6.03, a kończy 18.06. Przyspieszenie czasowe nie ujmuje akcji, wręcz przeciwnie dzieję się więcej, niż w pierwszej części.

- No przecież chyba nie będziemy kupować jeszcze chwastów? Coś rośnie w parku, nie? - przy czym zwrócił się do pana Spocka, który ojcu przytaknął:
- Rośnie. Trawa, mech i stokrotki.                                                                     s.80

Epizodem na jaki liczy damska część czytelników, a co jest niejako nieodzownym elementem zamków i księżniczek to wątek miłosny. Maria, główna bohaterka zakochuje się w Maksie. Wymieniają korespondencję, ale my poznajemy tylko listy pisane ręką Marii. to dodaje animuszu, a jak na złość Maks pochodzi z rodu jeszcze bardziej zadłużonego niż Kostkowie. Tutaj nie ma mowy o szczęśliwym zakończeniu. Chociaż kto wie. 


Przez całe popołudnie chodziliśmy z koszami po parku i zbieraliśmy granaty i kawałki butów. Józef nazywa to ruskim grzybobraniem.                                                       s.109
Polecam wam, bo choć z początku myślałam, że będzie to powielanie wątków, to jak się okazuje można zaskoczyć czytelnika i to wielokrotnie. Zaraz sięgam po trzecią część. Jej recenzja już jutro!

--------------------------------------------------------

autor: Evzen Bocek

tytuł: "Arystokratka w ukropie"

wydawnictwo: Stara Szkoła

liczba stron:212

oprawa: miękka

 

 -------------------------------------------------------------------

 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu Stara Szkoła

poniedziałek, 11 czerwca 2018

RECENZJA/ "Ostatnia arystokratka" Evzen Bocek

Jeśli choć raz w życiu pomyślałaś/ pomyślałeś sobie, jak by to było być księżniczką, księciem, mieszkać w zamku, czy być arystokratą, to ta książka jest dla ciebie. Jeśli lubisz się pośmiać z zupełnie absurdalnych sytuacji, to musisz ją przeczytać. A jeśli chcesz po prostu przeczytać lekką, zabawną opowieść o pewnej zwariowanej rodzince, to nie zastanawiaj się dłużej. 


Maria Kostka wraz z rodziną Kostków wraca z Ameryki do Czech, aby zamieszkać w odzyskanym majątku rodzinnym. Dziedziczą zamek wraz z gosposią, panią Cichą, która absolutnie cicha nie jest, a do tego jeszcze uwielbia raczyć się orzechówką w ilościach co najmniej zbliżonych do kilku filiżanek herbaty dziennie. Do tego jest kasztelan, pan Józef, który nie dość, że nie darzy sympatią nowych właścicieli, turystów i ogólnie ludzi to jeszcze nie omieszka wypowiadać swoich komentarzy na głos. Jest jeszcze pan Spock, który jest ogrodnikiem mało mającym wspólnego z tym zajęciem. 

Dziś prawdopodobnie poznałam kolejne czeskie wulgarne słowo. Brzmi ono kurwa, ojciec wymówił je ze spójnikiem o, wiec razem wyglądało tak: o kurwa. W słowniku znalazłam, że kurwa to wulgarne określenie prostytutki. Hasła o kurwa tam nie ma, ale według mnie w języku czeskim w ten sposób wyraża się zaskoczenie, lęk lub przerażenie, ponieważ ojciec akurat załatwiał transport lotniczy naszych skremowanych krewnych do Czech, a po chwili powiedział: "o kurwa".         s.9

Rodzina Kostków też nie jest mniej ciekawa. Maria, 19 letnia nastolatka, która wydaje się być najbardziej normalna z nich wszystkich, zaraz po przyjeździe na zamek dowiaduje się, że jej poprzedniczki dwie Marie zakończyły żywot nie mając lat 20. To nie napawa optymizmem. Ojciec Marii, nie dość, że sknera, to jeszcze bankrut na dorobku. Wszędzie widzi możliwość zarobienia pieniędzy, ale ciężką ręką później je wydaje. Matka, Amerykanka nieznająca czeskiego zgrywa hrabinę na pokaz. Do tego jest Milada, menadżerka z sąsiedniego zamku, która próbuje wdrążyć plan uratowania włości rodu Kostka. 

