wtorek, 18 kwietnia 2017

RECENZYJNY WTOREK itd. itd. itd

Pokolenie młodych ludzi, przed którymi stoi świat otworem. Ogrom możliwości i tym samym brak pomysłu na siebie, zagubienie w przestrzeni w poczuciu własnej wartości. Taki jest Karol, bohater i narrator w książce "I tak dalej" Wiktora Orła. Do czego go to wszystko doprowadzi i jakie niebezpieczeństwa na niego czyhają w miejskiej dżungli? Zobaczcie sami. Zapraszam na recenzję razem z Wydawnictwem Novea Res.  


Do czego prowadzi zagubienie i zbyt duże możliwości co do własnych ograniczeń? Odpowiedź jest prosta, choć jak dla mnie nie oczywista. Karol, młody chłopak wszystkie swoje oszczędności, a nawet kredyt i debet na karcie inwestuje w... narkotyki, alkohol i wszelkiego rodzaju używki. Upadla się bezustannie, jego czas wypełniają imprezy, alkoholowe libacje, narkotykowe zjazdy. I tak od kaca do kaca. 

Chłopak jest tak zajęty brakiem zajęć, że przegapia chorobę swojej matki, nie odpowiada na jej prośby, a tym samym prawie przegapia jej pożegnanie. To jak wygląda jego świat jest przerażającym bełkotem, bo przez pierwsze 80 stron książki czasami ciężko rozgryźć co jest prawdą, co jest snem, narkotykowe halucynacje przeplatają się z rzeczywistością. Dla zobrazowania poziomu upodlenia jest przykład wyjścia do sklepu monopolowego w zimę w samych bokserkach, w dodatku rozerwanych w kroku (SIC!).

Sytuacja nieco się odmienia, gdy za sprawą przypadkowo poznanej dziewczyny Karol wraz z kolegą z bloku wzbogacają się o kilka tysięcy złotych. Chłopaki postanawiają za te pieniądze zaszaleć i pojechać zabalować gdzieś za granicę. Ich wybór pada na Maltę. Tam poznają kolejnych przypadkowych ludzi. Parę z Polski, która nie mając pomysłu co robić w życiu postanawia jeździć po krajach turystycznych i pracować co sezon w innym miejscu. Jak się okazuje, również w ich życiu poziom zagubienia jest zdecydowanie wyższy niż pierwotnie mogłoby się wydawać. Pozory mylą, a dwuznaczna sytuacja w jakiej się znajdują zmusza Karola i jego kolegę do powrotu. Tutaj ich podróż się kończy...

Muszę się przyznać, że po raz kolejny zostałam zaskoczona. Książka Wiktora Orła mnie zmyliła. Spodziewałam się zapisu uczuć wewnętrznych uzależnionego, zagubionego chłopaka, a dostałam bardzo głęboką opowieść o poważnym problemie, jakim jest zagubienie i brak pomysłu na życie przy ogromie czyhających łatwych pokus. 

"I tak dalej" jest dramatyczną opowieścią o wizjach jakich lepiej nie doświadczać na własnej skórze. Ja nie miałam w swoim życiu styczności z tym środowiskiem, spotykałam osoby uzależnione, ale nie do końca wiedziałam jak wygląda świat ich oczami. Teraz, po lekturze książki Wiktora Orła trochę mi się rozjaśniło. Książka wzbudza mój wewnętrzny sprzeciw, bo ja nie chcę wierzyć w taki świat. Choć z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że takie sytuacje mają miejsce często za ścianą. 

Nie mogę polecić tej książki każdemu. Bo co bardziej wrażliwi czytelnicy mogą mieć problem, żeby przez nią przebrnąć. Zdecydowanie nie jest to prosta opowieść, jest to zapis stanu w jakim chyba nikt nie chciałby się znaleźć. Natomiast jest to warta uwagi małą książka o wielkim problemie.

------------------------------------
Za możliwość przeczytania książki "I tak dalej" , której autorem jest Wiktor Orzeł dziękuję Wydawnictwu Novea Res  




sobota, 15 kwietnia 2017

WEEKEND Z KSIĄŻKĄ Bonus "W kręgu księżniczki" Jean Sasson

Kochani, w ten weekend zostawiam Was z książką, która premierę miała 13 kwietnia. Dzięki uprzejmości ZNAK literanova przedstawiam zbiór cytatów z książki. A już niedługo będzie konkurs, gdzie do zdobycia będzie jeden egzemplarz od Wyd. Znak literanova, wypatrujcie!










---------------------------------------------------------------

Polecam sięgnięcie po tę książkę. A może już ją znacie?
Pozdrawiam i życzę Radosnych Świąt!
Joanna

wtorek, 11 kwietnia 2017

RECENZYJNY WTOREK To co w życiu się liczy

Życie to nie jest babeczka z lukrem w kolorze pastelowym na pięknie podanej tacy. Życie nie rozpieszcza, a nawet jeśli to są to tylko momenty. Ktoś kiedyś powiedział, że wszystko co smutne, złe i bolesne spotyka nas w życiu po to, byśmy wiedzieli też o tych dobrych chwilach. I o tym jest książka Przemysław Piotra Kłosowicza "Zdobywcy oddechu". Zapraszam na recenzję razem z Wydawnictwo Novea Res.


Było ich trzech. Trzech mężczyzn, każdy inny, każdy choruje na życie, każdy za czymś tęskni, czegoś pragnie i czegoś oczekuje. Połączyła ich wspólna podróż, a właściwie to znalezienie się w jednym autobusie komunikacji miejskiej. 

Wiktor, wykładowca wyższej uczelni. Nie robi w życiu tego co chcę, bo chciał być pisarzem. Ma żonę, którą kocha i syna, który jak to powiedział "mi nie wyszedł". Chłopiec jest wyrzutem sumienia mężczyzny, jest chory na Zespół Downa. Wiktor ma bardzo pesymistyczny pogląd na rzeczywistość, ma stany depresyjne.

Piotr, ma 27 lat, i uciekł z rodzinnego domu na wsi do dużej metropolii. Powód był całkowicie nieoczywisty, a jednak prozaiczny, jest homoseksualistą, który w hermetycznej społeczności został by zlinczowany, zaszczuty i wyklęty. W dużym mieście ma szansę "zgubić się" w tłumie. Żeby było śmieszniej, udaje chłopaka swojej koleżanki, która też nie ma szczęścia w miłości, a chce uniknąć kolejnych pytań rodziców, którzy mają ją odwiedzić. Para przyjaciół również wsiada to autobusu krakowskiego mzk.

Trzecim bohaterem jest Zbigniew. Młody, 25 letni chłopak, szukający miłości. Swoje życie traktuje jak "wyrób czekoladopodobny". Od zawsze czuł się gorszy, nikt nie potrafił wyrobić w nim poczucia wartości, tęskni za tym, by ktoś skupił na nim uwagę.

"Do tego czasu moje życie było niczym wyrób o aromacie identycznym z naturalnym. (...) Wyrób czekoladopodobny. Łamie się jak czekolada, tylko smakuje jak nieosolony popcorn. Styropian w sreberku i papierku. Ze mną było podobnie: mówiłem, jakbym żył, oddychałem, jakbym żył, tylko czułem się, jakby matka dokonała skrobanki. Życie o życiorysie identycznym z rzeczywistym. Wyrób życiopodobny."                            (s. 44)

Książka Przemysława Piotra Kłosowicza jest gęsta. Duszno tutaj od beznadziei, od pesymistycznego poglądu na rzeczywistość, na życie, na świat. Bohaterowie skupiają się na bólu duszy, na tym do czego tęsknią, czego nie udało im się osiągnąć, czego pragną, a w jakim położeniu muszą być, tkwić.

Pomimo ogromu żalu jaki się tutaj wylewa, książka ma bardzo pozytywny wydźwięk. Po pierwsze, przesłanie jakie się tutaj ukazuje, to oczywiście poczucie, że nie wszystko w życiu da się zaplanować, ale wszystko co nas spotyka ma jakiś ukryty sens. Kolejną ważną rzeczą jest potrzeba, a właściwie pragnienie miłości, miłości w pojęciu każdym od spełnienia uczuć, cielesnego, przez duchową harmonię dusz. Po trzecie jest tutaj motyw czasu, a właściwie znalezienia się w odpowiednim, lub nieodpowiednim miejscu lub czasie. Ale żeby się przekonać o co chodzi, musicie sami przeczytać.