Milada odpowiedziała, że do nazwy jeszcze wrócimy, i zapoznała nas z badaniem na temat, co nie interesuje ludzi zwiedzających zamek. Zwiedzających zamek podobno nie interesują: obrazy 85%, meble 82%, daty 77%, rzeźby 76%, architektura 70%, nazwiska 68%, nic 47%.                                                                                       s. 169

Jak już możecie się domyślać po tym wstępie wydarzenia jakie mają miejsce na zamku są niebywale komiczne. Skandal goni skandal, a zuchwałość niektórych osób woła o pomstę do nieba. Czy uda się uchronić rodzinę przed bankructwem? Czy wszyscy wyjdą z tego cało i w jednym kawałku? Co będzie ze zmumifikowanym Pigmejem, komnatą Himmlera i jak bardzo wyrosną szczeniaki "podarowane" przez dobroduszną sąsiadkę. Tego i jeszcze więcej dowiecie się czytając "Ostatnią arystokratkę". 

Według pani Cichej zwiedzających interesuje tylko, gdzie są toalety i czy są płatne. Według Milady zwiedzających interesuje: duchy i straszydła i autentyczne przeżycia z nimi związane. Morderstwa i nieszczęścia, które miały miejsce na zamku (...). Pikantne historyjki z podtekstem erotycznym. Żywe zwierzęta (...) . Niedostępne przestrzenie (...). Żywi ludzie (...). Sławni goście(...).                                                                             s.170
Czeski humor w czystej postaci połączony z czarną komedią pomyłek i niebanalną historią. Wciąga na maksa, a do tego powoduje wybuchy śmiechu, a uśmiech nie schodzi z twarzy. Polecam, choć wiem, że jak to z czeskim humorem bywa nie wszyscy będą się dobrze bawić. Ale warto zaryzykować, bo to świetna rozrywka, zwłaszcza w sezonie letnim, gdzie zwiedzanie zamków zdarza się każdemu turyście. Od tej pory już żadna wizyta nawet na opuszczonym zamku nie będzie dla mnie taka sama. 

--------------------------------
  

tytuł: "Ostania arystokratka"

autor: Evzen Bocek

wydawnictwo: Stara Szkoła

liczba stron: 254

oprawa: miękka

data wydania: 2012

---------------------------------------------------------

 

Za możliwość przeczytania i otrzymania egzemplarzy recenzenckich serdecznie dziękuję Wydawnictwu Stara Szkoła. W kolejnych dniach wypatrujcie recenzji pozostałych tomów z serii o arystokratce. 



piątek, 8 czerwca 2018

RECENZJA / "Miejsce i imię" Maciej Siembieda

Tam gdzie przeszłość łączy się z teraźniejszością, na jaw zawsze wychodzą sprawy,o których dawno już zapomniano, lub chciano zapomnieć. Co łączy żydowskie groby, z diamentami, Polskę z Holandią, a to co było z tym co jest teraz? Zapraszam na recenzję. 


Jakub Kania, były prokurator IPN, otrzymuje zlecenie od Instytutu Pamięci Jad Waszem w Jerozolimie zlecenie odnalezienia miejsca pochówku holenderskich Żydów zamordowanych w niewielkim obozie koncentracyjnym na Górze św. Anny. Jak się okazuje, jest to przykrywka do odkrycia innych ważnych spraw, a za Instytutem stoją niebezpieczni ludzie z którymi lepiej nie zadzierać. 

(…) O to toczy się cała gra, która jutro zostanie rozstrzygnięta.
Okazuje się, że zwierzchnik obozu koncentracyjnego uruchomił w klasztorze nielegalny, ale opłacalny biznes - szlifiernię diamentów. To tutaj trafia Dawid Schwartzman, który został skazany za morderstwo jakiego się nie dopuścił. Jego talent szybko zostaje doceniony, a oryginalny czarny szlif urasta do miana legendy. 

- A my? – spytał Kuba. – Co my robimy na planszy tej gry?
- A my, panie prokuratorze – Teresa Barska spojrzała na niego z pełną powagą – my robimy swoje.

Maciej Siembieda stworzył doskonały thriller historyczny, który łączy w sobie wiele smaczków tak lubianych przez wytrawnych czytelników. Dla wielbicieli akcji, dostarcza odpowiedniego napięcia, które stopniowane jest do samego końca. Dla wielbicieli historii, przenosi nas do czasów Drugiej Wojny Światowej, ale robi to w ciekawy sposób, odkrywając to o czym głośno się nie mówi i o czym w podręcznikach do historii się nie przeczyta. Dla osób szukających wyrazistych bohaterów przedstawia losy Jakuba i Dawida, a także wielu pobocznych, pojawiających się bohaterów. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, co jest ogromną zaletą, bo sama historia jest ciekawa, a jej zakończenie zaskoczy chyba każdego. 