Muszę przyznać, że "Zdobywcy oddechu" bardzo mnie zaskoczyli. Po pierwsze nie spodziewałam się, aż tak gęstej treści, stylu, językowej ciasnoty. Tutaj w każdym zdaniu jest zawarta jakaś alegoria, przerzut do następnych skojarzeń. Takiej lektury nie da się szybko i bezboleśnie przeczytać, choć ma niecałe 200 stron. Po drugie, kiedy przeczytałam w opisie o autorze przeczytałam: "Ma porażenie mózgowe i adoptowanego ze schroniska kota, choć uważa, że ten drugi fakt ma na jego życie większy wpływ", to spodziewałam się jakiejś formy zapisu i obserwacji świata osoby z nieco odmiennym postrzeganiu rzeczywistości, a tutaj mamy bardzo ciasno skrojoną dawkę literatury nasyconej emocjami.

" Gdyby tak odwrócić książki na regale w drugą stronę, grzbietami do wewnątrz, na pierwszy rzut oka stałby się jedną książką, tysiącami kartek, jedną opowieścią, bo przecież okładki to też tylko kolejne stronice. Podobnie człowiek w tłumie przestaje być jednostką, staje się kolejnym elementem wielkiej masy."                                     (s. 131)

Przemysław Piotr Kłosowicz zadebiutował "Zdobywcami oddechu" i postawił sobie wysoko poprzeczkę. Książka bardzo do mnie trafiła, ponieważ sama swego czasu wiele godzin dziennie spędzałam w komunikacji autobusowej, codziennie dojeżdżając na uczelnię i tam spotykałam wielu ludzi, którzy teoretycznie byli mi znani, bo widziałam ich każdego dnia, a jednak byli zupełnie obcy. Poza tym, czytając książkę Kłosowicza przypomniał mi się syndrom "gumowego ucha", czyli zasłyszenia tego co współpasażerowie opowiadają, jakie przeżywają dramaty, w czym uczestniczą, co myślą.

" A może to się tylko któremuś z nich przyśniło? Wszyscy mamy sny, nie wszyscy mamy dynamit. I tak nie ma szans, by wyjść z życia bez szwanku."                                 (s. 198)

Jedyne do czego mogę mieć pretensje, to zamieszczenie legendy wyjaśniającej oznaczenia poszczególnych opowieści na końcu książki! Gdyby nie opis na okładce, odkryłabym to dopiero po przeczytaniu książki, a to jednak ważny element znaczący dla odbioru całości!

Polecam Wam tę choć trudną, to ważną opowieść o ludziach spotykanych każdego dnia, nie tylko w komunikacji miejskiej, sklepie, urzędzie. To opowieść o nas wszystkich, zaklętych w trzech historia, trójki mężczyzn.

----------------------------------------
Za egzemplarz recenzyjny raz jeszcze dziękuję Wydawnictwu Novea res.
Polecam! Bo czytanie pozwala zobaczyć więcej!
J.
 

piątek, 7 kwietnia 2017

WEEKEND Z KSIĄŻKĄ Widzę przyszłość, czyli POSZERZAMY HORYZONTY

 Kolejny wpis z cyklu POSZERZAMY HORYZONTY, czyli gatunki mi dalsze, ale za to bliższe Agnieszce z Różowe recenzje. Tym razem zabierze Was w przyszłość. Przedstawiamy "Pył ziemi" Rafała Cichowskiego.
 --------------------------------------------
W XXIV wieku Ziemia umiera. W przestrzeń kosmiczną zostaje wystrzelony Yggdrasil, statek pokoleniowy, który ma zapewnić przetrwanie gatunkowi ludzkiemu. Ponad siedemset lat później para nieśmiertelnych istot, techniczno logicznie podrasowanych Ziemian, wraca na błękitną planetę. Od powodzenia ich misji zależy ocalenie statku i wszystkich osób znajdujących się na pokładzie. Muszą odnaleźć tajemniczą Bibliotekę Snów, w której zapisano ogół wspomnień ludzkości.

Lilo i Rez podczas swej wędrówki zetrą się z prymitywnym plemieniem, którego członkowie dawno zapomnieli o dobrodziejstwach techniki. Będą się układać z samozwańczym lordem władającym wiernie odtworzoną kopią wiktoriańskiego Londynu, którego największą bolączką są morderstwa prostytutek oraz zbyt wysoki poziom edukacji wśród plebsu. Zawędrują też do Aurory, miasta gdzie barwy następnego zachodu słońca wybiera się w drodze głosowania.
Gdzieś na końcu drogi Lilo i Reza ukryta jest prawda. Ale czy warto dla niej poświęcić wszystko? Może pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć.




Książkę "Pył ziemi" Rafała Cichowskiego dostałam do recenzji od Wydawnictwa SQN. Jej premiera miała miejsce 29 marca 2017. Nie czytam książek z gatunku Science Fiction, jednak opis znajdujący się na tylnej okładce bardzo mnie zaciekawił. 

Rafał Cichowski zadebiutował w 2015 r powieścią "2049", za którą to też był nominowany do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla. Zdobył także z resztą w tym samym konkursie, pierwsze miejsce za opowiadanie o rodzinnym mieście, Kutnie. 

"Pył ziemi" to mieszanina gatunków literackich. Zdecydowanie nie można jej przypisać do jednej tylko dziedziny literatury. Na stronach książki ścierają się ze sobą science fiction, kryminał, fantastyka a także duża dawka humoru. 

Lilo i Rez to dwójka nieśmiertelnych istot, które przybywają na Ziemię z misją odnalezienia Biblioteki Snów. Już od pierwszych stron książka nasączona jest akcją. Kiedy nasi bohaterowie lądują na Ziemi, mimo iż są istotami o technologicznie podrasowanym systemie, od razu wpadają w kłopoty. Zdawać by się mogło, że jako obdarzeni nadludzką mocą bez kłopotu poradzą sobie z mieszkańcami Ziemi, nic bardziej mylnego.  Aby dotrzeć do Biblioteki Snów są zmuszeni do zawarcia układu z Lordem Nothingiem, samozwańczym władcą wiernie odtworzonego dziewiętnastowiecznego Londynu, gdzie zsyłani są wszyscy, którzy w jakimkolwiek stopniu zagrażają planecie. 
 
 
" - Możesz mieć rację, panie kosmito - odpowiada, skutecznie dusząc kolejny atak śmiechu. - Ale, z tego co zauważyłem, to wy potrzebujecie czegoś ode mnie, więc przestańcie mnie traktować jak idiotę. Słucham.
          -Słyszałeś o Yggdrasil? - pytam go.
           - No widzisz. Od razu lepiej."

 Lord w zamian za pomoc w znalezieniu mordercy prostytutek zobowiązuje się do zaprowadzenia ich do Aurory, miejsca gdzie znajduje się cel misji Lilo i Reza. Tajemnicza Biblioteka Snów. Od tego momentu będą zdani sami na siebie. A dostanie się do niej wcale nie będzie łatwe i proste. A może jednak?  Może komuś zależało, aby w miarę szybko udało im się stanąć na progu Biblioteki? Ale komu i dlaczego? Co z tym wszystkim wspólnego ma zaginięcie Lilo? A także czy uda ją się odnaleźć? Aż w końcu, czy naszym bohaterom uda się osiągnąć cel misji.

"Pył ziemi" to szalenie futurystyczna i śmiała wizja świata i przyszłości. Zdecydowanie odważna i niesztampowa. Historia przedstawiona na stronach powieści jest bardzo realistyczna. Zmusza czytelnika do zastanowienia się nad losami naszej planety i całej ludzkości. Całość oprawiona w dużą dawkę humoru, i nieprzewidywalność fabuły. Bohaterowie dobrze wykreowani a sama narracja sprawia, że książkę czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Rafał Cichowski stworzył bardzo realną wizję świata przyszłości. 


" CZAS WYRÓWNUJE WSZYSTKO DO ZERA "
Książkę polecam zdecydowanie wielbicielom polskiej fantastyki oraz  science fiction. Sięgając po "Pył Ziemi" nie będziecie rozczarowani. W tej lekturze znajdziecie wszystko co najlepsze z tych gatunków.

Moja ocena 8/10
Tytuł: Pył Ziemi
Autor: Rafał Cichowski
Ilość stron : 320
Wydawnictwo :  Wydawnictwo SQN

--------------------------------------
Za egzemplarz recenzyjny raz jeszcze dziękujemy Wydawnictwu SQN.