"Miejsce i imię" to moje pierwsze spotkanie z tym autorem. A to dlatego, że ja nie jestem wielbicielką książek z wielką historią świata w tle. Tutaj zaintrygował mnie wątek diamentów i dlatego sięgnęłam po ten tytuł. Absolutnie się nie zawiodłam, to był mile spędzony czas, a po "444" z pewnością i z chęcią sięgnę. 

-------------------------------------

autor: Maciej Siembieda

tytuł: "Miejsce i imię"

wydawnictwo: Wielka Litera

liczba stron: 448

data wydania: 14.03.2018


-----------------------------------------------------------------


Za egzemplarz recenzyjny dziękuję wydawnictwu Wielka Litera.

czwartek, 7 czerwca 2018

RECENZJA/ "Dżozef" Jakub Małecki

Jeśli obserwujecie mojego bloga od dawna to dobrze wiecie, że Jakub Małecki skradł moją duszę, wdarł się pod skórę i poruszył moją wrażliwość. Przeżyłam nie małe zdziwienie, kiedy wydawnictwo podało informację, że będzie wznowienie jego powieść napisanej przed 10 laty. "Dżozefa"przeczytałam w jeden wieczór.  Czy to dobrze świadczy? Przeczytajcie dalej.



Warszawski szpital. Na oddział ortopedii trafia Grzegorz, który niefortunnie został napadnięty, okradziony i pobity.  Ma złamany nos, wizję zabiegu, którego boi się panicznie, nadopiekuńczą matkę, małomównego ojca i brak pomysłu na życie. Leży na sali z trzema dziwnymi typami. Każdy ma inną historię, przypadłość czy styl bycia. Czy Grześ wyniesie z tego pobytu coś więcej niż tylko naprostowany nos?

 Ileż to już razy moja koksiarska aparycja utrudniała mi życie: w sklepie, w tramwaju, w salonie dostawcy internetu - wszędzie spoglądano na mnie takim wzrokiem, jakbym się właśnie szykował, by rabować, palić i gwałcić.                                                   s.13
Jakub Małecki po raz kolejny udowadnia, że z prostej historii da się wycisnąć dużo więcej, niż tylko opowieść fabularną. Genialność w prostocie, bo kto był w szpitalu choć jeden dzień ten wie jak to jest. Wszystko jest jednocześnie bardziej przerysowane i zamazane niż w rzeczywistości.  Każdy dzień to kopia poprzedniego, a zarazem nowa przygoda. Szpital to metafora filozoficzna bardziej niż można przypuszczać.  

 - A jak byś chciał przeżyć swoje życie?
Zatkało mnie. Podniosłem się na łokciach, popatrzyłem na niego.                 s.39               
Uwielbiam prozę Małeckiego. Mogę to potwierdzić po raz kolejny. To w jaki sposób buduje opowieść, to jak pod opowieścią przemyca treści naddane to jest mistrzostwo. 
W "Dżozefie" oprócz historii Grzegorza mamy też wiele wątków pobocznych.  Mamy całą plejadę charakterystycznych bohaterów.  Jest biznesmen, jest malkontent i wreszcie Czwarty. Starszy tajemniczy Stanisław, wielbiciel prozy Josepha Conrada. Doznaje on pewnego rodzaju wizji, wpada w letarg w którym opowiada o Stasiu z przeszłości. Historia chłopca, odmieńca z talentem do rzeźbienia jest metaforyczna, iluzoryczna i jednocześnie prawdziwa. Powolne stopniowanie napięcia przy ujawnianiu dalszych losów, urywanie opowieści w najciekawszych momentach, to wszystko sprawia, że chce się czytać i czytać dalej, by dowiedzieć się co się wydarzyło.

 - "Niech myślą, co chcą, ale nie miałem zamiaru się utopić. Zamierzałem płynąć, dopóki nie utonę - a to nie to samo."                                                                      s.147
Powracanie w fabule do przeszłości bohaterów to znak rozpoznawczy Jakuba Małeckiego.  Ja uwielbiam takie opowieści, bo za każdym człowiekiem stoi jakaś historia i właśnie to pokazuje nam autor w swoich książkach. Skupia się na człowieku, na tym co go buduje, jak doświadczenia wpływają na to kim jest, kim się staje, kim może być. 

 - Każdy wie, ale dopiero w ostatniej chwili. Umierając, doświadczamy tego objawienia, wiedza spływa na nas niechciana i przytłaczająca. Mogliśmy robić to, czy tamto, trzeba było spróbować czegoś wielkiego, nie powinniśmy marnować się tu czy tam...         s.40
Polecam wam ogromnie, bo to wielka literatura! Każdy odnajdzie tutaj coś dla siebie. I dresiarz z podwórka, bo opisuje kumpli takich jak on sam, i samotny człowiek poszukujący impulsu do działania i czytelnik lubiący nietuzinkowe historie, również ci co kochają lub nienawidzą Josepha Conrada. A jeśli chcecie się dowiedzieć czym lub kim jest drewniany kozioł z okładki i jaką rolę odgrywa w książce, musicie sięgnąć po "Dżozefa ". 