Pozdrawiamy i do zobaczenia w przyszłości!
Joanna i Agnieszka

wtorek, 4 kwietnia 2017

WTOREK Z REPORTAŻEM Arabska księżniczka przemawia po raz kolejny

Arabia Saudyjska to kraj o pięknym pustynny krajobrazie, gdzie pośród piasków znajdziemy ociekające przepychem pałace rodziny królewskiej. Po raz kolejny Sułtana Al Su'ud przemawia, opowiadając swoją historię Jean Sasson. Jej życie to tylko wycinek całej problematycznej sytuacji kobiet w świecie arabskim. Zapraszam na przedpremierową recenzję prawdziwej historii pt. " W kręgu księżniczki".


KRÓLEWSKIE ŻYCIE

Sułtana urodziła się w królewskiej rodzinie, od wielu pokoleń mężczyźni z jej rodu rządzą Arabią Saudyjską. W poprzednich książkach ( "Łzy księżniczki", "Wybór Jasminy", "Sekrety księżniczki") Sułtana opowiadała o ludziach dookoła, którym próbowała w jakiś sposób pomóc, lub byli jakoś z nią związani. W tej opowieści arabska księżniczka bardziej skupia się na sobie. Opowiadając o sytuacji kobiet w Arabii przemyca więcej siebie. Pojawiają się tutaj jej emocjonalne rozterki na temat bezsilności wobec mnogości nieszczęść, jest tutaj wiele psychologicznych aspektów, oraz pokazane przez problemy innych własne problemy z alkoholem, co w arabskim świecie jest całkowicie nie do pomyślenia.

Jeśli jeszcze ktoś nie zna otoczenia i świata w jakim żyje księżniczka, to w bardzo niewinny sposób pokazane zostaje bogactwo, niewyobrażalny przepych i nieograniczone zasoby finansowe. Jest to zasługą autorki, która prywatnie jest przyjaciółką Sułtany od wielu lat. Dla nas, ludzi z klasy średniej w pojęciu europejskim, rażącym jest fakt, gdy sułtana wspomina, że w drodze do Stanów Zjednoczonych zatrzymaliśmy się w naszym domu w Londynie, w którym zwykle zatrzymujemy się dwa razy do roku! Albo, mąż podarował mi kartę zakupową na drobne wydatki opiewającą na pół miliona dolarów. Dla nich, arabskich szejków takie zachowanie jest całkowicie normatywne.

"- Jesteś arabską księżniczką, Sułtano - przypomniał mi Karim ze śmiechem. - Czemu usiłujesz walczyć  własnym przeznaczeniem?"                                     (s. 221)                                          

 KOBIETA W ARABSKIM ŚWIECIE

Pomimo tego, że Sułtana zna swoje położenie, a zasobność portfela pozwala jej na swobodne działania z jej opowieści wyłania się ogromny smutek. Jest osobą bardzo świadomą, ale bariera kulturowa nie pozwala jej na swobodne działania na rzecz wolności kobiet w Arabii Saudyjskiej. Przykładem jest sytuacja, gdy podczas przypadkowej wizyty świątecznej u kuzyna jej córka odkrywa pomieszczenie z prywatnym haremem. Dziewczyny tam przebywające błagają ją o pomoc, ponieważ przebywają tam wbrew swojej woli. Niestety zostały sprzedane w niewolę przez swoje rodziny, co w tamtejszej kulturze zamyka możliwości jakiejkolwiek pomocy, bo zwyczajnie nie miałyby gdzie wrócić i nie ma nikogo, kto mógłby się za nimi wstawić. Takich historii jest wiele, więcej dowiecie się z lektury. Powiem tylko tyle, że Sułtana w sposób bardzo przebiegły wykorzystuje dobroć męża i przychylność osób z jej rodziny, by w miarę możliwości pomagać osobą znajdującym się w ogromnej potrzebie.


" -Bóg właśnie po to obdarzył kobiety przebiegłością, by mogły knuć intrygi - obstawałam przy swoim. -To jedyny sposób, w jaki możemy przeciwstawić się złym skłonnościom mężczyzn."                                                                                      (s. 47)

ŁZY W PAŁACU

Książka Jean Sasson to zapis świadectwa tego, w jakim świcie żyją kobiety arabskie. W złotych pomieszczeniach po cichu płaczą z powodu swojej bezsilności pomimo nieograniczonych możliwości finansowych. Dysonanse tamtejszego świata wywołują ogromną frustrację. Dla nas jest to niepojęte, że można godzić się w imię tradycji na uniżenie, poniżenie i szarganie człowieczeństwem. Tamtejsze kobiety godzą się na wszystko, byle by tylko zachować prawa dyktowane przez koran i tradycję. 

Książkę polecam wszystkim kobietom. Uważam, że ważnym jest dostrzegać różnice kulturowe, poznawać obyczaje, nawet te najbardziej bulwersujące, bo one pokazują prawdziwe oblicze świata. Książka nie jest typową książką reportażową, jest zapisem wspomnień Sułtany, natomiast wszystkie wydarzenia miały miejsce naprawdę. 

-------------------
 Za egzemplarz recenzyjny, a także możliwość przeczytania książki przed premierą, któa będzie miała miejsce 12 kwietnia, dziękuję Wydawnictwu ZNAK literanova

 


  


piątek, 31 marca 2017

WEEKEND Z KSIĄŻKĄ

Piękne krajobrazy. Wymarzona wyprawa. Pasja, która pozwala spełniać marzenia. Siedmioro ludzi na jednej wyspie i tajemnicza śmierć między nimi. Brzmi niepokojąco pięknie. Zapraszam na recenzję "Strażników światła" Abby Geni, przygotowaną przez Agnieszkę z Różowe recenzje.

----------------------------------------

"Miranda, która jest fotografem przyrody, przeprowadza się na Wyspy Farallońskie, skalisty archipelag niedaleko wybrzeża kalifornijskiego, aby przez rok w spokoju uwieczniać na  zdjęciach dziki krajobraz. Towarzyszą jej jedynie mieszkający tam nieco ekscentryczni naukowcy, zajmujący się badaniami miejscowych gatunków ryb, szczególnie rekinów żerujących w pobliskich wodach,  oraz ptaków morskich. Niedługo po przybyciu na wyspę Miranda zostaje zaatakowana przez jednego z mieszkańców. Kilka dni później jej prześladowca  zostaje znaleziony martwy, co wygląda na nieszczęśliwy wypadek.  Z biegiem czasu kobieta przywiązuje się coraz bardziej do urokliwego krajobrazu, jednocześnie zgłębiając legendy,  w których to miejsce określano mianem " Wyspy Umarłych" Kiedy pojawiają się kolejne akty przemocy, Miranda nabiera podejrzeń co do naukowców i przestaje komukolwiek ufać."                                                                         <opis z okładki>



I znowu trafiłam na nietuzinkową książkę. "Strażnicy Światła" Abby Geni to bardzo udany debiut tej amerykańskiej autorki. Książka roku 2016 według Barnes&Noble i ciekawie skonstruowany thriller.  Autorka ma na swoim koncie wiele nagród, jest chwalona za swój zdecydowanie niesztampowy styl.

Główną bohaterką powieści jest młoda kobieta Miranda. Czytając opis z tyłu okładki wiemy już, że jest ona fotografem przyrody. Po śmierci matki, z którą z resztą bardzo ciężko jest się jej pogodzić Miranda oddaje się bez reszty swojej pasji. Jest w ciągłej podróży, zwiedziła już całą kulę ziemską. Jednak marzy o sfotografowaniu przyrody na Wyspach Farallońskich.

wikipedia.com

Wyspy Farallońskie - niewielki skalisty archipelag położony na Pacyfiku niedaleko wybrzeża kalifornijskiego. Wyspy leżą w odległości 27 mil morskich od Golden Gate i 20 mil na południe od Point Reyes. Przy dobrej pogodzie są widoczne z lądu stałego.
Źrodło informacji - Wikipedia