                 ------------------------------- B O N U S ------------------------------------- 

 Rewelacyjny wywiad z Kubą Małeckim, który przeprowadził Adam Szaja z portalu Smak książki



-------------------------

 autor: Jakub Małecki

tytuł: "Dżozef"

wydawnictwo: Sine Qua Non 

liczba stron: 320

oprawa: miękka ze skrzydełkami

data wznowienia: 9.05.2018



--------------------------
Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawcy Sine Qua Non. A was zapraszam do wyczekiwania na najnowszą powieść Kuby Małeckiego "Nauka latania", która ma się ukazać jesienią.

wtorek, 5 czerwca 2018

RECENZJA/ "Zielony żuk i biały gołąb rozpaczy" Albin Perc /z mojego polecenia!

Jeszcze się wam nie chwaliłam, bo przechwałki nie są w moim stylu, ale ukazała się powieść z moim poleceniem na zakładce. Od razu chcę serdecznie podziękować wydawnictwu Novaeres za to ogromne wyróżnienie. A was zapraszam do lektury!


"Zielony żuk i biały gołąb rozpaczy " to opowieść o nastoletnim chłopaku Lucjanie. Mieszka w starej kamienicy, nie ma tutaj warunków do rozwoju. Jego matka często zmienia partnerów, a chłopak nawet nie wie kto jest jego ojcem. Jak się później okazuje, matka wykonuje w ich mieszkaniu najstarszym zawód świata i z tego się właśnie utrzymują. Czy może być gorzej? Jak się okazuje może. Brat Lucjana Iwo jest upośledzony. Chłopak jest traktowany jak trędowaty, nie ma przyjaciół, w szkole jest szykanowany. Pewnego dnia zostaje pobity i trafia do szpitala, pomaga mu dziewczyna - Gabriela. To spotkanie odmienia jego życie, widzi światełko nadziei jakie zaczyna się tlić w całym popapranym życiu. 

Każdy powinien mieć pasję, coś co będzie nakręcało szare życie, książki, filmy, znaczki, jest w tym jakaś nuta rozkoszy.                                                                                  s.56
Lucjan i Gabriela spotykają się na dachu kamienicy, to taki jego azyl, kryjówka. Pewnego razu na dach zaproszony zostaje Franc, również dziwak. Chłopak jest pogubiony, nikomu nie ufa. Trójka młodych ludzi wchodzi ze sobą w dziwny układ, a ich rozmowy na dachu pokazują w jakim świecie żyją. 

W nocy znów nie spałem, obrazy tańczyły pod powiekami. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość spływały na mnie falą z wielkiej kanalizacyjnej rury, zalewając najmniejszy fragment mojego ciała, a ja w tym wszystkim próbowałem nie zadławić się spadającymi na mnie zewsząd fekaliami.                                                                                         s.202
"Zielony żuk i biały gołąb rozpaczy" to, jak już sam tytuł wskazuje przejmująca opowieść o dorastaniu, o tym jak nasze korzenie, czyli przykład z rodziny, środowisko w jakim się wychowujemy wpływa na nasze pojmowanie świata. To również niesamowite studium nastoletniej psychiki, bo choć każdy z nas nastolatkiem kiedyś był, to już teraz nie pamięta z czym wewnętrznie niejednokrotnie przyszło się zmierzać. Werteryzm, wewnętrzne rozdarcie, to są cechy psychiki Lucjana. Czy chłopak zareaguje na to co mu szykuje los,czy raczej podda się przeznaczeniu. Kim jest zielony żuk, a jaką rolę spełnia biały gołąb. Tego dowiecie się czytając książkę Albina Perca.

Polecam własnymi słowami polecenia ze skrzydełka książki:

Na wskroś prawdziwa, dotykająca najciemniejszych zakamarków duszy opowieść o tragedii młodego człowieka, który naznaczony jest przeszłością swojej rodziny. Zaskakujące, jak przejmująco można opowiedzieć o dorastaniu. Polecam!
Joanna Hilińska

------------------------------------------


tytuł: "Zielony żuk i biały gołąb rozpaczy"

autor: Albin Perc

wydawnictwo: Novae Res

liczba stron:262

oprawa: miękka ze skrzydełkami

rok wydania: 2018


------------------------------------------------------------------

 

poniedziałek, 4 czerwca 2018

WARSZAWSKIE TARGI KSIĄŻKI / 18-19.05 2018

Wiem, że po Targach Książki pozostało już tylko wspomnienie, a data przyszłorocznych napawa optymizmem i już patrzyłam w kalendarz jak to sobie zaplanować. Ale chciałam się z wami jeszcze podzielić tym co było w tym roku na Targach, tym kogo spotkałam, co przywiozłam i ogólnie wrażeniami. Kto ciekawy czyta dalej!