Jej prośba o dołączenie do grona badaczy zostaje przyjęta i Miranda wyrusza na Wyspy.  Życie na tym skalistym archipelagu wcale nie jest łatwe. Nie ma tutaj internetu, nie ma telefonu, tylko sama natura, a w dodatku wszędzie są myszy, mnóstwo mysz.  Pory roku wyznaczane są przez samą naturę. I tak w lecie dominują rekiny, które otaczają wyspę, jesień jest czasem wielorybów, zima jest zdecydowanie sezonem fok, które to w wiosennej porze ustępują miejsca ptakom. Wyspa w żaden sposób nie jest przyjazna człowiekowi. Tutaj przyroda rządzi swoimi prawami. Nigdzie indziej nie można się czuć bardziej samotnym niż na Wyspach Farallońskich. Na współczucie i sympatię pozostałych sześciu mieszkańców wyspy także nie ma co liczyć. Kiedy Miranda zostaje zaatakowana, a napastnik ginie kilka dni później nikt nie podejrzewa nawet kto jest sprawcą. Tutaj podstawową zasadą jest nie ingerowanie w życie wyspy i jej mieszkańców. Niestety atak na Mirandę i śmierć jednego z badaczy nie były ostatnimi. Kto zabija  i dlaczego? Kim są owi tytułowi Strażnicy Światła? Cała zagadka  i odpowiedzi na nurtujące nas pytania zostaje nam dawkowana powoli dopiero na ostatnich stronach powieści. A całe wyjaśnienie jest mocno zadziwiające i wręcz szokujące. 

Zagłębiając się w lekturę miałam wrażenie jakbym doskonale znała strukturę i obyczaje panujące na wyspach.  Rewelacyjnie są opisane prawa przyrody. Jedyne czego mi brakowało w tej książce to większej dynamiki akcji. Nie powiem, powieść trzyma w napięciu od pierwszych stron, jednak sięgając po nią miałam troszkę inne jej wyobrażenie. Nie do końca spełniła ona moje oczekiwania. Byłam nastawiona na mocny thriller, wartką akcję i mocno zarysowane postaci. W książce bohaterowie zdecydowanie nie są sztampowi, jednak uważam, że autorka poświęciła im zdecydowanie za mało czasu. Narracja w książce jest pierwszoosobowa, a całość jest napisana w formie relacji Mirandy ze swojego życia. Opisuje swojej nie żyjącej matce każdy dzień swojego życia.

Lekturę czyta się lekko i przyjemnie. Debiut Abby Geni uważam za udany. Książkę poleciłabym każdemu kto chce zagłębić się w mroczną stronę naszej natury, poznać lepiej przyrodę a tym samym jej prawa. 

--------------------------------------
Za egzemplarz recenzyjny dziękujemy Wydawnictwu Kobiecemu
Pozdrawiamy
A i J

wtorek, 28 marca 2017

RECENZYJNY WTOREK W pogoni za marzeniami

Och... Długo się zbierałam do tej książki, ponieważ najpierw spodziewałam się czegoś innego, po opisie wydawało mi się, że to jeszcze coś innego, wreszcie zaczęłam serię z Dziunią od trzeciej części, co w końcowym rozliczeniu nie jest ogromnym błędem. Zapraszam Was na recenzję "Wymarzonego domu Dziuni" Anny Marii Nowakowskiej, która rozpoczyna nową współpracę z wydawnictwem WaB należącym do Grupy Wydawniczej FOKSAL. Dziękuję w tym miejscu za zaufanie! 



DZIUNIA

Dziewczyna po trzydziestce, czyli jak sama siebie określa w średnim wieku :-) Jest osobą w której każda kobieta znajdzie coś z siebie. Ma męża, nie ma dzieci, mieszka w Nowych Perzach, osobliwej miejscowości, gdzie ma dom z małym gospodarstwem, nadającym się do remontu, ale jakoś tak wychodzi, że funduszy ciągle brak. Kiedy Dziunia snuje marzenia o pięknym domu nagle pojawia się cioteczka Kazia (mów mi Cassie) z Anglii, proponuje Dziuni pracę na Wyspach i wszelaką pomoc. Wszystko wygląda jak piękny sen do momentu, gdy Dziunia i jej nieudolny mąż Owca pojawiają się w Anglii.

 "Cierpię na nieuleczalną przypadłość umysłu, która w swoich objawach przypomina głupią naiwność. Gdy ktoś mnie darzy sympatią (niby kto?), nazywa tę cechę prostodusznością. Na tę wcale nie prostą duszność zostałam skazana przez jakiś wybryk połączeń nerwowych albo błąd oprogramowania - lub jedno z drugim (...) zawsze uważałam, że jeśli ludzie coś mówią (obiecują, twierdzą, opowiadają), to tak jest. (...) Osoba, która automatycznie ufa i wierzy w każde słowo, jest absurdalnie łatwą ofiarą losu, prawda? Za nic w świecie nie mogłam pojąć, jak to się robi. (...) Po co wciąż kręcić, udawać, koloryzować? Drapać się, gdzie nie swędzi, naciągać majtki przez głowę?"                                                                                                                     (s.277)