KSIĄŻKI

Wszystko co związane jest z WTK kręci się w około książek. Wszystkie wydarzenia, ludzie których spotkałam/poznałam dzięki książkom. Bardzo się z tego cieszę, bo to 3 lata mojego internetowego życia, które na Targach Książek mają realny wymiar. 

Po pierwsze powiem wam dlaczego w ogóle kupuję książki na Targach. Jest to dla mnie święto. Mam możliwość zobaczenia książek przed zakupem, czego nie można zrobić przy zamówieniu internetowym. Zawsze zakładam sobie budżet i nigdy go nie przekraczam, bo na liście mam zawsze książki które chcę kupić, choć mam też margines na nadprogramowe zakupy. Część z książek zakupionych w Warszawie to prezenty dla rodziny na różne okazje. Część książek widocznych na zdjęciach powyżej zabrałam z domu po autograf. Ogólnie przywiozłam 36 nowych tytułów, także zapas nieprzeczytanych książek stale się utrzymuje. 

Po drugie, książki są dla mnie odskocznią od rzeczywistości, relaksem i pasją. Uwielbiam ten czas, gdy miłośnicy książek mogą się spotkać i porozmawiać niezależnie od poglądów, czy przekonań. 

SPOTKANIA

Po trzecie, mogę spotkać was, wydawców, redaktorów, kolegów blogerów, booktuberów i oczywiście autorów. Na zdjęciach poniżej właśnie mały wycinek z tego z kim udało mi się porozmawiać, czasem choć przez chwilę, a czasem przez dłuuugie minuty. Niestety telefon spłatał mi psikusa i mam część zdjęć czarnych, choć na podglądzie zdjęcia były. Myślę, że w całym zamieszaniu nie zablokowałam telefonu i taki tego efekt. Ale wspomnienia pozostaną za to na zawsze.  



Szczególne pozdrowienia kieruję do: Różowej fabryki, Domi Czyta, Nowalijki, Marta Mrowiec, Tuczytam, Okoń w sieci, Magical Reading, Book z tobą, Książka w podróży, Weź nie czytaj, P42, Kulturalna Szafa, Przeczytanki, Strefa Czytacza, Rude recenzuje, Tanaya Czyta, Cat Vloguje, Kto czyta żyje podwójnie.


AUTORZY

W tym roku postanowiłam, że zminimalizuję listę autorów, żeby nie biegać jak kot z pęcherzem, a raczej celebrować święto literatury. Plan oczywiście powstał, ale nie miałam ciśnienia, bo nie o same autografy chodzi i nie o stanie w kolejkach. Bardzo dziękuję za te cudowne chwile rozmów, za wysłuchiwanie moich sugestii, bo czytelnikiem wymagającym jestem. Są pewne rzeczy, o których można pogadać tylko face to face. 

Dziękuję autorom, z którymi mogłam się spotkać: Magdalena Majcher, Anna Dziewit-Meller i Marcin Meller, Zygmunt Miłoszewski, Magdalena Knedler, Agnieszka Lingas-Łoniewska, Jakub Małecki, Marta Kisiel, Anna Kańtoch, Robin Cook, Orhan Pamuk. 

Jak było?

Na to pytanie nie da się odpowiedzieć jednoznacznie. Bo jak zawsze można się do kilku spraw przyczepić. Ale ogólnie, jeśli mam porównać te Targi do dwóch poprzednich na jakich byłam w Warszawie, to było najskromniej. Był luz i na stoiskach, i na promenadzie nawet w najbardziej strategicznych godzinach w sobotę, Myślę, że to spowodowane było zdublowaniem Imprezy, bo w tym samym terminie odbywał się Pyrkon. Natomiast jak dla mnie było super. to rewelacyjny czas, moc spotkań, rozmów, emocji sięgających zenitu i książki, pełno książek. Mam nadzieję, że za rok również uda mi się wybrać do Warszawy. Data już znana 23-26.05.2019. Oby do zobaczenia! A teraz już trzeba myśleć o Krakowskich Targach Książki, na których będę z pewnością!