DZIUNIOWATOŚĆ

Prostota myślenia Dziuni jest cechą prostych, dobrych ludzi, ale ma też swoją słabą stronę, popycha Dziunię w manowce. Ufanie ludziom prowadzi ją w najróżniejsze sytuacje, których cwana osoba z pewnością by się wystrzegała na kilometr. I tak szybko się okazuje, że Angielski sen rozmywa się o brudne podłogi w domu ciotki, która to sprowadziła sobie Pracowitą Parę z Polski. Dziunia w zamian za mieszkanie (niewyremontowany pokój z wielkim łóżkiem przedzielonym drabiną!) w czasie wolnym od pracy ma pracować w domu. Szybko się okazało, że są służbą dla własnej rodziny, a czarę goryczy przelewa mąż ciotki Kazi, chodzący w negliży Bob. Desperacja jednak prowadzi Dziunię w nowe miejsce. Na reszcie zaczyna ogarniać tą obcą rzeczywistość w wynajmowanym domu. Od tego momentu, niby co raz bliżej marzeń o cudnym domu w Nowych Perzach, a tak naprawdę co raz dalej, bo każda nowa decyzja powoduje, że para zaczyna przesiąkać tutejszym życiem i wiąże się w nowe zobowiązania. Gdzie ich to wszystko zaprowadzi? O tym przekonacie się sięgając po "Wymarzony dom Dziuni".


ŻYCIE NA EMIGRACJI

"Wymarzony dom Dziuni" to tak naprawdę nie jest opowiastka dziewczyny o tym jaki to sobie wymarzyłam domek. To całkowicie dramatyczny obraz życia na emigracji. W żartobliwym języku kryje się tak naprawdę krzyk duszy. Bohaterka w swojej Dziuniwatej dupowatości (nie wiem czy istnieje taki słowo, na pewno w mowie potocznej) przeżywa ogromne rozdarcie pomiędzy znanym i bezpiecznym światem, a zamazanym obrazem kryjącym nową Angielską rzeczywistość. Ilość rozczarowań jest przytłaczającą, ale na szczęście "co mnie nie zabije to mnie rozśmieszy" (s. 316), jak mawia Dziunia.

 

OSOBLIWOŚCI

Spotkanie z Dziunią to dla mnie ogromne zaskoczenie. Nie znałam wcześniej tego cyklu, ani autorki - Anny Marii Nowakowskiej. Zdecydowanie jest to nowe wydarzenie na polskim rynku wydawniczym. Styl autorki, sarkastyczny, zabawny, a jednocześnie pokazujący dramatyczny  los Dziuni zasługuje na wyróżnienie. Nie spodziewałam się, że w książce o tak niepozornym tytule znajdę tyle zaskakujących mnie jako czytelnika, pozytywnych aspektów. Ogromnie polecam wszystkim, którzy są znudzeni prostymi opisami. Bo jak widać można w nieskomplikowanym języku zawrzeć skomplikowane przemyślenia na temat świata w ogóle.  

Książka zaskakuje również sposobem prowadzenia narracji i konstrukcją. Mamy tutaj narratorkę/autorkę wszechwiedzącą, przyglądającą się z boku, ale dobrze znającą Dziunię. Wypowiada się też sama Dziunia poprzez wpisy na blogu o osobliwej nazwie Dysys Ingland :-) Dla osób znających już Dziunię i jej świat autorka w pierwszej części książki przypomina w jakim miejscu jej historii jesteśmy, na końcu oględnie przedstawia co nas będzie czekało w kolejnej części. Nawet dla mnie, osoby która pierwszy raz poznała Dziunię łatwo było wejść w świat przedstawiony, a żartobliwy, uszczypliwy, sarkastyczny język tylko w tym wszystkim pomaga.

Polecam wszystkim, którzy byli na emigracji, którzy myśleli kiedyś o wyjeździe, a także tym którzy zaryzykowali i wyjechali lub zostali z jakichś powodów tu czy tam. 


-----------------------------
Za egzemplarz recenzencki dziękuję raz jeszcze wydawnictwu WaB należącemu do Grupy Wydawniczej FOKSAL